Uśmiech to niemal nieodłączny atrybut Peruwiańczyków. Witają się nim znajomi i nieznajomi. Pojawia się na znak radości, rozbawienia, wdzięczności, ulgi, dumy, zaciekawienia, ale też zaskoczenia, niepewności czy zakłopotania. Kiedy znika, łatwo przywołać go z powrotem. Wydaje się, że to najbardziej naturalny dla nich wyraz twarzy.

Ludzie tutaj na ogół są bardzo ekspresyjni. Kiedy się złoszczą – słyszy cała okolica, kiedy darzą cię sympatią – nie szczędzą uścisków, buziaków i miłych słów, kiedy się cieszą – cieszą się na 100 procent. A dzieci to nawet na 200! Radość słychać w muzyce, widać w tańcu i świętowaniu, do którego Peruwiańczycy nie przepuszczą żadnej okazji. Kiedy pytasz kogoś, jak się ma, najczęściej słyszysz „bardzo dobrze”. Znając realia życia wielu osób, z którymi się tutaj spotykamy i mając świadomość problemów, z jakimi borykają się na co dzień, można nabrać wątpliwości co do szczerości takiej odpowiedzi. Ale czy słusznie?

Radość z wyboru

Bądźcie zawsze radośni to jedna ze wskazówek, które zostawił nam w spadku święty Jan Bosko, założyciel zgromadzenia salezjańskiego. To zdanie przez długi czas rodziło we mnie bunt. Przecież nie można cały czas się śmiać. Są sytuacje w życiu, kiedy radość wydaje się nie na miejscu. A jeśli właśnie jestem smutna, to co w tym złego i po co mam udawać, że jest inaczej?

Wszystko w życiu ma swój czas. Także smutek, który pomaga nam wsłuchać się we własne potrzeby, uporać się z trudnymi doświadczeniami i wrócić do równowagi. On również jest nam potrzebny, chociaż za nim nie przepadamy. Czy w takim razie wezwanie do nieustannej radości nie jest sprzeczne z naszą naturą?

Radość, do której zaprasza nas Bóg w swoim Słowie i przez swoich świętych, to coś więcej niż przelotna emocja. To dar, jaki otrzymaliśmy, ale też efekt świadomej decyzji, żeby  ten dar przyjąć i pielęgnować. Tak rozumiana radość, której źródłem jest pewność, że jesteśmy ukochanymi dziećmi Boga i że On zawsze jest obok nas, nie znika nawet w obliczu cierpienia z powodu przeciwności czy niepowodzeń. Jest jak słońce, które niezmiennie świeci, nawet gdy zakrywają je chmury. Być zawsze radosnym nie znaczy zaprzeczać smutkowi, na który też czasem trzeba sobie pozwolić. Być radosnym znaczy nigdy nie tracić nadziei i zawsze szukać wokół siebie i w sobie tego co dobre i piękne.

Dar i zadanie

Kiedy przytłaczają nas troski codzienności, odnalezienie wewnętrznego pokoju bywa trudne, zwłaszcza gdy takie pojęcia jak zbawienie, obietnica życia wiecznego, czy Boża Opatrzność, które mają być źródłem naszej radości, wydają się odległe i abstrakcyjne. Często, szukając pocieszenia, pomocy, czy rozwiązania nurtujących nas spraw, tak bardzo koncentrujemy się na tym, czego nam brak, że nie zauważamy konkretnych znaków miłości od Boga, który jest nam bardzo bliski, jak w wierszu Księdza Jana Twardowskiego:

Najbliżej

Bóg kocha ciebie poprzez list serdeczny co doszedł
poprzez życzenia na święta
poprzez rzeczy tak ważne że się o nich nie pamięta
przez kogoś kto był przy tobie w grypie
przez tego co po spowiedzi już nie szczypie
poprzez deszcz co ci w uchu zadzwonił
poprzez kogoś kto ci się krzywić zabronił
poprzez psa co nogi ci lizał
przez serce krzyczące z krzyża

Nie sposób zliczyć tych wszystkich małych i wielkich darów, które otrzymujemy każdego dnia. To właśnie wdzięczność za nie jest kluczem do prawdziwej radości. Zawsze się radujcie,  nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie – pisze św. Paweł do Tesaloniczan (1 Tes 5,16-18). Praktykowanie wdzięczności na co dzień wymaga od nas świadomego wyboru i podjęcia wysiłku dostrzegania jasnych stron, bez względu na to, jak się czujemy i co nas spotyka. Wymaga uważności i czujności, żeby w pośpiechu i w natłoku spraw zajmujących nasze myśli, nie przeoczyć cudów, które dzieją się wokół. Wymaga także cierpliwości i zaufania, że nawet to, co teraz dla nas trudne, może obrócić się w dobro.

Dzielić czy mnożyć?

Każdego dnia otaczają nas roześmiane buzie dzieciaków z oratorium. One, jak nikt inny, są specjalistami od cieszenia się „z niczego”. My uczymy je zasad matematyki, one uczą nas prostej radości, która wbrew wszelkim regułom mnoży się, kiedy się ją dzieli, no bo jak tu nie odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech? Jeśli szatan boi się ludzi radosnych, jak twierdził Jan Bosko, to od Bosconii na pewno trzyma się z daleka. 

Niedawno zapytałyśmy naszych małych nauczycieli, z czego właściwie można się cieszyć i za co oni są w swoim życiu wdzięczni. Wielka tablica w naszej sali lekcyjnej bardzo szybko zapełniła się pomysłami, które posłużyły jako inspiracja do stworzenia pięknej galerii rysunków. Wśród licznych powodów do wdzięczności znalazła się oczywiście Bosconia, oratorium, a nawet Asia i Majka 😉 Tę wielką radość z bycia tutaj, która jest też naszym udziałem, chcemy dzisiaj pomnożyć, dzieląc ją z Wami, bo nie byłoby to możliwe bez Waszego wsparcia. Przyjmijcie nasze podziękowania!

Tekst: Maja Zych / swm.pl 

Galeria (15 zdjęć)
Peru: Kogo boi się szatan?
6 (100%) 3 ocen.


źródło: Maja Zych

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze