Przemoc i śmierć jest w Afryce Subsaharyjskiej (a Kamerun nie jest tu wyjątkiem) zjawiskiem powszechnym i nieomal namacalnym.

Średnia długość życia wynosi tutaj 52 lata dla kobiet i mężczyzn. Wynika to z warunków sanitarnych, odżywiania się, dostępu do opieki medycznej czy rozpowszechnionej epidemii AIDS. Do tego dochodzą trudne warunki życia: niebezpieczne drogi i koleje, rozboje, terroryzm, jadowite węże czy drapieżniki. W tych warunkach śmierć kogoś bliskiego lub choćby tylko znajomego nie jest wydarzeniem wyjątkowym.

Obrzęd pogrzebu

Cały obrządek pogrzebowy zaczyna się i kończy na rodzinnym podwórku. Stawia się specjalny namiot pod którym zbiera się rodzina i goście, umieszcza się trumnę i odprawia modlitwę. Miejsce na pochówek jest tuż obok, przy domu. Później zaczyna się – trwająca czasami kilka dni – stypa. O ilości wydanych pieniędzy się nie myśli. Rzadko jednak wydatki te przekładają się na umocnienie więzi rodzinnych. Wręcz przeciwnie. Pogrzeby i stypy często przeradzają się w gwałtowne kłótnie, czy nawet walki i strzelaniny, na tle podziału „majątku”. Tym majątkiem jest czasami waląca się, drewniana chałupa czy wart ok. 1000 zł zdezelowany samochód. Jeśli jednak do czegoś takiego nie dochodzi, pogrzeb jest barwnym spektaklem ludzkich zachowań. Płacz i spazmy, tarzanie się w prochu, płynnie przechodzące w śmiech, pogaduszki, wyżerkę i wypicie kilku piw. Później, jak na zawołanie, znów płacz i rozpacz. Dzieci zmarłego nie mogą patrzeć sam moment opuszczania trumny do grobu – muszą leżeć odwrócone na kupie ziemi, którą zasypie się grób. Pomieszanie chrześcijańskiego sakramentalium z pradawnymi wierzeniami i przesądami. Ale czy tak nie jest też (lub przynajmniej było do niedawna) w Polsce? Na przykład z przesądem, że zmarły czekający na pochówek przez niedzielę na pewno w najbliższym roku pociągnie kogoś za sobą.

Pogrzeb w Kamerunie, fot. o. Dariusz Godawa OP

Pogrzeb w Kamerunie, fot. o. Dariusz Godawa OP

Domowe cmentarze

Początek listopada to w Polsce czas porządkowania cmentarzy, grobów bliskich, odwiedziny tychże cmentarzy i rodzinne wspomnienia. Do tego wieczorne łuny nad rozświetlonymi morzem zniczy nekropoliami. W Kamerunie tego nie ma. Nie ma cmentarzy – bliscy są chowani przy domach, tuż przy wejściu. Co bardziej majętni budują małe, rodzinne mauzoleum. Jadąc przez miasto, zwłaszcza przez mieszkalne dzielnice domków jednorodzinnych, można zobaczyć pomniki prawie przy każdym domku. Na początku nie jest to najprzyjemniejsze wrażenie, zwłaszcza gdy się pomyśli o czarnej, afrykańskiej nocy i nagrobku dziadka metr – dwa od wejścia do domu. Jednak z czasem człowiek przyzwyczaja się nawet do tego.

pogrzeb-w-kamerunie-1

Grób przy domu, fot. o. Dariusz Godawa OP


Ostatnia podróż

Nie wszyscy mieszkańcy dużych miast z nich się wywodzą – jest to zjawisko ogólnoświatowe. Gdzie zatem chowane są jaundzkie „słoiki”? Otóż tam, skąd pochodzą. Każdego piątku i soboty kolumny karawanów wyruszają ze stolicy w każdą stronę świata (a jest to możliwe, jako że Jaunde leży w centrum kraju) i kierują się do odległych czasami wiosek, aby zmarły mógł spocząć wśród swoich, obok swoich przodków. Przy takich zwyczajach nie ma po prostu potrzeby istnienia cmentarzy – czy to komunalnych, czy parafialnych. Zmarli pozostają w pamięci i opowieściach. Czasami wręcz Kameruńczycy są przekonani o ich obecności pośród siebie. Ale miejscowe wierzenia i przenikania się świata materialnego i duchowego to już temat na inną opowieść.

Galeria (20 zdjęć)
Kamerun: śmierć? To naturalne
6 (100%) 2 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

  Komentarzy:: 1


  1. Dziękuję za ten świetny wpis, bardzo dużo się z niego dowiedziałem!