W Boliwii, podobnie jak w całej Ameryce Łacińskiej, Matka Boża zajmuje ważne miejsce w codziennym życiu mieszkańców. 

Ostatnio przeżywaliśmy czas przygotowania do uroczystości Maryi Wspomożycielki Wiernych, patronki salezjanów. W wielu szkołach już dwa tygodnie wcześniej dzieci i młodzież przygotowywały rożne tańce, procesje i akademie. Jest to związane  z tzw. pachamama (czyt. paciamama) utożsamianą z matką ziemią, która jest opiekunką i żywicielką. Zatem i Maryja jest dla nich taką samą matką troszczącą się o wszystkich mieszkańców. Dlatego wszystkie uroczystości maryjne są tutaj bardzo huczne. Święto Maryi Wspomożycielki było 24 maja, a więc w środę, ale uroczystości trwały przez kilka dni – aż do niedzieli.  

Oprócz świętowania w mojej wspólnocie byłem także we wspólnocie sióstr salezjanek i w naszej dużej szkole w centrum miasta. U sióstr mieszkających na peryferiach o 9.00 rano odprawiono Mszę św., a o 17.00 odbyła się procesja z naszej placówki do sióstr, których klasztor jest oddalony o kilometr. Uczestniczyli wierni i dzieci szkoły prowadzonej przez siostry a w nocy uroczyście odmówiliśmy różaniec.

Zaś w szkole salezjańskiej w piątek była procesja na ulicach, a w sobotę gimnazjaliści (tzw. secundaria), wraz z nauczycielami zorganizowali pokazy tańców tradycyjnych. Oni tańczyli dla Maryi. W tańcach uczestniczyły ponad dwa tysiące ludzi, a sama orkiestra dęta liczyła ponad dwieście osób. Całość trwała do późnych godzin nocnych. W niedzielę przyszedł czas na dzieci przedszkolne i szkołę podstawową.  

Sytuacja polityczna w Boliwii jest jednak coraz gorsza. Rząd wciąż „dokręca śrubę” – więc również coraz bardziej cierpią mieszkańcy. Protesty są tutaj coraz częstsze: co jakiś czas organizuje się tu wiece i blokady głównych ulic. W wyniku kryzysu coraz więcej osób migruje do miast, jednak bez wykształcenia pozostają bezrobotni. Wpadają wtedy w narkomanię, alkoholizm, a nierzadko rozboje i kradzieże. W ubiegłym tygodniu doszło do napadu na młodą parę, która wracała do domu z targów organizowanych w mieście. Dwóch młodzieńców podjechało do nich motorem i nożem ugodzili chłopaka, a dziewczynę ranili w rękę, zabierając telefon komórkowy. Niestety chłopak został ugodzony prosto w serce i zmarł na miejscu. Nie udało się złapać bandytów. Stało się to blisko domu polskich sióstr służebniczek, gdzie pół roku temu zginęła wolontariuszka Helena. W mojej dzielnicy w ciągu jednego roku odnotowano przeszło 80 napadów i rozbojów. Policji bardzo rzadko udaje się złapać przestępców. Panuje duża korupcja i dezorganizacja.  

Obiecałem sobie, że raczej będę pisał o sprawach pozytywnych, ale to tak samo nasuwa się pod klawiaturę. Trzeba się modlić i prosić Boga, by się polepszyło.

Teraz u nas jest jesień. Poranki i noce robią się coraz chłodniejsze, a w niektórych rejonach temperatura spada poniżej 0oC. W La Paz i w wyższych rejonach są opady śniegu i przymrozki. Boliwijczycy nie mają centralnego ogrzewania, więc marzną, w większości trudno jest żyć, szczególnie na wioskach.  

Co do mnie, to za kilkanaście dni po około czterech latach służby przyjeżdżam na urlop do Ojczyzny. Trzeba się podkurować, bo coś ostatnio zdrowie trochę szwankuje. Tymczasem pozdrawiam i zapewniam o pamięci w modlitwie!

Galeria (31 zdjęć)
W Boliwii tańczy się dla Maryi 
6 (100%) 2 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze