W parafii Borbón w diecezji Esmeraldas w Ekwadorze mieszka kilka plemion indiańskich. Na tym terenie niedaleko od granicy z Kolumbią pracują z nimi kombonianie.

Żyją tu Indianie Chachis, Epera i Awa – niewielka część naszych parafian, których jest około 30 tysięcy. Prawie połowę naszej ludności stanowią Afroamerykanie i Metysi. Miejscowa ludność ma własną kulturę, język, tradycje, obyczaje i wierzenia. W Ekwadorze Indianie mają status zapisany w konstytucji, która zapewnia im wolność, edukację dwujęzyczną i uszanowanie tradycji. Według danych sprzed kilku lat w tym kraju jest 1 018 176 osób, które uważają się za Indian, stanowią więc około 7% całej ludności. Ekwador to kraj wielokulturowy, wielorasowy, wieloetniczny, w którym konstytucja zapewnia uszanowanie i rozwój wszystkich języków występujących na danym obszarze. Największe społeczności indiańskie to Kichwa, Shuar, Achuar, Chachi, Epera, Huaorani, Siona, Secoya, Awa, Tsachila, Cofan i Zapara.

Ekwadorscy Indianie mają różne pochodzenie. Większość jest potomkami mieszanych kultur preinkaskich i Inków, a pozostali mieszkają też już od wielu wieków. Ludność indiańska zamieszkuje cały obszar Ekwadoru: od oceanu po Amazonię i Andy. Największe ich siedliska znajdują się w górach i w Amazonii. Warto wiedzieć, że są tu jeszcze grupy Indian, które nie mają kontaktu z tzw. cywilizowanym światem. Są to Tagaeri, Taromenane i Onamenane należący do ludności Huaorani zamieszkałej w prowincjach Orellana i Pastaza w Amazonii.

Dziewczynka z plemienia Epera

Chachi, Epera i Awa rozmieszczeni są wzdłuż rzek Cayapa i Santiago. Jest to kilkanaście wiosek, w których mają kaplice i szkoły, i coraz częściej także ośrodki zdrowia. My, misjonarze kombonianie, staramy się poznawać każdą z tych grup, ich kulturę, tradycje i wierzenia. Każda z nich to całkowicie inny świat. Awa mówią w języku awapit. Jest ich niewielu: około tysiąca osób mieszkających na naszym terenie i około czterech tysięcy w Kolumbii. Według opowiadań ich przodków są potomkami Majów z Meksyku, którzy trzysta lat temu przybyli stamtąd i osiedlili się Ameryce Środkowej i Południowej, a dopiero 80 lat temu otrzymali obywatelstwo ekwadorskie. Są to ludzie żyjący w ścisłym związku z przyrodą. Przykładem tej szczególnej więzi może być spotkanie Awa z koliberkiem. Awa wierzą, że takie spotkanie oznacza szybką śmierć kogoś z rodziny, a jeżeli na swej drodze napotkają krzyż, oznacza to, że muszą iść w tym kierunku dla swojego dobra. Wierzą też, że dzieci nie mogą się bawić ani kąpać w rzece po godzinie 16, ponieważ mogą zachorować na mal aire. Nie chodzi o malarię jako chorobę, tylko o negatywną energię duchów. Po godzinie 15 nie wolno im również jeść owoców tzw. spadów, bo mogą nabawić się „chuton” (raka). Po narodzinach dziecka zakopują łożysko pod domem, aby matka się nie rozchorowała. Żyją też w szczególnej relacji ze śmiercią. Jeśli ktoś umrze, to budują mu ogród z dala od wioski, gdzie pozostawiają ciało, które odwiedzają przez cztery kolejne dni, zanosząc jedzenie. Po upływie tych dni zakopują ciało według swojego obrządku, aby nic złego nie przytrafiło się rodzinie zmarłego. Kiedy umiera dziecko nieochrzczone, to zakopują je przy rzece, a jeśli ochrzczone, wówczas chowają ciało, świętując.

Kolejna nieliczna grupa ludności to Epera i Siapidara, mówiąca w języku siapedie. Jest ich około 450, a zamieszkują miejscowość Santa Rosa, około 30 minut łódką od Borbón. Na teren naszej parafii przybyli z Kolumbii w 1964 r., czyli już podczas ewangelizacji prowadzonej przez kombonianów. Z pomocą Kościoła i nas, misjonarzy, otrzymali 300 hektarów ziemi, z której żyją. Uprawiają na niej owoce, kakao itp. Ich wioska Santa Rosa leży nad rzeką Cayapa. Ta rzeka również ich żywi.

Ludność z plemienia Waranca

Według opowiadań ludzi starszych ludność Epera powstała w następujący sposób:

Zostaliśmy stworzeni nad rzeką Choco, na ogromnej plaży, gdzie wcześniej nie było nikogo ani niczego, ani jedzenia. Było tylko niebo, morze i dżungla. I tak Bóg Wszechmogący zstąpił z nieba, aby nas stworzyć. Nas, Epera, i wszystkich ludzi żyjących na Ziemi, bo wcześniej nie było nikogo ani niczego, tylko niebo i morze… Zstąpiła Tachi Nawe (nasza matka), aby żyć na tej właśnie plaży przy rzece Choco. Był z nią jej syn Dizque, który ją zapytał, gdzie może spotkać kogoś, z kim mógłby porozmawiać, pobawić się… W końcu powiedział: „Mamo, ja stworzę ludność, osoby”. Tachi Nawe odpowiedziała: „Synu, ty stworzysz ludzi? Pomyśl najpierw, jak to zrobić”. „Mamo, zrobię to, bo czuje się samotny, chciałbym z kimś porozmawiać, chcę coś robić”. I tak Bóg zaczął swoje dzieło. Najpierw zbierał potrzebne materiały do przygotowania kukieł, które miały się przeobrazić w żywe postacie. Ulepił je z błota, z których narodziło się wielu ludzi. Z kukły z „chonta” narodziła się ludność czarna, z kukły z „sia” (trzcina) narodziliśmy się my, Epera. A z kukły z różnych materiałów narodziło się wiele innych ludzi. Kukły były różnorakie, małe, wielkie, ładne, brzydkie… dlatego nie jesteśmy jednakowi. Są ładniejsi i brzydsi, bo tak właśnie nas stworzył… I zaczął wszystkie wkopywać na plaży, jakby sadził drzewa. I powiedział Tachi Nawe, że już wszystkie zasadził i poszedł spać. O północy powiedział: „Moi ludzie już wstają, idę zobaczyć. I powiedział im: „Wstańcie, bo będziecie tacy jak ja. I wszystkie kukły ożyły, krzycząc z radości. Kobiety i mężczyźni. I wtedy pobiegł Dizque do Tachi Nawe, krzycząc z radości: „Mamo, już żyją, już nie jestem sam, będę miał z kim rozmawiać”. Później powiedział: „To nie jest dobrze, że wszyscy mówią w tym samym języku. Niech każda ludność ma swój. I tak biali mają swoje języki, czarni swoje, Indianie swoje i my, Epera, mamy swój. A wszystkie te języki zna i rozumie tylko Tachi Ak’ore” (Lina Quiroz, 2001).

W końcu doszliśmy do największego plemienia naszej parafii. To Chachi, a ich język to cha’palaa. Jest ich około 10 tysięcy. Ludność ta zamieszkuje całą naszą prowincję, ale najwięcej ich wiosek znajduje się nad rzeką Cayapa. Terytorium, na którym żyją, to Park Narodowy Cotacachi-Cayapas i Mache-Chindul. Według tradycji pochodzą z prowincji Imbabura, niedaleko gór Ibarra, skąd musieli uciekać przed hiszpańskimi kolonizatorami. Obecnie są spychani na margines społeczeństwa, przez co żyją w trudnych warunkach. Kiedy ludność Chachi przybyła na te tereny w 1930 r., była to ziemia nieskazitelna. Żyli w całkowitej izolacji, korzystając z rzeki do przemieszczania się. Polowali, łowili ryby, uprawiali ziemię – żyli tym, co dawał im las deszczowy. W 1970 r. rozpoczęło się zasiedlanie, które spowodowało przemieszczenie się ludności. Sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła, kiedy rozszerzyła się na dużą skalę uprawa bananów, palmy afrykańskiej i nastąpiła dalsza inwazja. Obecnie ludność ta cierpi prześladowania ze strony tych, którzy chcą zagrabić ich ziemie. Zdarza się, że przywódcy ludności Chachi są zabijani, kradnie się im krowy, ale także uprawy. Oprócz tego Chachi żyją w coraz bardziej zanieczyszczonym środowisku. Znikają ogromne połacie lasów, coraz trudniej o ryby w zanieczyszczonych rzekach, a ludzie umierają na różne schorzenia wynikające z używania jedynej wody, jaką mają: z rzek pełnych ołowiu, rtęci, arszeniku.

Metysi

Nasi Indianie, którzy w przeszłości żyli w symbiozie z naturą, teraz walczą o przetrwanie, a naszym zadaniem jest ich wspieranie i pomoc w odnajdywaniu Boga w każdej sytuacji, w radości i smutku, śmierci i narodzinach.

Tekst: Adam Zagaja MCCJ

Galeria (5 zdjęć)
Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze