Największe święto na Kubie, Matki Bożej z El Cobre, obchodziliśmy w tym roku wciąż nasłuchując wiadomości o nadciągającym huraganie. Wszystko jednak przebiegło spokojnie.

Już kilka dni wcześniej wszystkie media i komunikaty obrony cywilnej na Kubie przestrzegały przed szalejącym na Atlantyku huraganem Irma i ciągnącym za nią Józefem. Na Karaibach wszyscy są dobrze przeszkoleni na wypadek takich sytuacji, które zdarzają się regularnie.  Również my, przygotowując się do obchodzonego 8 września święta Matki Bożej Miłosierdzia z El Cobre (Virgen de la Caridad), patronki Kuby, zastanawialiśmy się, jak wszystko zorganizować. Zwykle Mszy św. towarzyszy procesja, która przechodzi ulicami miasta. To jedyna procesja chrześcijańska, która niezmiennie od lat nie potrzebuje specjalnego pozwolenia władz partii, a policja nawet sama dopytuje się, którędy będziemy przechodzili, by zabezpieczyć ulice.  

Fot. EPA/Alejandro Ernesto

Niestety w tym roku nie wyszliśmy z kościoła. W całym województwie obowiązywał stan alertu, czyli przedostatni stopień zagrożenia. Wszystkie instytucje państwowe, szkoły i budynki użyteczności publicznej zamknięto, a także ewakuowano ludzi mieszkających w wyższych partiach gór i w domach o słabszej konstrukcji. Już drugi dzień trwały ulewne deszcze i chociaż nie były za silne, nie zdecydowaliśmy się na przemarsz ulicami miasta.  

Fot. EPA/Ernesto Mastrascusa

Uroczystość poprzedziła nowenna, a już samego 8 września od rana kościół nawiedzało wiele osób: naszych parafian, chrześcijan niepraktykujących czy też protestantów, byli również wyznawcy santerii oraz spirytyści (można ich rozpoznać po charakterystycznych, jednolicie białych ubraniach). To zdumiewające, że Matka Boża z El Cobre przyciąga wszystkich. Każdy oddaje Jej cześć we własny sposób i odnajduje w Niej inne prawdy, a niekiedy i bóstwa, jak to np. robią spirytyści czczący Ją jako Matkę-Ziemię lub Matkę Życia. Dla Kubańczyków Maryja jest również symbolem walki o niepodległość, którą toczyli tzw. Mambiseros pod koniec XIX w. i którzy właśnie Dziewicę z El Cobre obrali za swoją duchową przewodniczkę. A dla nas, katolików, to święto jest zawsze dobrą okazją, by wyjaśniać na nowo miejsce Maryi w tajemnicy zbawienia, do wskazywania Jej u boku Jezusa Chrystusa, do mówienia o naszej, Jej dzieciach, pielgrzymce do świętości nieba. 

Tym razem, przez Irmę, odwiedzających i uczestników uroczystości było znacznie mniej. Zwykle tysiące zamieniały się w setki, a już w wieczornej Mszy św. uczestniczyło tylko kilkadziesiąt osób. Nie zmieniło to podniosłego charakteru uroczystości. Wiemy dobrze, że Jej matczyna opieka jest ważna i tym razem, gdy realnie zagraża nam huragan. Uciekliśmy się pod Jej opiekę – Matki Pana całego stworzenia, który jednym słowem uciszał burzę na Jeziorze Galilejskim, nabrało bardzo symbolicznego znaczenia.  

Gdy piszę te słowa, Irma wciąż nie opuściła terytorium Kuby. Przesunęła się nad zachodnią część, bliżej Hawany (Guisa leży około 800 km na południowy wschód od stolicy), gdzie zniszczyła domy i m.in. trakcje energetyczne. W konsekwencji na wyspie wprowadzono racjonowanie energii elektrycznej – dwie godziny dziennie. Jednak to na razie najpoważniejsze tylko czasowe, skutki przejścia niszczycielskiego żywiołu. 

Galeria (9 zdjęć)
Maryja w cieniu Irmy 
6 (100%) 2 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze