O rosnącym na Krymie ubóstwie, głębokich podziałach społecznych i możliwości niesienia pomocy mieszkańcom półwyspu, w przeddzień XVIII Dnia Modlitwy i Pomocy Materialnej Kościołowi na Wschodzie, opowiada – w rozmowie z PAP – biskup pomocniczy diecezji odesko-symferopolskiej na Krymie Jacek Pyl OMI.

10 grudnia w Kościele katolickim obchodzony będzie XVIII Dzień Modlitwy i Pomocy Materialnej Kościołowi na Wschodzie. Z tej okazji w kościołach odbędzie się zbiórka ofiar do puszek. W ubiegłym roku Zespół przekazał na pomoc na Wschodzie prawie 2,3 mln złotych. Przeznaczono je m.in. na pomoc liturgiczną, katechetyczną, medyczną i budowlano-remontową. W tym roku pomoc trafi przede wszystkim do domów dziecka i domów opieki dla osób starszych.

Z jakimi problemami borykają się mieszkańcy Krymu?

Przede wszystkim z problemem ubóstwa. Zaraz po przyłączeniu Krymu do Rosji znacząco wzrosły ceny, ponieważ transport jest powietrzny i morski, nie ma lądowego, a ceny są moskiewskie. Co prawda, emerytury mieszkańców zostały podniesione i wyrównane z rosyjskimi, ale płace nie wzrosły. Najwięcej stracili najubożsi, zwłaszcza z powodu uszczelnienia granicy z Ukrainą. Wcześniej wielu turystów przyjeżdżało na letni wypoczynek. Wiele osób wynajmowało im swoje domy i mieszkania. Teraz to się skończyło. Ograniczony został także handel.

Na Krym zostały skierowane duże fundusze z Rosji, budowane są drogi i most w Kerczu. Jednak na tym zyskali jak dotąd tylko najbogatsi, a różnice pomiędzy bogatymi, a biednymi tylko się pogłębiły. Problemem są także głębokie konflikty społeczne spowodowane aneksją Krymu, widoczne zwłaszcza w rodzinach ukraińsko-rosyjskich. Wiele rodzin rozpadło się z tego powodu. Zwłaszcza w tych rodzinach, których członkami są ukraińscy patrioci. Wielu z nich zresztą z Krymu wyjechało.

Kościół stara się pomagać, ale nie jest to proste, ponieważ parafie nie mogą prowadzić działalności charytatywnej, jeśli nie są zarejestrowane jako fundacje. Rosjanie boją się, że nasza pomoc będzie wiązała się z próbami nawracania prawosławnych na katolicyzm.

Czy możemy w jakiś sposób pomóc?

Najpewniejszy sposób to przekazać pieniądze Zespołowi Pomocy Kościołowi na Wschodzie, który pomaga nam od wielu lat. Potrzeb jest całe mnóstwo: kupujemy biedniejszym, chorym parafianom leki. W grudniu kupujemy prezenty dzieciom z ubogich rodzin, w wakacje organizujemy dla nich wyjazdy. Dodatkowo remontujemy stare kościoły, budujemy Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Kolczugino i konkatedrę w Symferopolu, gdzie obecnie stoi malutki budynek niemogący pomieścić wiernych. Pieniądze na te wszystkie cele pochodzą miedzy innymi ze zbiórki ofiar do puszek w kościołach, organizowanej w Dzień Modlitwy i Pomocy Materialnej Kościołowi na Wschodzie.

Czy katolicy na Krymie mogą swobodnie wyznawać wiarę?

Tak, katolicy mogą swobodnie praktykować swoją wiarę.

Krym, 2008 r.

Ilu katolików żyje na Krymie?

Dawniej były tu duże parafie. Jednak wydarzenia XX w., dwie wojny i dziesięciolecia istnienia Związku Sowieckiego sprawiły, że Krym stał się terenem misyjnym. Wszystkich katolików jest ok. tysiąca. To są małe parafie. Istnienie katolicyzmu na tych terenach zawdzięczamy głównie przesiedleńcom, którzy przyjechali tu do pracy, założyli rodziny i zostali. Aneksja Krymu jeszcze ten kryzys pogłębiła. Była tu na przykład parafia Brackoje, na terenie której mieszkali katolicy, przesiedleńcy z Polski i Czech. Po aneksji większość ludzi uciekła na Ukrainę lub do Czech.

Jednak w naszych parafiach ludzie przychodzą do kościoła, dojeżdżają z małych wiosek. Religijność naszych parafian jest tradycyjna. Większość z nich to osoby starsze, które dorastały w czasach, gdy wiara była tępiona. Wychowali się na różańcu. Pamiętam pogrzeb pewnej starszej kobiety. Mieszkała daleko od parafii, więc nie mogła chodzić do kościoła. Ale rodzina poprosiła, by włożyć jej do trumny różaniec, który był tak zużyty, że nie mam wątpliwości, że była to osoba bardzo religijna. Takich osób jest wiele, ale bardzo potrzebna jest katechizacja, pogłębianie wiary. Przychodzą do nas także osoby ochrzczone w Kościele prawosławnym, które przez lata żyły jak ateiści, a w dorosłym życiu się nawróciły. Prowadzimy więc katechezy nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych, bo większość parafian nie zna podstawowych prawd wiary. A do tego potrzebni są kapłani.

Czy Krym, podobnie jak inne obszary za wschodnią granicą Polski, boryka się z brakiem księży?

Bardzo brakuje nam księży, a także sióstr zakonnych. Ten brak pogłębiają problemy z wizami. Jeśli ktoś ma rosyjski paszport – nie ma problemu. Jeśli białoruski, ukraiński – też jest lżej. Jeśli polski – to już jest problem. Na szczęście pomagają nam księża misjonarze, jest wielu zakonników. Oprócz pracy duszpasterskiej próbują pracować charytatywnie, chociaż jest to trudne, ponieważ są problemy, żeby cokolwiek przewieźć.

Jak na mentalność mieszkańców Krymu i Ukrainy wpłynęły dziesięciolecia życia na terenie Związku Sowieckiego?

To jest piętno tzw. homo sovieticus. Najbardziej to widać w podejściu do własności: wszystko jest wspólne, nikt za nic nie odpowiada. W nic nie chcą się angażować, także w prace w parafii i w Kościele. Trzeba ich bardzo mobilizować do najdrobniejszych inicjatyw. Dużym problemem i Krymu, i całej Ukrainy, jest ogromna liczba kobiet cierpiących na syndrom postaborcyjny. Wielka skala aborcji to problem w całej Europie, ale w krajach postsowieckich jest chyba najgorzej, ponieważ Rosja była jednym z pierwszych krajów, które wprowadziły aborcję bez żadnych ograniczeń po rewolucji październikowej w 1917 r. Od tego czasu nic się w tej sprawie nie zmieniło. Wciąż spotykam kobiety, niektóre już starsze, które po wielu latach wciąż borykają się z ogromnym poczuciem winy. Wciąż śnią im się ich nienarodzone dzieci. Staramy się im pomóc, zmniejszyć ciężar poczucia winy, chociażby przez organizowanie mszy św. z modlitwą o uzdrowienie, adoracji. Dodatkowo na terenie Ukrainy wiele osób cierpi z powodu ran zadanych podczas działań wojennych, także ran psychologicznych. Wielu żołnierzy jest psychicznie niezdolnych do podjęcia obowiązków rodzinnych i zawodowych. Oni także potrzebują naszego wsparcia.

fot. EPA/SERGEY DOLZHENKO

Oceń ten artykuł


źródło: PAP

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze