Nie napiszę, że pomysł rodził się w bólach, ale prawdą też jest, że długo. Mam już za sobą kilka napisanych tekstów o tematyce motoryzacyjnej. Od pewnego czasu poszukiwałem połączenia motoryzacji z wiarą i jak to często w życiu bywa, w odpowiednim momencie przyszła odpowiednia myśl: „Chrześcijanin za kierownicą”.

W czasie, gdy wspomniana myśl nadeszła i pojawił się konkretny pomysł, byłem już stałym czytelnikiem „Misyjnych Dróg” w wydaniu papierowym. Miałem swoje ulubione tematy i miejsca, w które zaglądałem. Bywało, że czytałem wszystko. 

Mój kontakt z redakcją rozpoczął się przed rokiem. Chodziło wówczas o błahą rzecz związaną z prenumeratą. Jak to niekiedy bywa, najpierw moja prośba, a następnie redakcyjna odpowiedź gdzieś się zawieruszyły i nastąpiło ich ponowienie. Było to przyczynkiem do mojej pierwszej rozmowy telefonicznej z redaktorem naczelnym, o. Marcinem Wrzosem. Wpierw konkrety, załatwiliśmy mój temat, po czym nastąpiła wymiana uprzejmości. To zaś spowodowało „ocieplenie” oficjalnego początkowego tonu i odważyłem się napisać trochę o sobie. 

Wszystko to odbywało się na kilka dni przed ubiegłorocznym wyjazdem rodziców adopcyjnych na Madagaskar. Były to dla mnie dni wyjątkowe, gdyż będąc również jednym z takich rodziców, z powodów osobistych oraz zdrowotnych nie mogłem wówczas pakować walizek. Pozostałem w domu. 

Już wtedy padła propozycja napisania czegoś do działu „Przerwa” na portalu misyjne.pl na mój ulubiony temat, czyli o motoryzacji. Zrodził się też pomysł, aby pisać o chrześcijanach – kierowcach. Co było potem? Rodzice misyjni wraz z osobami towarzyszącymi z redakcji odbywali podróż życia na Madagaskar. Mnóstwo niezapomnianych przeżyć, wyciskających łzy spotkań z dziećmi i ich rodzinami, modlitwy, spędzany wspólnie czas. Ja zaś pozostałem w Polsce i myślałem… 

Nie mogąc doczekać się ponownego kontaktu, już w dniu ich powrotu odezwałem się ponownie z prośbą o szczyptę informacji i emocji „na gorąco”. Narodził się też pomysł spotkania. Otrzymałem konkretne wskazówki, jak dotrzeć z centrum Poznania do redakcji, gdyż miałem przyjechać z innego miasta, i w porze obiadowej, ósmego marca ubiegłego roku, przybyłem na ulicę Ostatnią 14. Na spotkanie mieliśmy około trzech godzin, gdyż tego samego dnia zaplanowałem powrót. To był dzień, w którym poznałem też Michała Jóźwiaka, redaktora prowadzącego portalu misyjne.pl. 

Potem nastała niemal roczna cisza…, aż do 17 stycznia tego roku, kiedy to Michał upomniał się o pierwszy tekst. Trafił w idealny moment. Zaczynamy! 

Plan jest taki, aby moje felietony, choć o tematyce jak najszerzej pojętej motoryzacji, ściśle wiązały się z chrześcijańskim modelem życia, wartościami, postępowaniem. Mam kilka pomysłów na początek, ale nie będę ukrywał, że bardzo liczę też na interakcję z Czytelnikami. Państwa sugestie i podpowiedzi będą mogły wprowadzić do moich tekstów wiele ciekawych wątków, na które sam nigdy bym nie wpadł. Bardzo na to liczę! (redakcja@misyjnedrogi.pl)

Pisanie felietonów opartych na powyższych założeniach traktuję jako pewnego rodzaju wyzwanie. Wiem też, że najtrudniej zacząć, a później jest już tylko łatwiej! 

Życzę Państwu i sobie wielu ciekawych tekstów, w których chrześcijanin nie tylko będzie siedział za kierownicą i nie tylko w samochodzie… 

To jest wyzwanie! Liczę na Państwa wsparcie!

Chrześcijanin za kierownicą 
4.89 (81.48%) 9 ocen.


źródło: Wojtek Godzimirski

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.