Zdarzyło ci się rozmawiać z kimś o wierze, a twój rozmówca miał zdanie zupełnie przeciwne do twojego? Świetnie! To jest właśnie początek głoszenia Dobrej Nowiny: próbować zbliżyć do Kościoła tych, którzy są daleko od Boga. Tylko, jak to robić, by nie popełniać głupich błędów? 

Św. Jan Paweł II mówił: „Wiarę się proponuje, a nie narzuca”. Jednak czasem pozwalamy sobie na agresywne odpowiedzi, okazujemy gniew, poprzez nasze gesty wyrażamy niecierpliwość lub frustrację, nie słuchamy, boimy się… I niestety skupiając się na tym, nie za bardzo myślimy o tym, co mówimy ani jak to mówimy, przez co oddalamy drugiego od Boga zamiast go do Niego przybliżyć. Właśnie dlatego przygotowaliśmy dla was 5 najgorszych błędów, których powinniśmy się wystrzegać, ewangelizując. 

Rozemocjonowanie 

Ta cecha jest dość powszechna, ale nie ma co zniechęcać się faktem, że może nam utrudniać ewangelizację. Jacques Philippe w swojej książce „Spokój wewnętrzny” pisze, że wielokrotnie chcąc czegoś dobrego, usprawiedliwiamy naszą niecierpliwość i zniechęcenie, gdy nie uda nam się czegoś osiągnąć. Niejednokrotnie przyjdzie nam poprawiać i uczyć kogoś, ale należy to robić w atmosferze zrozumienia, czułości i pokoju. Inną kwestią, którą autor opisuje w kontekście duchowości chrześcijańskiej, jest następująca rada: „Musimy myśleć w ten sposób: Jeśli Bóg nie zmienił jeszcze tej osoby, nie odebrał jej tej czy innej niedoskonałości, to po to, bym ją znosił taką, jaka jest! Poczekaj z cierpliwością na odpowiedni moment. (…) Po co być bardziej wymagającym i szybszym od Boga?”. 

Brak wystarczających argumentów 

Święty Paweł powiedział: „Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu” (2 Tm 3, 16-17). Ważne, byśmy dowiadywali się i wysilali, byśmy mieli wystarczającą znajomość katechizmu. To właśnie on jest źródłem argumentów potrzebnych nam w czasie ewangelizacji. Wielu katolików wierzy, ale nie wie, w co. Mają wiarę, ale nie potrafią jej wyrazić. Dlatego też potem nie wiedzą, jak jej bronić solidnymi argumentami albo jak odpowiedzieć tym, którzy kwestionują katolicyzm. Nie trzeba uczyć się na pamięć Biblii, katechizmu, doktryny społecznej Kościoła czy wszystkich tekstów Magisterium. Należy natomiast dysponować przekonującymi dowodami albo chociaż wiedzieć, gdzie ich szukać. 

Niesłuchanie 

Innym częstym błędem jest zakładanie, jaka jest opinia i postawa drugiej osoby, zanim się jej wysłucha. Jeśli nie nauczymy się słuchać, popadniemy w błąd polegający na chęci natychmiastowej obrony wiary, nie wiedząc, o czym tak naprawdę powinniśmy mówić. W takich sytuacjach druga strona przestaje się interesować rozmową i słuchać naszych argumentów, ponieważ uzna je za niekonkretne i niezwiązane z jego rzeczywistością. Wielu myśli, że trzeba znaleźć najsłabszy kontrargument i zaatakować nim, ośmieszając drugiego. To wielki błąd, który bardzo łatwo popełnić, świadomie lub nie. Z drugiej strony św. Tomasz uczy nas, że o wiele bardziej efektywnym jest szukanie najsilniejszego argumentu naszego rozmówcy, przeanalizować go i sprawić, by był naszym najmocniejszym argumentem. Jednak by tak się stało trzeba najpierw poznać i zrozumieć czyjeś racje. By nauczyć się słuchać powinniśmy nauczyć się kochać z szacunkiem, prostotą i pokorą, bo to często przez naszą dumę nie słuchamy chcąc raczej zabłysnąć przed drugim. 

Bezradność, gdy nie znasz odpowiedzi 

Jeśli zdarzy nam się moment jakiejś blokady podczas ewangelizowania, najlepszym, co możemy zrobić jest uznanie w pokorze, że czegoś nie wiemy, ale że poczytamy na ten temat, by się dowiedzieć. To o wiele lepsze od kręcenia, przekierowywania rozmowy na inne tory czy mówienia o czymkolwiek. Jak już wcześniej powiedziano, do ewangelizacji potrzebna jest pewna wiedza, ale nie możemy oczekiwać od siebie, że będziemy wszystko wiedzieć. Byłoby to okazywanie wyższości. Nie wiemy wszystkiego i do końca życia będziemy się uczyć i dokształcać. 

Niedocenianie opowieści innego 

Pomyślałeś kiedyś może, że „opowiadania” służą tylko do tego, by wytłumaczyć katechizm dzieciom? Prawda jest taka, że opowiadania są przydatne dla osób w każdym wieku. Wiele razy mamy wiedzę i argumenty i myślimy sobie, że to wszystko, co inni potrzebują usłyszeć, by się nawrócić. Niestety, nie doceniamy osobistych opowieści innych. Ludzie nie chcą słuchać wykładni, tylko ludzkich historii. Pomyślmy choćby o ewangeliach. Jezus nauczał poprzez przypowieści. Zawierał w nich głębokie prawdy, przedstawiając je w prosty sposób. Oczywiście musimy mieć jakieś uzasadnienie doktrynalne, ale nie możemy pomijać anegdot i osobistych doświadczeń. To pomoże nam tłumaczyć pewne kwestie w prostszy sposób i nie zaprzepaścić więzi, które tworzą się z tym, który nas słucha. 

Jeśli zdamy sobie sprawę, że popełniamy któryś z tych błędów, nie powinniśmy się zniechęcać. To bardzo ludzkie! Błędy pojawią się jeszcze niejednokrotnie w naszym życiu, nawet gdy pracujemy nad tym, by stawać się coraz lepszymi. Najważniejsze to starać się rozmawiać z dbałością i miłosierdziem. Jeśli inni dostrzegą w nas czułość, cierpliwość i pokorę, poczują się bardziej poruszeni i skłonni do przemyśleń nad tym, co im powiemy. Módlmy się, nie przestawajmy się formować. Możemy zawsze liczyć na pomoc Ducha Świętego i samego Boga, któremu przecież najbardziej zależy na naszej efektywnej misji ewangelizacyjnej. 

Autor: María Belén Andrado 

http://catholic-link.com/2015/07/21/5-errores-comunes-al-evangelizar/ 

Tłumaczenie: Magdalena Zarate Rios 

5 najczęstszych błędów ewangelizacji 
6 (100%) 1 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.