Marzenie o wyjeździe do Kamerunu narodziło się w moim sercu w 1988 roku. Spełniło się już po sześciu latach.  
 

Moje życie od początku związane było z pograniczem Wielkopolski i Pomorza – zanim zagościł w nim Kamerun i jego mieszkańcy. Urodziłem się, tak jak moja matka, w Bydgoszczy. Mój ojciec pochodzi z Wągrowca, zaś ślady całej rodziny – przynajmniej od 1690 r. – rozrzucone są nad Notecią, pomiędzy Czarnkowem a Wieleniem. Do szkoły podstawowej chodziłem w Poznaniu, a do technikum hodowlanego (wiem, że dziwnie to brzmi w kontekście mojego późniejszego powołania…) – w Samostrzelu koło Nakła. Internat, w którym mieszkałem przez pięć lat, był usytuowany na wsi, dwa kilometry od kolei i dwa kilometry od najbliższego przystanku autobusowego. Chyba miało mnie to przygotować do afrykańskiej rzeczywistości i tutejszych odległość.

Moje studia (zootechnika na ówczesnej Akademii Rolniczej w Poznaniu) były kontynuacją technikum, chociaż właśnie w ich trakcie usłyszałem Chrystusowe „Pójdź za mną”. No to poszedłem, wstępując w 1986 r. do Zakonu Kaznodziejskiego. Formacja w Poznaniu i Krakowie i wreszcie – po święceniach w maju 1993 roku – wyjazd do Kamerunu.

Powołanie 

O wyjazd do tego kraju poprosiłem przełożonych, będąc jeszcze w nowicjacie w 1988 r. Właśnie wtedy wrócił z Afryki nasz prowincjał poszukujący braci, którzy chcieliby wyjechać. Zgłosiłem się i nie przeszło mi przez cały czas formacji seminaryjnej. Do Kamerunu wyruszyłem już w trzy tygodnie po święceniach – w czerwcu 1993 r. Najpierw były to trzy miesiące rozpoznania razem z o. Stanisławem Gurgulem. Później wróciłem do Europy na kilkumiesięczny kurs języka francuskiego w Paryżu. Na stałe do Kamerunu przybyłem ponad 22 lata temu: 15 października 1994 r. 

Kamerun

Kamerun

Pierwsze miesiące na miejscu 

Początkowo planowaliśmy założyć centrum formacji katechistów w Diang, w diecezji Bertoua na wschodzie kraju. Była to dość młoda diecezja: została wydzielona w 1983 r. z diecezji Doume. Obejmuje obszar ponad 26 tysięcy kilometrów kwadratowych (niewiele mniej niż całe województwo wielkopolskie). Liczba ludności i zamieszkałych tu katolików jest trudna do oszacowania ze względu na duże rozproszenie osadnictwa i kiepską infrastrukturę drogową. Mnie przypadła parafia św. Piotra i Pawła w mieście Bertoua, które jest trochę większe od Gniezna. Prowadziłem tam kilka wspólnot i regularnie odwiedzałem mieszkańców odległych wiosek (do krańców parafii było 22 km), odprawiając Msze św., nabożeństwa, udzielając sakramentów i katechizując. Takie podróże potrafią zająć kilka lub kilkanaście dni. Zdarzało mi się trafiać do wiosek bardzo rzadko odwiedzanych przez przybyszyów z zewnątrz, nie mówiąc już o białych. Czasami wszyscy ich mieszkańcy deklarowali się jako muzułmanie. Po bliższym poznaniu okazywało się jednak, że ich islam jest bardzo powierzchowny. Ot, dziesiątki lat temu ktoś przyjechał, powiedział parę zdań o Allahu i jego Proroku, przodkowie wypowiedzieli szahadę (muzułmańskie wyznanie wiary) i już. Tak naprawdę jednak ludzie ci tkwili głęboko w pradawnych wierzeniach. I jak tu prowadzić ewangelizację, nie mówiąc o katechizacji? W takich przypadkach musiałem najpierw jako tako wyjaśnić im islam, aby potem z niego dojść do chrześcijaństwa i prawdy Chrystusowej Ewangelii. Moi dwaj współbracia prowadzili zaś w tym czasie kursy dla katechetów, jeżdżąc do różnych wiosek w całej diecezji. W 1997 r. rozpoczęła się adopcja na odległość i moja praca z dziećmi, ale to już osobna historia. 
 
Fot. o. Dariusz Godawa OP

 

Galeria (9 zdjęć)
Kamerun: moje powołanie
6 (100%) 2 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

« Mongolia, Ułan Bator
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.