„Szlachetnej Paczki” nie trzeba już chyba w Polsce przedstawiać. Jednak wciąż są tacy, którym Paczka musi pomagać i wciąż potrzebne są ręce do niesienia tej pomocy. A w przypadku Paczki trzeba powiedzieć: do organizowania, zarządzania, skutecznego udzielania pomocy, bo przypomina dobrze prosperującą korporację.

Jeśli chodzi o „Szlachetną”, nie sposób uciec od porównania z korporacją (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). To nie jest grupa wolontariuszy, z których każdy na swój sposób próbuje zbawić świat, ale sprawnie działająca maszyna z konkretnymi efektami pracy. I oczywiście mogą nasuwać się pytania, czy taka korporacyjna czapa może zaszkodzić, czy nie buduje czasem niepotrzebnych struktur (które pochłaniają energię, pieniądze i czas). Akurat w przypadku „Paczki” tego zagrożenia nie ma. Jednak nie o danych, statystykach i zarządzaniu dziś. Dziś bardziej o klimacie, bo to on w sumie przyciąga do „Paczki”.

Dotrzeć, pomóc, naprawić  

„Szlachetna Paczka” to akcja, która rozrasta się od 2000 r. Pomysł narodził się w Stowarzyszeniu Wiosna. Najpierw jako „Świąteczna Paczka” w Krakowie, później jako „Szlachetna Paczka” w coraz to większej liczbie miast. Dołączyła do tego Akademia Przyszłości skoncentrowana na wspieraniu dzieci. Od razu trzeba zaznaczyć, że jest lepiej, bo tych potrzebujących jest mniej. Potwierdza to w rozmowie z misyjne.pl ks. Jacek Stryczek, pomysłodawca akcji. – Odkąd jest program „Rodzina 500 plus”, bieda wśród dzieci maleje. To widać wyraźnie. Jednocześnie cały czas są dzieci niedożywione, dzieci, które nie otrzymują wystarczającej potrzebnej pomocy w szkole, w domu, w swoim środowisku. Naszym celem jest do nich dotrzeć – mówi ksiądz Stryczek.

Właśnie „dotrzeć” jest tu słowem kluczowym. „Szlachetna Paczka” stawia na mądrą, skuteczną, dobrze zorganizowaną pomoc. Tak jak rekrutacja do grona wolontariuszy jest kilkustopniowa, tak samo już w samym udzielaniu pomocy „SuperW” (bo tak się nazywają wolontariusze) nie działają na chybił-trafił. Po pierwsze – znaleźć rodzinę. Na tym etapie trzeba współpracować ze szkołą, parafią, znajomymi. Później trzeba z tą rodziną porozmawiać, dokładnie określić jej potrzeby. I tu niekiedy wolontariuszowi przypada bardzo niewdzięczna rola – czasami musi odmówić pomocy. Tak się dzieje, gdy rodzina ewidentnie chce na pomocy skorzystać (w złym tego słowa znaczeniu), gdy dzięki kolejnym organizacjom charytatywnym chce przebiedować i nie robić nic, by zmienić swoją sytuację. Gdy jednak już rodzina zostanie „zweryfikowana”, to wszystko tak naprawdę dopiero się zaczyna. Trzeba znaleźć sponsorów, często przewieźć dary. Niekiedy to nie są rzeczy, ale pomoc intelektualna, pomoc psychologiczna, prawna, lekarska.

Czas start  

By temu wszystkiemu podołać, co roku we wrześniu  „Szlachetna Paczka” organizuje studniówkę. To sto dni do Świąt Bożego Narodzenia: dzwonek alarmowy, który podpowie, że trzeba i warto pomagać. W tym roku organizatorzy studniówki znów wyszli na ulice polskich miast, by zachęcać do wstąpienia w szeregi wolontariatu. Na warszawskiej starówce szli z transparentami: „Nie musi być wojny, by zmobilizować idealistów”. Hasło przewodnie to: „Lubimy ludzi”.

„SuperW” podkreślają, że nie chodzi o tę najprostszą formę pomocy: coś dać i zaspokoić głos sumienia wzywający do dzielenia się z potrzebującymi. – Chodzi o mądrą pomoc, skuteczną. Paczki oczywiście dajemy, szczególnie przed Świętami, ale „paczka” to też symbol więzi, kontaktów z ludźmi – mówi ksiądz Stryczek i dodaje: – Odkąd biedy wśród dzieci jest nieco mniej, skupiamy się też na innych formach pomocy. Dzięki temu, że „500 plus” zrobiło „swoje”, teraz otwieramy się na ludzi „50plus”. Niestety można zauważyć coraz więcej starszych osób, które są zaniedbane przez swoje dzieci, które albo zapracowane tu w kraju albo za granicą po prostu o nich zapominają. To bardzo smutne – mówi lider „Szlachetnej Paczki”. „SuperW” tworzą więc i inne paczki: „paczki lekarzy” (bo niekiedy ktoś potrzebuje specjalistycznej porady), „paczki prawników” (bo ktoś ma problem prawny, który jest dla niego murem nie do przeskoczenia, a prawnik pomoże mu pro bono), „paczki nauczycieli” (bo potrzebne są korepetycje dla dziecka z uboższej rodziny).

W tym ostatnim przypadku swoje zadanie ma do spełnienia Akademia Przyszłości – całoroczny projekt, w który jeden tutor pracuje z jednym dzieckiem. I tu pojawia się spore wyzwanie, bo taka pomoc jest wymagająca, ale przynosi wiele satysfakcji. Przyznają to sami wolontariusze. Tym bardziej istotna jest właściwa rekrutacja. Ona jest w tej „firmie” czterostopniowa. Prowadzący „Paczkę” i „Akademię” przyznają wprost: „potrzebujemy ludzi, którzy dadzą radę, bo przychodzi moment, gdy opiekun zostaje z dzieckiem sam na sam, z jego problemami i musi sobie jakoś z tym poradzić”.

Lubię ludzi 

Dlaczego takie hasło? Ksiądz Stryczek, który równie dobrze mógłby być coachem, trenerem motywacyjnym, mówił na Starym Rynku w Warszawie: – Nigdy nie mogłem się pogodzić z myśleniem schematami „skoro jestem biedny, to pewnie taki pozostanę już do końca”, „skoro jest biedny, to pewnie na własne życzenie”. Nie tkwijmy w schematach, bieda może spotkać każdego i nikt nie jest skazany na brak szansy – mówił ksiądz Stryczek.

Człowiek jest w centrum „Paczki”, ale nie tylko ten, do kogo jest wyciągnięta ręka pomocy, ale też ten, który tę rękę wyciąga. Wolontariusze, którzy są w tym zespole od kilku lat, podkreślają, że nigdzie do tej pory nie nauczyli się tylu umiejętności (chociażby zarządzania zespołem) co właśnie w „Paczce”. Dlatego też Paczka przyciąga coraz więcej ludzi „30plus”. Takich, którzy mają swoje zawody, są wysoko wykwalifikowani, ale chcą zrobić coś poza tym, bo sami wiedzą, że takie działania i takie umiejętności są cenione przez pracodawców.

„Paczce” trzeba oddać jedno – stawia na to, by pomóc skutecznie, by przez pomaganie nie zastąpić chęci zmiany złej sytuacji. Pomoc ma jednocześnie zmotywować do działania. – Pomagamy nieść ciężar, ale w sensowny sposób, by nie tylko pomóc, ale tak zmienić sytuację, by ta pomoc później nie była już potrzebna. Chcemy zmniejszyć „rejestr” osób potrzebujących w Polsce. Chcemy zasypać podziały ekonomiczne, które w Polsce od początku transformacji ustrojowe były coraz głębsze – mówi ksiądz Stryczek. Różnice ekonomiczne nigdy nie znikną, ale nie powinny być destrukcyjne, bo – z czysto praktycznego i ekonomicznego punktu widzenia – musimy pamiętać, że każdy społecznie wykluczony to realne straty dla całego społeczeństwa. Taki człowiek nie pracuje, nie powiększa naszego dobrobytu, nie możemy korzystać z jego wiedzy i umiejętności; sam generuje koszty – przez opiekę nad nim, zasiłki itd. itd. A już z czysto ludzkiego podejścia powinna wynikać nasza motywacja, by tych biednych było jak najmniej. 

I jeszcze motywacja dla przyszłych – miejmy nadzieję – wolontariuszy. Kasia Jankowska (w Paczce od dwóch lat): – Dlaczego warto być wolontariuszem? Bo szczerzę wierzę, że za kilkanaście lat te dzieci oddadzą nam to dobro, które teraz dostają. To inwestycja!

 

Szlachetna Paczka co roku pomaga około 20 tysiącom rodzin. W 2016 r. prezenty trafiły do 18 960 rodzin w potrzebie, a blisko 1000 rodzin otrzyma wsparcie specjalistyczne, m.in. w postaci pomocy lekarskiej lub prawnej. W tym roku odbędzie się XVII edycja akcji.  

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.