Słowa Jezusa wypowiedziane przed Wniebowstąpieniem towarzyszą nam od wieków. Przywykliśmy do nich tak bardzo, ze nie robią już na nas większego wrażenia. Jednak to one leżą w centrum życia każdego chrześcijanina.

Wszyscy jesteśmy posłani, aby głosić Dobrą Nowinę, że królestwo Boże zaczynamy budować już tutaj, na ziemi. Zwłaszcza my, misjonarze pierwszej ewangelizacji, mamy ten zaszczyt, że możemy uczestniczyć w budowaniu wspólnoty Kościoła od podstaw. Możemy być tam, gdzie o Jezusie nie wie się zbyt wiele, a może nawet wcale o Nim nie słyszano. Takim właśnie miejscem jest Bambilo położone na północy Demokratycznej Republiki Konga (dawnego Zairu).  

Kongo wcześniej 

Zanim trafiłem do tej wioski, położonej w samym sercu dżungli, przebywałem już w tym kraju na przełomie wieków, czyli w latach 1999–2003. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się wtedy, że tak wiele może być w nim kontrastów. Patrzyłem na Kongo przez pryzmat Kinszasy, stolicy kraju, z której rzadko mieliśmy okazję wyjeżdżać. Bratobójcza wojna, trwająca pomiędzy 1998 a 2003 r., jeszcze bardziej pogrążyła kraj w chaosie. Nieliczne i zaniedbane drogi prawie zarosły lasami albo zostały zmiecione przez erozje, powodując jeszcze większą izolację niektórych regionów kraju i coraz bardziej pogrążając je w biedzie. Gorsza jednak od warunków ekonomicznych była niepewność jutra ludzi żyjących w odległych prowincjach. Ludność cywilna została praktycznie bez żadnej opieki państwa. W wielu miejscach, jak grzyby po deszczu, zaczęły pojawiać się różnego rodzaju milicje i bojówki. Niektóre z nich miały korzenie nie tylko w Kongo, ale i za granicą. W 2003 r. kraj był rozdarty między czterema walczącymi frakcjami. Jak mówi stare przysłowie afrykańskie: „Gdzie biją się słonie, najbardziej uciskana jest trawa”. Nietrudno się domyślić, kto był i jest ową trawą z przysłowia. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i na początku obecnego zginęły albo straciły dach nad głową miliony ludzi. Po tragicznym w skutkach zamachu na prezydenta Laurenta Kabilę władzę powierzono jego adoptowanemu synowi Józefowi. Było to w 2001 r. Dwa lata później stanął on na czele tak zwanego rządu tymczasowego, utworzonego z byłych przywódców największych frakcji opozycyjnych. Wiele napięć w dzisiejszym Kongo związanych jest z jego prezydenturą, która stała się prawie dyktaturą. W kwietniu tego roku w Kasai odkryto wiele zbiorowych mogił z ciałami miejscowych bojowników opozycji. 

Kongo dzisiaj 

To krótkie wprowadzenia napisałem, aby dać mały kontekst historyczno polityczny, w jakim znajduje się obecnie Demokratyczna Republika Konga. Kraj bardzo zróżnicowany, mieszanina kultur i lokalnych języków takich jak lingala, tshiluba, swahili czy kikongo, gdzie stolicę Kinszasę często uważa się za „profiteuse wykorzystującą pozostałe regiony”. Prowincja kombonianów w DRK jest dość liczna, bo składa się z ponad osiemdziesięciu braci i kapłanów, z czego ponad połowa to Kongijczycy. Większość naszych misji znajduje się na północy kraju. Pierwsi kombonianie dotarli tutaj w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku z południowej części Sudanu. Jedną z pierwszych diecezji, w której zaczęli pracować, była diecezja Bondo położona na północ od rzeki Uele. Jest to ostatnia najwyżej położona diecezja Konga. Znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Republiki Środkowoafrykańskiej i w bliskim położeniu Sudanu Południowego. Większość ludności zamieszkującej te tereny to plemię Azande, którego część żyje również w Sudanie Południowym. W diecezji Bondo mamy dwie wspólnoty kombonianów. Pierwsza jest w Bondo, miejscowości liczącej około 60 tys. mieszkańców. Nasi współbracia prowadzą tam centrum formacji dla katechistów oraz nowo otwartą parafię Limbasa z kilkunastoma kaplicami dojazdowymi. Kolejna wspólnota – oddalona o 140 km – znajduje się w Bambilo. Tu właśnie pracuję. Bambilo to ogromna parafia w samym sercu dżungli. Oprócz centrum mamy jeszcze do objechania 36 kaplic. Nasza misja ma około 83 km z zachodu na wschód i drugie tyle z północy na południe. Drogi (a częstokroć ścieżki) prowadzą przeważnie przez podmokłe lasy, chwilami tylko przebiegając przez niewielkie sawanny. Od początku działalności była to tak zwana wspólnota „inserita”, czyli wspólnota żyjąca i pracująca razem z ludnością lokalną. Prowincja Bas-Uele, a szczególnie region Bondo, jest najbiedniejszym regionem DRK. Tutaj prawie nie widzi się inicjatyw rządowych. Nie ma ani dróg, ani ośrodków zdrowia, szpitali, szkół itp. Jakby tego było mało, na terenie naszej diecezji ciągle działa okryta złą sławą LRA (Armia Wyzwolenia Pana) założona ponad dwadzieścia lat temu w Ugandzie przez Josepha Konego. Główne jej bazy znajdują się obecnie w Republice Środkowoafrykańskiej, czyli zaledwie sto kilkadziesiąt kilometrów od nas. 

Podczas pory deszczowej ludność żyje we względnym spokoju, niestety kiedy przychodzi pora sucha, a zwłaszcza czas zbiorów, dochodzi do kolejnych ataków na wioski. Bojówki LRA nie są liczne, nieraz wśród dwudziestoosobowej grupy tylko osiem czy dziewięć osób ma broń. Duże wsie i miasta są atakowane dość rzadko. Podczas napadów oprócz grabienia zapasów żywności uprowadzane są dzieci. Poddawane indoktrynacji i torturom, prawie nigdy nie wracają do rodzinnych wiosek. W ostatnich latach LRA wiele razy atakowała wsie położone w naszej parafii. Kilkakrotnie byli już bardzo blisko Bambilo, około sześciu kilometrów. Każde pojawienie się bojówki powoduje ogólną panikę we wszystkich okolicznych wioskach. Ruch na leśnych traktach zamiera. Do jednego z najdotkliwszych dla nas ataków doszło w wiosce Diunga oddalonej od Bambilo o zaledwie 23 kilometry. Uprowadzono wtedy kilkanaścioro dzieci. Większość z nich znałem osobiście. Rok później odnaleźliśmy tylko jedno z nich, czternastoletniego chłopca, w odległym o prawie 270 km Ango. Był jedynym, któremu udało się uciec. Opowiedział nam, że kilka tygodni przed jego ucieczką jedna z porwanych dziewczynek próbowała wyrwać się z niewoli. Schwytano ją i aby zastraszyć pozostałych, zabito ją na ich oczach.

Ciąg dalszy nastąpi.

Oceń ten artykuł


źródło: Wojciech Chwaliszewski MCCJ

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze