Po przyjeździe do Kamerunu próbowałem wznieść nowy kościół, ale ze względu na sytuację materialną parafian oraz bardziej palące potrzeby ludzi wokoło budowa postępowała bardzo wolno.

W Bertoua, na wschodzie Kamerunu, przez 13 lat pełniłem funkcję proboszcza parafii Św. Piotra i Pawła. Prowadziłem kilka wspólnot religijnych, opiekowałem się dwoma chórkami kościelnymi oraz regularnie odwiedzałem mieszkańców odległych wiosek, odprawiając nabożeństwa, udzielając sakramentów i katechizując.

 Parafialny dom dziecka

 To właśnie podczas pracy w parafii napotkałem dzieci osierocone, pochodzące z wielodzietnych rodzin poligamicznych lub takie, których rodziców nie było stać na wysyłanie potomstwa do szkoły. Postanowiłem się nimi zająć. Chciałem przede wszystkim dać im możliwość chodzenia do szkoły. Tak zrodził się pomysł otwarcia domu dziecka. Nie mieliśmy wtedy jeszcze odpowiednich zabudowań, więc na początku dwadzieścioro pięcioro dzieci zamieszkało na plebanii. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, jak to może brzmieć w zachodnim rozumieniu, zwłaszcza w kontekście ujawnianych rzeczywistych czy naciąganych oskarżeń wobec moich współbraci w kapłaństwie. Lecz wtedy, w warunkach ubogiej, afrykańskiej parafii, przeprowadzka ta oznaczała dla tych dzieciaków nowe życie. Bez względu na stałe braki i bardzo skromne warunki życiowe dzieci miały i mają zapewnione, dzięki wsparciu licznych darczyńców, miejsce do spania, jedzenie i szkołę. Pomoc misji obejmuje również wspomaganie najuboższych rodzin, zapewnienie edukacji dzieciom, a także finansowanie kosztów przygotowania do matury i samego egzaminu. Trzeba tu wyjaśnić, że mimo deklarowanej w konstytucji i prawie Kamerunu obowiązkowej edukacji, nie jest ona w całości darmowa. Nie wszystkich zatem stać, aby posłać dziecko do szkoły. Niektórzy w ogóle nie widzą takiej potrzeby, większy pożytek widząc w zatrudnieniu dzieci przy domu lub w polu oraz w wydaniu nastoletnich córek za mąż. Żadne władze nie kontrolują też tego, czy dzieci chodzą do szkoły.

Aniołowie Stróżowie

W miarę możliwości chcieliśmy i chcemy też pomagać najzdolniejszej młodzieży. Osobom, które zdały maturę i dostały się na studia, staraliśmy się jr opłacić, szukając różnych źródeł finansowania. Tutaj nie sposób nie wspomnieć o rzeszy darczyńców, także anonimowych. To nasi prawdziwi Aniołowie Stróżowie, bez których niemożliwe byłoby zrobienie tego, czego się podjęliśmy. Oczywiście parafia w Bertoua i praca misyjna to nie tylko ludzie, którymi się opiekujemy, ale także zużywające się budynki i sprzęt, którymi trzeba się zajmować. Zawsze też staraliśmy się pomagać materialnie najuboższym rodzinom.

Po kilku latach, dzięki wspomnianemu wsparciu licznych darczyńców, otworzyliśmy nowo wybudowany dom, specjalnie dla dzieci przygarniętych przez parafię. Mieści się on 400 metrów od plebanii a nazwaliśmy go – jakże by inaczej – Ogniskiem Świętego Dominika (Foyer St. Dominique). Kilkanaścioro dzieci nadal tam mieszka i chodzi do szkoły. Ja jednak, wskutek zbiegu różnych okoliczności, po dwóch latach – w 2009 r. – przeniosłem się do stolicy Kamerunu, Yaounde.

 

Kamerun: ognisko Świętego Dominika
6 (100%) 2 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.