Potrzeba ducha przebaczenia, aby ocalić cały Bliski Wschód. I potrzeba przykładu tego przebaczenia. Głęboko wierzę, że ten przykład mogą dać tylko chrześcijanie – powiedział w rozmowie z KAI abp Bashar Warda, chaldejski arcybiskup Irbilu, który przyjechał do Polski z okazji VIII Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym.

Dorota Abdelmoula (KAI): Ekscelencjo, obchodzimy Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym w Iraku. Co dziś znaczy: być solidarnym z irackimi chrześcijanami?

Abp Bashar Warda: Być solidarnym, to znaczy modlić się za prześladowanych chrześcijan w Iraku, mówić o ich losach, podnosić świadomość dotyczącą prześladowań chrześcijan z powodu ich wiary. I zarazem próbować pomóc finansowo. Byłoby wspaniale, gdyby niektórzy ludzie podróżowali do Iraku, by doświadczyć tego, wygląda pełne trudności życie chrześcijan w obozach. A także, aby wywierać presję na politykach, uświadamiać im, że pewne decyzje polityczne mogą mieć trudne konsekwencje dla ludzi, narodów. Dzień solidarności, to także wielka szansa dla młodych ludzi, aby pokazali dobro, jakie Bóg w nich wpisał, zwłaszcza w ich młodość, oraz aby okazując solidarność, zdali sobie sprawę z wartości chrześcijańskiej wiary. Bo będąc chrześcijaninem – będziesz prześladowany. Czy jesteś na to gotów?

KAI: Co jeszcze oznacza dziś bycie chrześcijaninem na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w Iraku?

– To znaczy, że musisz być gotów wziąć krzyż i dać odpowiedź. Gotów zmagać się z codziennymi trudnościami, zostawić swój dom, swoją pracę, swój dobytek, swoją przeszłość, swoje miasteczko, wszystko, co należy do ciebie. Ponieważ jesteś chrześcijaninem, musisz być gotów zamieszkać w namiocie, w kontenerze. Musisz być gotów żyć, nie mając nic. I musisz też być gotów błagać o swoje życie, o zaspokojenie codziennych potrzeb. I zarazem musisz być gotów na przyjęcie hojnej miłości, którą okazują ci twoi bracia i siostry. To nie jest tylko i wyłącznie smutny los. To los trudny, pełen wyzwań, w którym jest też dobra nowina o potężnej hojności, miłości i solidarności chrześcijan z całego świata. I jeśli dziś mówimy o tym, że chrześcijanie pozostali w Iraku, to nie dzięki pomocy rządowej, ale przede wszystkim dzięki tej solidarności chrześcijan na całym świecie.

KAI: Irak jest także ojczyzną chrześcijaństwa….

– Tak. Irak i Syria… to tereny, gdzie przyjął chrzest św. Paweł i chrześcijaństwo w tej części świata było tam od samego początku. Wspólnota żydowska była tam od czasów niewoli babilońskiej i asyryjskiej i wiemy z pewnością, że pierwsi uczniowie przybyli głosić tej wspólnocie Dobrą Nowinę o tym, że Jezus z Nazaretu jest Chrystusem. To historyczna ziemia i jesteśmy dumni, z bycia chrześcijanami w tej części świata.

KAI: Ilu chrześcijan opuściło Irak z powodu wojny?

– Około 1,5 mln irackich chrześcijan opuściło swój kraj w ciągu ostatnich 13 lat.

KAI: To wielka strata nie tylko dla wspólnoty chrześcijan w Iraku, ale dla całego Kościoła?

– To rana dla całego Kościoła. Bliski Wschód, to korzenie chrześcijaństwa, a zadaniem i odpowiedzialnością każdego chrześcijanina jest dbać o to, by korzenie żyły, by chrześcijaństwo mogło kwitnąć. To jak z drzewem: jeśli korzenie są wyschnięte, wszystko może się zdarzyć… Dlatego odpowiedzialnością chrześcijan jest zostać i przetrwać na Bliskim Wschodzie. W tym niespokojnym, pełnym przemocy świecie, rozwiązania polityczne, gospodarcze i społeczne są potrzebne, ale głęboko wierzę w to, że najpełniejszą odpowiedzią na tę przemoc jest Jezus Chrystus i Boże Miłosierdzie. A kto może tam zanieść Boże Miłosierdzie i Jezusa? Chrześcijanie. Wobec tak wielkich trudności i zła, potrzeba ducha przebaczenia, aby ocalić cały Bliski Wschód. I potrzeba przykładu tego przebaczenia. Głęboko wierzę, że ten przykład mogą dać tylko chrześcijanie. Mówimy o państwie, o konstytucji, ale ostatecznie czujemy, że żyjemy w prostym społeczeństwie o mentalności plemiennej, któremu potrzeba chrześcijan, jako soli ziemi. Więc jeszcze raz: być solidarnym z chrześcijanami w Iraku, to być odpowiedzialnym za pomaganie im w przetrwaniu w tej części świata.

KAI: Jednak świat może nie tylko pomagać, ale też wiele uczyć się od chrześcijan w Iraku. My poszukujemy pewnego komfortu w wyznawaniu wiary, wy jesteście gotowi poświęcić wszystko…

– Myślę, że ważne i pełne wyzwań jest pytanie: dlaczego jesteś chrześcijaninem? Czy jesteś gotów wytrwać w wierze, kiedy doświadczasz trudności materialnych? Czy jesteś gotów podjąć ryzyko ze względu na Chrystusa? Czy chrześcijaństwo zmienia coś w twoim życiu? Trudności sprawiają, że zdajesz sobie sprawę z wartości wiary: kiedy jesteś prześladowany nie dlatego, że jesteś mądry, inteligentny, ale dlatego, że jesteś chrześcijaninem. Dostajesz wybór: pozostać chrześcijaninem, albo odejść. Nie ma innej opcji.

KAI: Ksiądz Arcybiskup mówił o korzeniach, które powinny pozostać żywe. Czy operacja wyzwolenia Mosulu, powrót wiernych do kościołów w tym rejonie, to oznaki, że te korzenie wciąż żyją?

– Operację wyzwolenia Mosulu rozpoczęto przed dwoma tygodniami. Zaczęła się na Równinie Niniwy, gdzie mamy wiele chrześcijańskich kościołów, klasztorów i wiosek. Wierzę, że nasz powrót do nich, nawet tych spalonych i zdemolowanych, to znak nadziei, że Państwo Islamskie zostało pokonane, a krzyż zwyciężył. Trzeciego dnia, jeden z naszych księży postawił krzyż w ruinach kościoła św. Barbary i odśpiewał pieśń o zwycięskim Kościele – to daje nowego ducha, poczucie, że cokolwiek uczynili wrogowie, my wciąż jesteśmy i przetrwamy. Odwiedzanie tych kościołów budzi nadzieję, odwagę, ale też smutek. Na widok świątyni, która była wypełniona ludźmi, żyła nabożeństwami, spotkaniami, działalnością duszpasterską, a dziś jest pusta i spalona – pojawiają się sprzeczne uczucia. Ale najbardziej oczywistym uczuciem jest wdzięczność Bogu, że nam pomógł pozostać, że pewnego dnia będziemy mogli powrócić i odbudować te wioski, otworzyć na nowo kościoły, uderzyć w dzwony, śpiewać i modlić się.

KAI: Da się w skrócie wyjaśnić, o co chodziło w wojnie, która doprowadziła do obecnego stanu?

– To bardzo trudne pytanie, na koniec każdej wojny na świecie pojawia się właśnie to pytanie: o co w tym wszystkim chodziło? Widzimy zabijanie i zwalczanie ludzi w imię tego, że „ja mam Boga, ja znam Boga”, a jednocześnie wiemy, że niewinni ludzie byli zmuszeni do opuszczenia swoich domów, pracy, własności, że wielu zostało zabitych – także muzułmanów. Że wielu jazydów wziętych do niewoli… to niewinni ludzie nie mający nic wspólnego z konfliktem. Ta destrukcja trwa nadal. Jeśli ktoś chciałby powiedzieć, że Zły nie istnieje, to ja widząc wszystkie te zniszczenia i zło, mówię: nie, Zły istnieje i mogliśmy oglądać jego wcielenie właśnie w tej sytuacji w Iraku.

KAI: Ale pojawiają się też oznaki dobra. Doświadczyli go m.in. młodzi Irakijczycy, którzy przyjechali z Księdzem Arcybiskupem na Światowe Dni Młodzieży do Polski. Czym było dla Was to spotkanie?

– To spotkanie było niezwykle ważne, gdyż zbiegło się z czasem, kiedy mieliśmy poczucie, że prześladowania są przez świat ignorowane. Nagle znaleźliśmy się pośród milionów młodych ludzi, dających nam siłę, odwagę, poczucie, że nie jesteśmy zapomniani i osamotnieni, że nie jesteśmy mniejszością, ale stanowimy część wielkiej wspólnoty. To było naprawdę umacniające. Teraz wspólnota młodych, którzy wzięli udział w ŚDM jest bardzo aktywna, są bardzo blisko Kościoła.

KAI: Pamiętam, że mieliście niemałe trudności podczas podróży.

– Tak, ale mimo wszystko, to było bardzo ważne i warte trudów doświadczenie. Poza tym, kiedy masz tak odważnych młodych ludzi, którzy byli zdolni pokonać tyle trudności, jesteś pewien, że jest przyszłość dla Kościoła w Iraku.

KAI: Ta przyszłość jest też związana z prowadzeniem dialogu międzyreligijnego?

– Powiedziałbym, że prowadzenie dialogu jest jednym z powodów, dla którego musimy pomóc chrześcijanom pozostać w Iraku. Musimy uświadomić sobie czym jest misja, za którą jesteśmy odpowiedzialni: to my chrześcijanie mamy pomóc innym w prowadzeniu dialogu. Mamy nadzieję, że jako Kościół możemy być budowniczymi pokoju i mostów pojednania, tym bardziej, że jest tyle trudności w dialogu choćby między sunnitami i szyitami. Moim osobistym pragnieniem jest abym jako chrześcijanin mógł odegrać rolę w budowaniu tego porozumienia. To inny rodzaj dialogu międzyreligijnego, niż ten, pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami. Ale jeśli my chrześcijanie, możemy dzięki miłości pomóc innym we wzajemnej komunikacji – to jest bardzo ważne i to jeden z powodów, dla którego powinniśmy zostać.

KAI: Możemy już mówić o owocach tej komunikacji?

– Kościół nie przestaje wzywać do dialogu. Prawie każdego miesiąca pojawiają się oficjalne komunikaty biskupów, wzywające muzułmanów, sunnitów i szyitów do pojednania. Wzywające polityków do tego, by stanęli razem. Także z okazji ramadanu i świąt muzułmańskich zachęcamy do zjednoczenia i zaprzestania przemocy. Kiedy trwały intensywne walki, np. w zachodniej części kraju, w Falludży i w prowincji Anbar, Kościół był zawsze pierwszym, który odpowiadał na potrzeby: organizując paczki żywnościowe, pomoc medyczną. Także po to, aby pokazać, że, pomimo wszystkich trudności, troszczymy się o potrzebujących, niezależnie od tego, czy są nimi chrześcijanie, czy muzułmanie. To niektóre przykłady zaangażowania Kościoła.

KAI: To znaczy, że Rok Miłosierdzia przeżywaliście w praktyce?

– Złożyły się na to m.in. inicjatywy duszpasterskie, podjęte wśród uchodźców. Ponadto, na wydziale teologicznym uniwersytetu katolickiego w Irbilu otworzyliśmy kurs zatytułowany „Teologiczny cykl miłosierdzia” i dziś mamy 200 młodych ludzi, którzy biorą w nim udział w każdy piątek, aby dowiedzieć się więcej o chrześcijaństwie. Wiele dzieł miłosierdzia jest podejmowanych przez uchodźców. Na przykład, po ostatnim trzęsieniu ziemi we Włoszech, archidiecezja chaldejska przekazała 10 tys. dolarów dla wspólnoty we Włoszech, by pokazać, że nie zapomnieliśmy o was i o czasie, kiedy wy okazaliście nam miłosierdzie. Wiele uczynków miłosierdzia wykonano względem muzułmanów i jazydów. Sami jesteśmy w potrzebie, ale nie możemy zapomnieć o innych, którzy być może potrzebują więcej od nas. Wielu muzułmanów i jazydów cierpi z powodu przemocy, przesiedleń. Tworzymy jedną wspólnotę.

KAI: Stworzenie uniwersytetu katolickiego w Irbilu było wielkim pragnieniem Księdza Arcybiskupa. Skąd taki pomysł?

– Inspiracje były różne. Po pierwsze, fakt, że muzułmanie ufają naszemu systemowi edukacyjnemu uznałem za wielki dar dla nas. A dar jest zarazem odpowiedzialnością. Nie chcieliśmy jedynie chwalić się tym, że muzułmanie nam ufają, ale też zainwestować w to. Kiedy powstało to centrum edukacyjne, muzułmanie zaczęli pytać, czym wyróżnia się spośród innych, i zaczęli tam przychodzić. Mogą tam oddychać tolerancją, szacunkiem dla ludzkiej godności, Chrystusem, chrześcijaństwem. To nasza droga ewangelizowania, a także możliwość oferowania pracy młodym, dobrym ludziom. Dzięki tej pracy pozostają w Iraku, nie tylko jako chrześcijanie, ale jako chrześcijanie z misją, którą wypełniają dzieląc się swoimi talentami. Ta uczelnia jest wielkim wyzwaniem, wymaga lat wytrwałości i ciężkiej pracy, ale jestem wdzięczny za wszelką pomoc i deklarację współpracy ze strony różnych uniwersytetów na świecie. Dalszy rozwój jest kwestią czasu. Musimy być cierpliwi.

KAI: Więc studentami nie są tylko chrześcijanie?

– Nie są i nie powinni być. Musimy otworzyć się na wszystkich. To nasza misja.

KAI: Od wczoraj cały świat komentuje wynik wyborów prezydenckich w USA. Czy Ksiądz Arcybiskup wiąże z nowym prezydentem jakieś nadzieje względem Iraku?

– Dwa tygodnie temu byłem w San Diego w USA i mówiłem Amerykanom, że nie naszym zadaniem jest orzekanie, kto byłby najlepszym prezydentem. Natomiast Amerykanie powinni przypominać swojemu prezydentowi i pozostałym politykom, że decyzje polityczne mogą mieć konsekwencje w innych częściach świata. Amerykańscy politycy mają wiele do zrobienia w zakresie polityki międzynarodowej. Mam nadzieję, że będą mogli zaprowadzić pokój i stabilizację nie poprzez wojnę i konflikty, ale poprzez dialog i wspieranie pokoju, podejmując decydujące działania wobec ekstremistów i świadomi, że uprawiając politykę, musimy uprawiać ją dobrze i dla dobra każdego człowieka.

foto. PKwP

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze