Śpiew i klaskanie są tak potrzebne Kongijczykom jak Europejczykom cisza i skupienie. Przetańczone Triduum Paschalne pokazało, jak naprawdę można szczerze się cieszyć ze zmartwychwstania Jezusa.

 

Tegoroczną Wielkanoc przeżywałam daleko od domu, bo w dwunastomilionowej stolicy Demokratycznej Republiki Konga, Kinszasie. Niedawno rozpoczęłam swoją misję jako świecka misjonarka kombonianka i dziękuję Bogu, że mogłam być właśnie tutaj podczas tych dni. Z jednej strony w Kinszasie wszystko jest inne, ale wystarczy tylko zamknąć oczy i wtedy okazuje się, że to ten sam Bóg umiera, a po trzech dniach zmartwychwstaje. Tak się dzieje w każdym miejscu na świecie i dla każdego człowieka.

Wyjątkowe Triduum 

W Wielki Czwartek mieliśmy Mszę Wieczerzy Pańskiej w parafii pod wezwaniem św. Jana Pawła II prowadzonej przez kombonianów. Kiedy trochę bardziej tęsknię za domem, taki polski akcent bardzo mi pomaga. Wszyscy tutaj wiedzą, że papież Jan Paweł II to nasz Karol Wojtyła. Cała liturgia odbyła w języku lingala. Trwała dość długo, bo prawie trzy godziny. Na ten czas z pewnością miało wpływ bardzo długie kazanie. Zaraz potem odbyło się obmycie nóg dwunastu osobom, które siedziały w pierwszym rzędzie przed ołtarzem, w tym kobietom. Sama liturgia bardzo, bardzo radosna – dużo śpiewów i klaskania. Nie potrafię sobie tego wyobrazić w polskim kościele. To tak, jakby wielbienie trwało przez całą Mszę św. i tak też było każdego następnego dnia Triduum Paschalnego. Wielbienie Boga tańcem jest dla mieszkańców Kinszasy czymś bardzo ważnym. Podobnie jak my potrzebujemy ciszy, tak oni potrzebują tańca. W końcu każdy z nas jest inny, ma inny sposób odczuwania i przeżywania swojej wiary. Wydaje mi się, że w tym wszystkim najważniejsze jest to, aby skupiać się na budowaniu relacji z Bogiem, a formę dobierać według potrzeb danej kultury. Zaraz po zakończeniu liturgii, zgodnie z tradycją, najświętszy Sakrament został przeniesiony do kaplicy adoracji zwanej Ciemnicą. Później, tak samo jak u nas, z ołtarza zostały zdjęte świece, mszał, krzyż i obrusy na znak odarcia Chrystusa z szat. Tabernakulum zostało otwarte i puste, a wieczna lampka zgaszona. W Wielki Piątek wszystko rozpoczęło się drogą krzyżową ulicami Kinszasy o godzinie 15.00 odbyła się liturgia Męki Pańskiej. Najpierw cisza, podczas której kapłan leżał krzyżem. Liturgia Słowa i odczytanie ewangelii z podziałem na role. Centralnym punktem była oczywiście adoracja krzyża. Większość ludzi tylko klękała i dotykała krzyża, ale były też takie osoby, które go całowały. Dzięki temu ja nie czułam się osamotniona, robiąc to samo. Wielu z was nie wyobraża sobie pewnie Świąt bez poświęcenia pokarmów i śniadania wielkanocnego. Tu nie przygotowuje się święconki, nie maluje pisanek i nie je uroczystego śniadania. Trochę mi tego brakowało – tej rodzinnej atmosfery przy stole, ale też pozwoliło mi przeżyć święta inaczej niż zwykle i skupić się na tym, co najważniejsze. Nie praktykuje się też procesji rezurekcyjnej, ani w sobotę wieczorem, ani też wcześnie rano w niedzielę.

Kiedy więc zadałam miejscowym pytanie o to, kiedy Jezus zmartwychwstał, powiedzieli mi, że w nocy, bo wszystko to, co ważne, Bóg zawsze czynił i czyni w nocy. Tak więc liturgia Wielkiej Soboty i naszej rezurekcji odbyła się wieczorem. Rozpoczęła się o godz. 19.00, kiedy w Kinszasie było już całkiem ciemno, a zakończyła się około 23.00. Radość ze zmartwychwstania dało się odczuć już od samego początku Mszy św. dla mnie było to niesamowite przeżycie, że można tak bardzo cieszyć się ze zmartwychwstania Jezusa.

Anna Obyrtacz

 
Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze