Bruksela i Poznań. Dwa miasta i dwa państwa. To nie przeszkadza w stawianiu ważnych pytań, które przekraczają granice. Nie tylko te państwowe.  

Siostra Agnieszka Eltmann ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii na co dzień wypełnia swoją misję w Belgii. Zofia Kędziora natomiast stara się rozmawiać ze wszystkimi ludźmi, którzy są ciekawi świata. Obydwie lubią dyskutować. Tym razem rozmawiają o Maryi, jej miejscu w Biblii, oraz prawosławnych ikonach – po amatorsku. 

Grafika: Józef Kędziora

Zofia Kędziora: Zatem adwent. Chyba nieodłącznie wiąże się on z postacią Maryi – tej, która przez cały czas oczekiwania nam towarzyszy. Bardzo podoba mi się obraz Aldo Sergio przedstawiający Matkę Boską, której wizerunku nie można właściwie dostrzec. Trochę z takim spojrzeniem się utożsamiam, bo ten wizerunek zadaje mi pytanie: kim jest Maryja dla mnie? Hipster Katoliczka zadała nawet pytanie „czy posąg może być ciekawą kobietą?”. Może? 

Agnieszka Eltmann MChR: Może! Choć to nie brzmi zbyt poważnie, tak się składa, że w porywie młodzieńczego entuzjazmu zdarzyło mi się ze dwa razy przytulić do figurki Matki Bożej. Nie mam też problemu z żywym kontaktem z ikoną Pana Jezusa, która stoi na moim biurku. Mogę się na Niego gapić i gapić. Może mnie usprawiedliwia trochę fakt, że przez trzy lata mieszkałam w prawosławnym kraju. Tam na „dzień dobry” wchodząc do cerkwi całuje się ikonę i nikogo to nie dziwi. Nie chcę oceniać na ile to pobożność, na ile dewocja. Wierzę, że to wyraz głębokiego szacunku do tajemnicy, którą dany wizerunek przedstawia. 

ZK: Moim zdaniem Maryja jest właśnie taką ogromną tajemnicą. I mówię tutaj o swoim osobistym doświadczeniu. To kobieta owiana przez setki litanii, modlitw, nabożeństw i jednocześnie kobieta tak ludzka, która jak każda przeżywała pewnie okres ciąży: miewała mdłości i tak dalej. Patrząc na ikony, obrazy i figurki, zawsze sobie zadaję pytanie: kim ta Kobieta jest dla mnie. Siostra zadaje sobie takie pytania? 

AE: To pytanie z obszaru więzi: na ile jest między mną a Maryją więź, na ile wchodzę w jej przeżycia i odczucia. Wtedy mamy do czynienia z czymś więcej niż z „pobożnością maryjną”, która – nawet w tej prostej, ludowej formie – jest przecież bardzo cenna. Pierwsze skojarzenie jakie mam, odpowiadając na twoje pytanie – jestem trochę Jej córką marnotrawną. Zawsze mogłabym bardziej Maryję znać, więcej o Maryi mówić i Maryję kochać. I wiesz, jednak Ona mimo mojego „marnotrawstwa” mnie nie zostawiła. Zwłaszcza kiedy z perspektywy czasu patrzę na swoją młodość, różne życiowe zakręty tego czasu i przypominam sobie nawet na takie proste fakty, że Mama powiesiła mi nad łóżkiem obrazek z Niepokalanym Sercem Maryi, czuję że byłam, że jestem chroniona. I to ważne, nie przez obrazek, ale przez Osobę. 

Najczęściej proszę Ją po prostu, żeby ze mną była. Czasem też wołam do Niej, żeby mnie uczyła, co to znaczy być kobietą. Znów muszę wrócić do czasów, kiedy mieszkałam w Grecji: oni mają taki przepiękny hymn, który po prostu jest, jak to hymn prawosławny, przeszywający. Agni Parthene – Przeczysta Dziewico. Śmieszna historia: nauczycielka na kursie językowym, Greczynka, zwracała się do mnie skrótem imienia: właśnie Agni. Niby taki szczegół, ale poważnie dał mi do myślenia. W tych zdarzeniach, dzięki Maryi, zrozumiałam, że nie ja „produkuję” czystość czy świętość: ona we mnie jest na tyle, na ile w sercu mam Jezusa, tak jak Ona.  

ZK: Owszem, Maryja uczy bycia kobietą, mnie również. Skoro jesteśmy już przy utworach, zawsze 8 grudnia, słucham sobie utworu Katie Melua, która śpiewała: „Ona ma bardzo szczególny sposób, aby sprawić byśmy się śmiali, kiedy jesteśmy smutni. I mówi: nigdy nie będziesz samotna, pamiętaj, że zawsze będę się troszczyć, gdziekolwiek jesteś pamiętaj, będę tam”.  

Zawsze też, kiedy przychodzi adwent, myślę o Niej, Jej postawie wobec tego, z czym musiała się zetknąć, gdy posądzano ją o wiele rzeczy. I to również chyba dobry moment, by spojrzeć w siebie, na swoje serce. Adwent to taki czas walki z samym sobą, swoimi słabościami, pokusami i grzechami. I podobnie jak siostra, mam również doświadczenie Jej pomocy w wielu kwestiach, czasami tak wewnętrznych, że trudno je zwerbalizować. 

AE: Pięknie jest czasem pomilczeć. Mnie ogólnie dotyka milczenie Maryi. Pokora. Ja lubię mówić, wiedzieć, dzielić się, a nawet i wymądrzać (śmiech). Maryja i wszystkie kobiety ewangeliczne uczą mnie kobiecości także w tym wymiarze. To nie ja mam grać pierwsze skrzypce, w duszpasterstwie na przykład. Kocham te obrazy z Dziejów Apostolskich, kiedy Maryja po prostu, najzwyczajniej jest z modlącym się Kościołem, a jednocześnie ten Kościół gromadzi się wokół niej. Ona po prostu jest Matką. Nie jest to obecność w żaden sposób głośna, najlepsze będzie tu chyba słowo dyskrecja.  

ZK: To jest ogromna tajemnica, i myślę, że każdy tę tajemnice, czyli obecność Maryi w swoim życiu odkrywa na swój sposób. Mnie zawsze poruszało to porównanie Maryi do Ewy, że Maryja jest nową Ewą. Pewna siostra zakonna z USA namalowała taki właśnie obraz.

Fot. liturgy.co.nz

Być może nie jest on arcydziełem, ale ilustruje bardzo istotną rzecz: naszą tożsamość. I jak na niego patrzę to sobie zadaję pytanie: do kogo ja bardziej pasuję, do Ewy czy Maryi. I myślę, że teraz do Ewy. 

AE: Mnie się w tym obrazie podoba najbardziej wątek pociechy. Maryja może pocieszyć Ewę, bo jest święta, cała czysta, pełna łaski. Bóg tak chciał i zachował ją od grzechów. Jednocześnie to nie jest piedestał na który Ją wyniósł. To jest drogowskaz. Jezus pokazuje nam Maryję, bo chce dla każdego z nas tego samego. Maryja pociesza Ewę i mówi jej, że, za łaską Boga także twoja świętość jest możliwa. W Maryi wypełniają się wszystkie obietnice, jakie Jezus ma dla człowieka. Ona jest pierwszym owocem Jego Męki, śmierci i zmartwychwstania. Tu nie mogę się powstrzymać, by nie wspomnieć o ikonie, którą na wschodzie nazywają ikoną Zaśnięcia Bogurodzicy. Co ciekawe, jest ona często umieszczana nad wyjściem ze świątyni. Wychodząc, otrzymujemy „zaszyfrowany” komunikat: niebo to Twoje przeznaczenie, a Ona już tam dotarła. W tym przedstawieniu Jezus trzyma na rękach małą Maryję – dzieciątko, tak jak Ona trzyma Jego na większości obrazów, które znamy. 

Fot. poczekaj.pl

ZK: Wydaję mi się, że zawsze, kiedy chcemy oderwać się od grzechu, nawet tego lekkiego – co nie jest takie łatwe, bo wymaga od nas wiele wysiłku – wtedy właśnie stajemy się podobni do Maryi. Taka wewnętrzna decyzja nie jest błaha. Trochę jak wtedy, gdy Maryja powiedziała Aniołowi „tak”. I to kojarzy mi się z tą sceną z Apokalipsy, w której szatan nie chciał, aby dziewica porodziła syna. W obu sytuacjach ma się wydarzyć coś niesamowicie ważnego.  

AE: Bo widzisz, ten motyw – ostatnio miałam o tym zajęcia z siódmą klasą – pojawia się w Biblii praktycznie przez całą historię zbawienia. To jest niesamowite, że zapowiedź pokonania szatana jest już w trzecim rozdziale Pisma Świętego! Już na kilka sekund po grzechu Bóg zapowiada, że tego tak nie zostawi. Że będzie Niewiasta oraz że Jej Syn odniesie zwycięstwo. To pierwsza Dobra Nowina w Biblii: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz3, 15).  To jest ogólnie bardzo ciekawe: będzie Niewiasta! Pan Bóg zdecydował, że ma Ona swoje miejsce w historii zbawienia. Nieraz słyszy się sceptyków, że przesadzamy z pobożnością maryjną, a ja tak naprawdę myślę, że w ogóle z jakąkolwiek pobożnością nie da się przesadzić. Szczera modlitwa, nawet jeśli człowiek ma błędne założenia, to zawsze jest oddanie się w ręce Boże. Zatem modlitwa może spowodować wyłącznie dobro, nawet jeśli tylko (aż!) w postaci nawrócenia modlącego się człowieka. Podobnie z Maryją: Ona zawsze pokazuje na Jezusa, nie ma innej opcji. Kto szczerze do niej się zwraca jest prowadzony do Jezusa. To zresztą jest pięknie wyrażone na ikonie Matki Bożej Częstochowskiej. Tam jest bardzo wyraźny gest dłoni, który wskazuje na swojego Syna. To właśnie Maryja zawsze chce nam powiedzieć: w centrum jest On. 

Fot. wikimedia

ZK: Ikona to jest w ogóle temat rzeka. Zawsze szanowałam prawosławie za ikony. I jest też taka, która moim zdaniem zamyka w sobie cały „krąg wydarzeń” jeśli mogę użyć takiego określenia. Mówię tutaj o ikonie, na której Jezus zstępuje do otchłani/piekieł (różne nazewnictwa). Tam są interesujące dwa szczegóły: mianowicie Ewa, której ręka, poprzez dotknięcie jabłka jest zakryta i to, jak Jezus chwyta Adama i Ewę. Oni nie chwytają się Jezusa, tylko Jezus chwyta ich, dosadnie, za nadgarstki. I to chyba najważniejsze w całym postrzeganiu Maryi w naszym życiu: Ona nam pomaga zbliżyć się do Jezusa, wyciągnąć do niego rękę, tym bardziej gdy jesteśmy w otchłani. 

Fot. radioromaniacultural.ro

AE: Bo Maryja to jest Mama, która dostała nas pod opiekę w tych słowach z Krzyża: „Oto syn Twój, synu, oto Matka Twoja” (J19, 26). Zawsze będzie, jak to Mama, chcieć dla nas dobra. I nie ma na świecie osoby, która lepiej to dobro rozumie niż Ona. Dlatego nie obawiam się do Niej przytulić. 

ZK: To dobra intencja na ten adwent. Oby Maryja nam pomagała. 

AE: A teraz przyznaj się: ile razy wstałaś na roraty? (śmiech) 

Zobacz pozostałe #PytaniaPonadGranicami

#3 PytaniaPonadGranicami: Maryja – kobieta czy ikona?
6 (100%) 6 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.