14 kwietnia w Polsce obchodzimy Dzień Ludzi Bezdomnych. Jego pomysłodawcą jest Marek Kotański, założyciel stowarzyszenia Monar i Ruchu Wychodzenia z Bezdomności Markot. Celem tego dnia jest zwrócenie naszej uwagi na problem bezdomności.  A problem ten dotyczy wszystkich krajów na świecie. Nie ma znaczenia, czy są to państwa biedne czy bogate. Bezdomni żyją wszędzie. Każdy kraj stara się w miarę możliwości radzić sobie z tą sytuacją.  

Był koniec lutego. Popołudnie. Dzień dość zimny. Od kilku tygodni poszukiwałem osoby, z którą mógłbym porozmawiać. I tego dnia, idąc od Rynku Głównego ku Bramie Floriańskiej, zobaczyłem Pawła. Siedział na chodniku i co rusz chuchał w dłonie, w których trzymał ołówek i kartkę papieru.  

Dzień dobry, Pawle! Czy mogę się przysiąść? 

Oczywiście! Siadaj, miejsca jest dość. 

Jak się masz? 

Nie narzekam. Co prawda ostatnimi dniami jest trochę zimno, ale przecież mogłoby być gorzej. Nie jest źle.  

Możesz opowiedzieć trochę o sobie? Skąd jesteś, czy masz rodzinę? 

O, to jest temat rzeka… Pochodzę z Kielc. Tam się urodziłem i mieszkałem przez większą część życia. Tam się ożeniłem, a z czasem na świat przyszli moi dwaj synowie. Jeszcze kilka lat temu prowadziłem własną agencję reklamową. Wszystko szło całkiem dobrze, no ale wiadomo, jak idzie za dobrze, to w końcu musi się coś zepsuć. W moim przypadku było to małżeństwo. Coraz trudniej było mi porozumieć się z małżonką, a jako że z natury nie jestem osobą konfliktową, pomyślałem: po co mi te nerwy. Zostawiłem więc dom, rodzinę i przyjechałem do Krakowa. Z początku trochę pracowałem, a teraz jestem tutaj.  

Dlaczego wybrałeś życie na ulicy? 

Sam sobie zadaję to pytanie. Z jednej strony jest to kwestia mojego własnego wyboru, z drugiej tak się ułożyło to moje życie. Jak już wspomniałem, zaraz po przyjeździe do Krakowa znalazłem pracę, nawet dość dobrą. Pracowałem, ale przez trzy miesiące nie dostałem wynagrodzenia. Miałem tak czekać w nieskończoność, aż szef się zlituje? Odszedłem, a później po kilku trudnych doświadczeniach z ludźmi, którzy nadwyrężyli moje zaufanie, znalazłem się tutaj. Dziś wiem, że choć żyję na ulicy, to jednak sam jestem sobie sterem i okrętem. Nie jest źle.  

Czy wiesz, że stałeś się rozpoznawalny? 

Hmm… Jestem w tym mieście od dłuższego czasu. Bywam trochę to tu, to tam…Jestem na tych krakowskich ulicach zawsze z ołówkiem, kredkami i blokiem w rękach. Rzeczywiście, ludzie mnie poznają i pozdrawiają. I choć może trudno w to uwierzyć, od jakiegoś czasu mam kilka indywidualnych zamówień. To nie tak, że ja coś tam sobie na chybcika nakreślę, bo jak ktoś mnie poprosi o rysunek na konkretny temat, to wtedy solidnie działam.  

Ulica Floriańska, na której się znajdujemy, to jedno z najbardziej turystycznych miejsc. Jak przechodnie reagują na Twoją obecność tutaj?  

Pewnie myślisz, że kiedy tutaj tak sobie siedzę, to przeszkadzam ludziom. Nic bardziej mylnego. Nikt mnie nie zaczepia, nie ubliża. Nikt na mnie nie patrzy z politowaniem. Nie odczuwam żadnych reakcji negatywnych. Wręcz przeciwnie. Wiesz, nawet policja się mnie nie czepia. Ani straż miejska, ani krakowiacy, ani turyści. Kiedy policja podchodzi, to nie prosi mnie o dowód, tylko zazwyczaj pyta: Paweł, jak tam? Masz już jakiś nowy temat, nowy rysunek? To prawda, że jestem bezdomnym, a wobec takich osób jest wiele uprzedzeń. Przez dużą część społeczeństwa jesteśmy naznaczeni. Ale wśród nas są ludzie z różnymi historiami życia, o których można by książki pisać. Tyle że im się w życiu nie udało. A wracając do mnie: to że tutaj siedzę, to wcale nie znaczy, że żebrzę, że zaczepiam ludzi. Ja tu pracuję i to ludzie, jeśli są zainteresowani, podchodzą i mnie zagadują.  

Jak wygląda Twój dzień? 

Bardzo zwyczajnie, choć staram się, żeby każdy mnie czymś zaskoczył. Często zaskakuje mnie pozytywnie, ale bywają też i negatywne niespodzianki, ale o tych nie ma sensu mówić. Wstaję rano i zaczynam żyć. Niczego wcześniej sobie nie planuję. Miłym zaskoczeniem dla mnie było spotkanie z pewnym gościem. Otóż namierzył mnie kiedyś człowiek, który na co dzień wraz z rodziną mieszka w Peru. Pochodzi z Krakowa, a tam wykłada na uniwersytecie teologię i filozofię. Zawsze, kiedy jest w Krakowie, przychodzi do mnie i rozmawiamy sobie. Niesamowicie dobrze rozmawia się z nim. Bierze wtedy ode mnie kilka rysunków. Kiedyś nawet poprosił mnie, bym zilustrował jego teksty, które opublikował w którejś ze swoich książek.  

Czym dla Ciebie jest życie? 

Trudno mi odpowiedzieć… Może ujmę to tak: swoje przeżyłem… To, co chciałem osiągnąć, osiągnąłem, ale najbardziej jestem dumny z moich dwóch synów, którym dałem tyle, ile mogłem. Zawsze mogli do mnie przyjść, pogadać, poradzić się. Starałem się, żeby nigdy nie odeszli bez odpowiedzi. Bardzo lubiłem – zresztą i teraz lubię – czytać, dokształcać się. Mówiąc o życiu, myślę też o swoich znajomych, przyjaciołach. Wielu z tych, którzy żyli na ulicy, już odeszło z tego świata. Niedawno spotkała mnie bardzo przykra sytuacja. Wieczorem rozmawiałem z dobrym znajomym. Śmialiśmy się, pogadaliśmy i po pewnym czasie rozeszliśmy. Następnego dnia dowiaduję się, że Mariusz nie żyje. Młody chłopak, który stronił od alkoholu i innych używek. Okazało się, że cierpiał na padaczkę. Upadł na chodnik, uderzył głową o bruk, a nie było nikogo, kto by chciał mu pomóc. Samo życie. 

Żyjesz na ulicy, masz niewiele. Czego potrzebujesz? 

Ktoś mnie już kiedyś zapytał o to samo. Wtedy mu odpowiedziałem, że niczego nie potrzebuję, wystarcza mi to, co mam. No, może dobrego słowa, bo tego nigdy za wiele. Żyję sobie z dnia na dzień, mam sporo znajomych, każdy z nich o wielkim sercu, a większość to też ludzie bezdomni. Kontakt z nimi i ich przyjaźń bardzo mi pomagają.  

A Pan Bóg? 

Jest. Czasem myślę, że mi dokucza, a niekiedy bardzo pomaga. Lubię wejść do któregoś z kościołów i tam w ciszy porozmawiać z Bogiem jak z przyjacielem. Zobacz, Tomku (Paweł w tym momencie podciąga rękaw kurtki i pokazuje bransoletkę w napisem JEZU, UFAM TOBIE), On zawsze jest ze mną i ta bransoletka mi o tym przypomina. Dał mi ją znajomy ksiądz i od tamtego dnia obiecałem sobie, że nigdy jej nie zdejmę. Nie dałem jej sobie zdjąć nawet wtedy, gdy trafiłem do aresztu i wszystko trzeba było zostawić w depozycie.  

O czym marzysz? 

Teraz marzę, żeby mieć spokój. Jakoś się udaje go mieć, bo naprawdę tylko nieliczne osoby potrafią mnie zdenerwować. 

Patrząc na swoje życie wstecz, czy zmieniłbyś coś w nim, gdybyś mógł? 

Pewnie tak. Każdy popełnia błędy, tylko nie każdy potrafi się do nich przyznać. Ja, gdybym zaczął spisywać wszystkie te chwile, w których popełniłem błąd, to podejrzewam, że nie wystarczyłoby kartek grubego brulionu A4. Gdybym miał możliwość i mógłbym naprawić niektóre sytuacje z przeszłości, to oczywiście bym to zrobił. Nie wszystko jednak da się naprawić, choć pewne rzeczy tak i ta świadomość przynosi mi spokój. Teraz z wielu sytuacji wyciągam wnioski i jeśli uważam, że nie warto ich powielać, nie robię tego. Nie chcę popełniać tych samych błędów. Nauczyłem się nie patrzeć na błędy innych tylko na swoje i od siebie zaczynam jakiekolwiek poprawki. Myślę, że o to w tym życiu chodzi.  

Pawle, bardzo Ci dziękuję za czas, który mi poświęciłeś.  

Nie ma problemu. To ja dziękuję i jeśli mógłbym w czymś pomóc, to wiesz, gdzie mnie szukać… 

Rozmawiał brat Tomek Basiński 

***

Według ubiegłorocznych danych opublikowanych przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w Polsce jest ponad 33 400 osób bezdomnych. Każda z nich to osobna historia pełna radości i smutków, szczęścia i dramatów. Drodzy Czytelnicy, kiedy będziecie przechodzić obok osoby bezdomnej, zachęcam Was, byście ją pozdrowili. Podzielcie się z nią uśmiechem i miłym spojrzeniem, wszak to nasz brat, nasza siostra… 

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.