Skoro adwent jest czasem radosnego oczekiwania na narodzenie Pana Jezusa, to po co te wszystkie wyrzeczenia?

Przyznam, że jakąś przewrotną radość sprawia mi czasem pytanie kapłanów, dlaczego adwent ma być czasem radosnego oczekiwania, skoro w liturgii mamy kolor fioletowy? Od zawsze oznaczał on przecież żal i pokutę, a skoro tylko radośnie czekamy, po co nam te wszystkie wyrzeczenia? Po co ta pokuta, po co żal? Odpowiedzi zazwyczaj są wymijające: czytałem już, że fiolet to zmieszanie innych barw symbolizujących walkę ducha z ciałem (nie zmyślam, naprawdę się to powiela), że ma on inną symbolikę niż w czasie Wielkiego Postu albo że jest tylko w niedzielę, a w tygodniu, na roraty to przecież i tak biel, więc radość. To całe dorabianie teorii do „radosnego oczekiwania” jest niezwykle trudne – po co więc dorabiać? 

Kolor ma znaczenie 

Powie ktoś, że nadinterpretuję – w istocie przecież to nie kolor ornatu, jaki ksiądz włoży, decyduje o tym, jaki jest charakter tego okresu liturgicznego. No i właśnie: nic bardziej mylnego. Kilka dni temu w felietonie „Od zakrystii” pisałem, że kolory liturgiczne są takie ważne, bo „w barwach mieszczą się tajemnice i figury”. I rzeczywiście nic w liturgii nie pozostaje bez znaczenia, bo liturgia jest na wskroś logiczna i poukładana. Wszystko ma tutaj sens. No więc jak to jest z tym adwentem? Czemu fiolet, czemu brak Gloria (Chwała na wysokości)? 

Giuseppe Molteni – Spowiedź (1838)

Pokutna historia i charakter 

Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, warto, jak zwykle, prześledzić pokrótce historię. Już na przełomie V i VI w. niektórzy biskupi zalecali wiernym pościć trzy razy w tygodniu przez około 40 dni przed Bożym Narodzeniem. Post został ograniczony do czterech tygodni dopiero około VIII w. Wtedy też w liturgii obecny był żałobny kolor czarny, nie było również pochwalnego hymnu Gloria obecnego w okresach radosnych. Z czasem intensywny post zelżał, a kolor czarny zastąpiony został fioletowym, nie zmieniło to jednak w żaden sposób charakteru tego okresu. Chrześcijanin przygotowuje się na wielkie wydarzenie poprzez oczyszczający post – tak, żeby świętując Boże Narodzenie, być odnowionym i czystym. 

Coś więcej 

Adwent już w samej swej łacińskiej nazwie adventus oznacza czas wyczekiwania na przyjście, czyli narodzenie Jezusa. Wyczekiwanie ma jednak wymiar znacznie głębszy. Dawniej okres czterech tygodni adwentu na zasadzie podobieństwa miał przypominać cztery tysiące lat istnienia świata, w trakcie których ludzkość z upragnieniem wyczekiwała przyjścia Jezusa na świat. Dziś oczywiście podobieństwo to się zaciera, bo mało kto wierzy, że świat istniał przed Chrystusem jedynie cztery tysiące lat. Warto jednak, pomijając liczbowe analogie, skupić się na istocie – my również wyczekujemy przecież na ponowne przyjście Mesjasza na końcu świata. Ten podwójny charakter oczekiwania – na narodzenie, ale i na ponowne przyjście, czyli paruzję – tym bardziej skłania do pokuty. 

Post, czyli wyrzeczenie połączone z modlitwą, to jednak coś więcej niż tylko zadośćuczynienie. To również uporządkowanie hierarchii wartości oraz pomoc w uszlachetnieniu. Im więcej wysiłku włożymy w to przygotowanie, im bardziej będzie ono dla nas tak po ludzku trudne – tym większe będzie później świętowanie. Stąd właśnie intensywny post i pokuta, a po nim – wielka radość. 

Adwent: czy na pewno czas radosnego oczekiwania? 
5.67 (94.44%) 3 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.