Wierzę, że gdyby powstało porozumienie pomiędzy Rosją i Stanami Zjednoczonymi dotyczące Syrii, w naszym kraju zapanowałby pokój – powiedział w rozmowie z KAI abp Jean Abdou Arbach, melchicki metropolita Homs w Syrii.

Dorota Abdelmoula (KAI): Ekscelencjo, w dwa lata temu w jednym z wywiadów mówił Ksiądz Arcybiskup, że syryjski konflikt, to wojna światowa toczona na terenie Syrii. Jak przez te dwa lata zmieniła się sytuacja?

Abp Jean Abdou Arbach: Nastąpiła poprawa. Ale od czasu wyzwolenia Aleppo aż do dziś nie mamy jasnej wizji naszej przyszłości. Trudno o jasny obraz sytuacji militarnej. Dzięki Bogu w Homs i Aleppo ludzie powoli zaczynają wracać do swoich domów. Ale tam nie ma pracy, jest zimno, brakuje prądu. W Damaszku dżihadyści odcięli dostęp do wody.

KAI: Syryjczycy wierzą, że ta trudna sytuacja, to mimo wszystko koniec wojny i początek pokoju?

– Cały naród syryjski pragnie pokoju najbardziej jak to możliwe. I każdego dnia wszyscy modlimy się o pokój. Ale po pięciu latach wojny jesteśmy umęczeni wieloma sprawami. Po pierwsze brakiem bezpieczeństwa. Po drugie troską o przyszłość naszych dzieci. Pomoc humanitarna nie jest wystarczająca. Wielu lekarzy opuściło Syrię. Brakuje lekarstw, surowców, materiałów, aby zacząć odbudowę. W Homs prąd mamy tylko przez 4 godziny na dobę, a jego brak paraliżuje wiele działań, jak choćby pracę stolarzy. W Warszawie jest 1 stopień ciepła i macie włączone grzejniki. W mojej miejscowości jest dziś -5 stopni i rodziny nie mają się czym ogrzać. Ale jako chrześcijanie cały czas mamy nadzieję.

KAI: Jakiej pomocy potrzeba, by tę nadzieję zrealizować?

– Jest wiele sposobów pomocy. Np. współpraca z instytucjami pomocy humanitarnej i organizacjami chrześcijańskimi, takimi jak np. Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Udało się nam rozpocząć odbudowę domów i szkół – i to jest wielka pomoc. Staramy się pomagać żyjącym w nędzy, chorym, osobom starszym, wdowom, małym dzieciom… Jak mówi Ewangelia – nawet drobnym gestem można ocalić człowieka.

KAI: Nuncjusz apostolski w Syrii kard. Mario Zenari przypomina, że odbudowa pokoju w Syrii to powinność międzynarodowa. Czy świat ma receptę na przywrócenie tego pokoju?

– Trzeba pamiętać, że wojna w Syrii, tak jak wcześniejsze konflikty w Libanie czy Iraku, nie jest wojną domową, ale międzynarodową. Włączonych jest w nią ok. 80 krajów, wielu dżihadystów pochodzi z zagranicy. Problem Syrii nie dotyczy jej samej, ale interesów poszczególnych krajów, m.in. Stanów Zjednoczonych i państw europejskich. Osobiście wierzę, że gdyby powstało porozumienie pomiędzy Rosją i Stanami Zjednoczonymi dotyczące Syrii, w naszym kraju zapanowałby pokój. Ale wojna w Syrii, jest to wojna międzynarodowych interesów. Cała Europa i wszystkie państwa powinny pracować nad przywróceniem godności mieszkańcom Syrii. A przywrócenie ludzkiej godności nie jest łatwe.

KAI: Jaki wpływ na waszą przyszłość może mieć decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, dotycząca zakazu wstępu na teren USA obywateli 7 państw, m.in. z Syrii?

– To jest decyzja polityczna, ale to nie jest rozwiązanie. Wierzę, że gdyby pojawiła się decyzja sumienia o tym, by działać na rzecz pokoju, np. by nie sprzedawać broni rebeliantom, albo by państwa przestały wspierać finansowo dżihadystów – byłyby to jasne kroki niosące nam pomoc. Trzeba myśleć w jasny sposób. Trzeba zrozumieć, czym jest istota tej wojny. Przeżyłem wojnę w Libanie. Ten okrutny konflikt udało się zakończyć i na nowo otworzyć miasta i ulice. Czemu w Syrii nie może być podobnie?

KAI: Syria to także tereny początków chrześcijaństwa. Co ocalało z tego dziedzictwa po 5-letnim konflikcie?

– Kościół jest prześladowany od 2 tys. lat, począwszy od pierwszego męczennika z czasów Chrystusa, św. Szczepana. Także Syria przez te 2 tysiąclecia cierpiała wiele prześladowań. Ale chrześcijanie kochają swoją ziemię, a bogactwo Kościoła nie zawiera się w murach, ale w wierze ludzi. Mamy wielu męczenników za wiarę. Oni są naszym największym bogactwem. Poza tym, Syria jest terenem początków chrześcijaństwa. Św. Paweł i św. Piotr przechodzili przez Syrię – to także nasze cenne dziedzictwo. Przetrwały też zabytki, a w czasie wojny działy się cuda: wierzymy, że to Maryja ocaliła dwie niezwykle ważne dla chrześcijan miejscowości: Malulę i Sednayę.

KAI: Duchowym bogactwem Syrii są także dobre relacje z przedstawicielami różnych nurtów chrześcijaństwa.

– Tak, tym bardziej, że jako chrześcijanie, jesteśmy mniejszością. Z dwumilionowej społeczności chrześcijańskiej w Syrii, pozostała mniej niż połowa. Pozostali zostali zmuszeni do opuszczenia kraju. A emigracja dotyka mocno nas, jako naród i osobiście mnie, jako biskupa.

Dlatego nasza prośba o pomoc, to prośba o to, byście pomogli nam tam pozostać w naszym kraju. Emigracja nie jest rozwiązaniem dla żadnego państwa. Wierzę, że gdyby zapanował pokój, wielu chrześcijan powróciłoby do domów. A dobre relacje utrzymujemy także z muzułmanami. Przed wojną nie było między nami podziałów. Jestem Syryjczykiem. Moja rodzina mieszka w Syrii i zawsze współpracowaliśmy z muzułmanami. Jak mówi nasz patriarcha: muzułmanie nie mogliby żyć bez chrześcijan, a chrześcijanie bez muzułmanów. Wojna wiele zmieniła. Nie jestem ekspertem ds. islamu, ale chciałbym zaznaczyć, że trzeba zrozumieć, kim są dżihadyści, jaką mają doktrynę, skąd pochodzą i kto ich wspiera? To zjawisko jest swego rodzaju międzynarodowym planem, powstałym wcześniej, niż wybuch wojny w Syrii.

KAI: A jak dziś wygląda codzienność syryjskich chrześcijan?

– Dzięki Bogu, przez czas trwania wojny w naszym kraju codziennie odprawialiśmy Msze święte. Nie wszędzie, bo to zależy od tego, kto dominuje w danym regionie. W Homs, od 2012 r. aż do 9 maja 2014 r. moja katedra i pozostałe kościoły były w rękach dżihadystów. W tym czasie wśród mieszkańców Homs posługiwał jezuita o. Frans van der Lugt, zamordowany zaledwie miesiąc przed wyzwoleniem miasta. Od dnia wyzwolenia, chrześcijanie w Homs gromadzą się na mszach i modlitwach. Prowadzimy katechezy i liczne zajęcia dla młodzieży.

Potrzeba nam misjonarzy. Oni dodają nam odwagi tym, że uczestniczą w naszym codziennym życiu. Dzięki Bogu i Matce Bożej, wojna była dla mieszkańców czasem odnowy wiary. Dziś, tak, jak prosił św. Jan Paweł II, nie lękamy się. Mówimy za św. Pawłem: jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam.

KAI: Z jakim przesłaniem przyjechał Ksiądz Arcybiskup do Polski?

– Moje przesłanie jest jasne i kieruję je do wszystkich krajów i do rządzących państwami: polityka pozostaje polityką, interesy interesami, ale człowiekowi należy przywrócić jego godność. Należy odbudowywać pokój, zgodnie ze słowami niedzielnej Ewangelii: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój. I, jak mówi papież Franciszek: trzeba zatrzymać wojnę i powiedzieć „nie” przemocy. Wiele już wycierpieliśmy. Pragniemy żyć w pokoju i godności.

foto. PKWP

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze