Nigeria, Ibadan, 2016 rok. Cztery wolontariuszki na własnej skórze przekonały się, na czym polegają nigeryjskie zasady ruchu drogowego. Najważniejszym elementem wyposażenia samochodu jest … klakson.

Pojechałyśmy tam we cztery – Ela, Kasia, Karina i ja – Marta. Wszystkie działamy w Salezjańskim Wolontariacie Misyjnym. Naszym głównym zadaniem była pomoc misjonarzom w organizacji obozu wakacyjnego. Miał charakter półkolonii, podczas których podopieczni spędzali czas nie tylko na zabawie, ale przede wszystkim uczestniczyli w lekcjach oraz zajęciach rozwijających ich talenty. Choć mogę powiedzieć, że byłam w Afryce prawie dwa miesiące, to muszę przyznać, że jedynymi dzikimi zwierzętami, które widziałam na własne oczy, były te z ibadańskiego ZOO. Była to jedyna zorganizowana wycieczka podczas obozu. Tego dnia, jak zwykle, głównymi ulicami ciągnęły się korki. W autokarze, choć gorąco, było też głośno i bardzo wesoło. Dzieci śpiewały, jeden z chłopców grał na bębnie, a animatorzy tańczyli pośrodku. Liczba osób znajdująca się w autokarze przekraczała wszelkie normy, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Kiedy już dojechaliśmy na miejsce, zostaliśmy podzieleni na grupy. Do każdej z nich przydzielono osobę, która miała za zadanie oprowadzenie nas po całym ZOO. Dzieci były tak zainteresowane zwierzętami, że nie dawały się od nich oderwać. Po zakończeniu zwiedzania przyszedł czas na odpoczynek. W środku ZOO znajdował się niewielki placyk, gdzie mogliśmy zjeść obiad. Jak jest obiad, to jest i muzyka. Dwóch animatorów przyniosło laptopa i głośniki, z których wydobywały się taneczne rytmy. I znów śpiewaliśmy, tańczyliśmy, graliśmy – wszystko to między żyrafą, strusiem i wielbłądem. Po bardzo udanym dniu w końcu trzeba było wracać. Po raz kolejny trzeba przebić się przez całe miasto, co stanowi nie lada wyzwanie.


Nigeria jest państwem o dużym zaludnieniu. W samym Ibadanie żyje ponad pięć milionów mieszkańców. Sposób, w jaki Nigeryjczycy poruszają się po drogach, jest jak na nasze „europejskie normy” dość kontrowersyjny. Oto jedna z zasad, której trudno nie zauważyć podczas jazdy samochodem: gdy kogoś mijasz – trąb, jeżeli ktoś lub coś ci przeszkadza – trąb, jeżeli chcesz kogoś pozdrowić – trąb. Wszyscy trąbią. Życie na ulicy biegnie własnym, szalonym rytmem. W Nigerii jest to doskonałe miejsce do handlowania. Jadąc na zakupy, nie trzeba nawet wysiadać z auta. W mieście, jak już wcześniej wspomniałam, panuje duży ruch, dzięki czemu handlarze swobodnie poruszają się po jezdni, między samochodami. Na takich ulicznych zakupach można nabyć dosłownie wszystko: jedzenie, napoje, zabawki, ubrania, a także sprzęt RTV i AGD. Transakcja wygląda następująco: jeśli chcesz coś kupić, otwierasz okno i mówisz, czego sobie życzysz, a później targujesz się, by obniżyć zawsze zawyżoną cenę produktu. Jako że jesteście na ulicy, to nie zatrzymujesz samochodu – jedziesz dalej, a sprzedawca biegnie za tobą, targujecie się dalej w ruchu, by w końcu dokonać transakcji i wymienić pieniądze na towar. Nic dziwnego, że Nigeryjczycy są jednymi z najlepszych sportowców. Zwinność, szybkość i koordynację trenują od małego. Umiejętności te są konieczne choćby po to, by „bezpiecznie” przejść przez jezdnię, gdzie żaden samochód nie zatrzyma się, bo nikt nie namalował pasów, przed którymi by się można zatrzymać. Chyba, że jest korek.

Marta Ruszczyńska
Oceń ten artykuł


źródło: Marta Ruszczyńska

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze