W kraju, w którym jesteśmy na misjach, liturgiczne obchody świąt niewiele różnią się od tych w Polsce. Jest jednak kilka różnic, o których chcielibyśmy wam napisać. W Środę Popielcową nie wszyscy mogą przyjść do kościoła, dlatego w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu również posypuje się głowy popiołem.

W starych misjach popiół miesza się z wodą i ksiądz zaznacza krzyż na czole takim ciemnym mazidłem. Pamiętam, że za pierwszym razem zmyłam ten znak i potem przez cały dzień ludzie pytali, dlaczego nie mam krzyża… to dla nich ważny znak przynależności do Chrystusa. W niedzielę Palmową palmami udekorowane są nie tylko kościoły, ale trasa procesji na zewnątrz kościoła. Ludzie na wsi wyplatają z palm małe krzyże. W czasie Mszy św. w jednej ręce trzymają palmy, w drugiej krzyż i wymachują, najintensywniej w trakcie wyśpiewanego „Święty, Święty…”. Piękny jest ten śpiew połączony z szumem palm.

Wielka sobota rozpoczyna się od dekorowania kościoła i otoczenia. Służą temu biało-żółte proporczyki, papierowe wstęgi w tej samej kolorystyce oraz żywe kwiaty w prezbiterium. Nie ma żadnych „święconek”, stroików, pisanek, zajączków i całego stosu gadżetów, które przysłaniają to, co jest najistotniejsze w przeżywaniu świąt. Ale nie ma niestety tradycji strojenia grobu Pańskiego czy ciemnicy. Przygotowaniom towarzyszą próby chórów; różne głosy zmieszane z głośnym świergotem ptaków, z nawoływaniem ludzi zawieszających wysoko dekoracje, a wszystko to brzmi wyjątkowo harmonijnie. Wszystkie przygotowania zakończono o dwudziestej, kiedy to rozpalono przygotowane wcześniej ognisko i rozpoczęła się celebracja liturgii wigilii Paschalnej: piękna liturgia światła, liturgia słowa, którą poprzedza procesja kobiet z kadzidłem na głowach. W środku tej grupy jedna z kobiet niesie Pismo Święte. Następują czytania i starannie wyśpiewane psalmy. Następnie liturgia Chrztu św., w czasie której udzielono sakramentu chrztu prawie stu katechumenom oraz eucharystia. Uroczystość zakończyła się sporo po północy. Wyjątkowo nie było ślubów, ponieważ w poniedziałek przyjechał nuncjusz apostolski i udzielił błogosławieństwa 21 parom. I to wszystko tylko w jednej parafii misyjnej.

Tutaj ludzie świąteczny czas spędzają w gronie rodziny, rzadziej przyjaciół. Jedzenie jest skromne, ale to jeden z tych nielicznych dni w roku, kiedy nawet biedni chcą zjeść kawałek mięsa. Kobiety zaplatają sobie nawzajem włosy, przedłużając je sztucznymi, a potem misternie układają oryginalne fryzury z  cienkich warkoczyków. W mieście, te zamożniejsze, korzystają z saloników fryzjerskich, gdzie prostują włosy. Nie robią sobie prezentów, bo największym darem jest przecież zmartwychwstały Chrystus. Może w tym wszystkim nie byłoby nic nadzwyczajnego, ale trzeba pamiętać, że tutaj mamy przez cały rok temperaturę powyżej 30°C, że ludzie naprawdę ciężko pracują, że mieszkają w większości w trudnych warunkach, że występuje problem z wodą, najczęściej nie mają prądu, chorują na przeróżne paskudne choroby (właśnie panuje epidemia „czerwonych oczu” i tyfus) i tak można by wyliczać. Jednak przy tych wszystkich trudnościach potrafią autentycznie cieszyć się, że Pan Zmartwychwstał.

Tanzania: największy dar
6 (100%) 3 ocen.


Tagi

Tanzania

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.