Wczorajsze wspomnienie świętej Matki Teresy słusznie przypomniało mi o bardzo ważnej rzeczy: mianowicie o tym, że świętym nie zostaje się od razu. Nasze życie duchowe jest podzielone na etapy, a kryzys jest często jednym z ważniejszych jego rozdziałów.

Matka Teresa jest coraz częściej nazywana nie tylko Matką z Kalkuty, ale również Matką Teresą od ciemności duchowych, których doświadczył bądź doświadczy każdy z nas. Brzmi to groźnie, ale osadzone jest w rzeczywistości, którą przecież doskonale znamy. Choć świętą Matkę Teresę krytykuje się do dzisiaj, to zanim Watykan oficjalnie ogłosił ją świętą, ja wiedziałam, że raduje się z innymi w niebie. Dlaczego? Oczywiście również za to, co robiła, ale przede wszystkim za to, że doświadczyła w swoim życiu wielu cierpień i wiedziała, co znaczy fizyczne wyczerpanie pracą na rzecz innych. Choć była świętą kobietą, była również realistką. Nie bała się nazywać rzeczy po imieniu. Często opowiadała o tym, że gdy poszła za swoim powołaniem, przez przeszło 50 lat była w ciemności. Pisała do swojego kierownika duchowego:

Głęboka tęsknota za Bogiem i odtrącenie – pustka, brak miłości, brak zapału. Ratowanie dusz nie ma żadnego uroku. Niebo nic nie znaczy – módl się za mnie, bym – mimo tego wszystkiego – ciągle mogła się do Niego uśmiechać.

Było to dla niej okropne, ponieważ nie otrzymywała żadnego słowa od Boga, nie mogła się modlić i mogłoby się wydawać, że stoi w miejscu, jak we mgle. Kto by się spodziewał, że kilkadziesiąt lat później, tłumy na placu świętego Piotra będą oklaskiwały wiadomość o jej kanonizacji? Z pewnością w momencie duchowego cierpienia świętej Matki Teresy taka wizja mogła wydawać się nieprawdopodobna.

Fot. wikipedia

Autentyczność

Jednak w moim odczuciu właśnie taki obraz jest jak najbardziej autentyczny. Pokazuje bowiem, że Bóg nie zawsze jest cukierkowym Jezuskiem, ale Bogiem, który robi z nami poważną historię. Oczywiście w perspektywie ludzkiej bywa ona porażką, ale nie w perspektywie wiecznej. Na co dzień trudno żyć taką prawdą, ale przynajmniej raz w roku Bóg mi o tym przypomina: podczas paschalnej liturgii światła. Ten przepiękny obrzęd, jaki Kościół przewiduje na początku każdej wigilii paschalnej, jest doskonałym wprowadzeniem do całej świątecznej liturgii. Pascha – jak tłumaczy bp Zbigniew Kiernikowski – to zmiana życia, przejście z jednego stanu do drugiego. Izraelici przeżyli Paschę jako wyzwolenie z Egiptu a katolicy, którzy uznają żydów za ojców tradycji chrześcijańskiej, jako przejście ze śmierci do życia. Zarówno święta Matka Teresa i setki innych świętych mają za sobą takie sytuacje, którą przeżyli Izraelici, stojąc „nad brzegiem morza”, mając przed sobą bezkres wód a za sobą „wojsko Faraona”.

Ks. Krzysztof Wons SDS w swojej książce „Gdy Bóg przychodzi w ciemnościach” tłumaczy:

Kiedy nadchodzą ciemności, nie wystarczy wiara, że Bóg jest. Mogę bowiem wierzyć, że On jest, i jednocześnie zwątpić, że jest ze mną. Po co mi wierzyć w Boga, który jest, gdybym nie wierzył, że jest ze mną. W mroczne dni potrzebuję wiary prostej i bezpośredniej, która mi pomaga uwierzyć Jemu – że jest bardzo blisko, że nie wyprowadził się z mojego życia, nie zapomniał, ale idzie za mną krok w krok.

Rozwój

Znów jednak święty Jan od Krzyża, mistyk i (wraz ze św. Teresą z Ávili) reformator zakonu karmelitów przypomina, że „ciemne noce” są elementem naszego życia i rozwoju duchowego. Jego dzieła – zarówno przemyślenia i poezja – są do dzisiaj uważane za największe dziedzictwo literatury hiszpańskiej.

Fot. wikipedia

W najsłynniejszym swoim poemacie pt. „Noc ciemna” pisze pod koniec, prawie identycznie z Pieśnią nad Pieśniami:

O nocy, coś prowadziła,
Nocy ty milsza nad jutrznię różaną!
O nocy, coś zjednoczyła
Miłego z ukochaną,
Ukochaną w Miłego przemienioną!

Słowa te śpiewa przecież kapłan w Exultecie, podczas wspomnianej wyżej liturgii światła (różne tłumaczenia):

O, zaiste błogosławiona noc, w której się łączy niebo z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi / O nocy, naprawdę chwalebna, która łączysz człowieka z jego Bogiem!

Tylko wyżej wymienione przykłady mówią nam, jak ważną rolę w naszym życiu pełni – paradoksalnie – ciemność. Sęk jednak w tym, jak ją odczytujemy. Wiele razy jest ona nam potrzebna do tego, by mieć autentyczną i szczerą relację z Bogiem. Choć może, jak w przypadku świętej Matki Teresy, trwać nawet 50 lat, wcale nie oznacza pustki. Bóg nas nigdy nie opuszcza, to my potrzebujemy się Go złapać.

Fot. KEVIN CLYDE BERBANO

Bóg jest także w ciemnościach
6 (100%) 5 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.