Koniec każdego dnia, kończący się rok kalendarzowy, zakończenie ważnego okresu w życiu – te i wiele innych okazji przynosi nam życie, by spojrzeć wstecz, ocenić nasze „tu i teraz” i zastanowić się nad planami na przyszłość. 

Swego rodzaju instrukcję do takiej refleksji daje nam Ewangelia wg Mateusza w rozdziale 25. Ewangelista tak komponuje scenę, by zanim „inni” osądzą Jezusa, adresaci i adresatki Dobrej Nowiny zastanowili się nad sobą i swoimi czynami. Myślę tu o fragmencie zwyczajowo nazywanym Sądem Ostatecznym, choć określenie to nie pojawia się u Mateusza.  

Przemyślana i literacko misternie zbudowana akcja mówi o Synu Człowieczym, który zasiądzie na tronie, by spośród wszystkich narodów oddzielić jednych od drugich jak pasterz oddziela owce od kozłów. Tekst łączy czas przyszły, w którym ma odbyć się to zgromadzenie, z czasem przeszłym, o który pyta Syn Człowieczy – w interpretacjach identyfikowany z Jezusem. Te osie czasu – przyszłości i przeszłości – zbiegają się w teraźniejszości. Nawet jeśli nie wprost, adresaci i adresatki Ewangelii zaproszeni są do tego, by zastanawiać się i osądzać „siebie, a nie innych”.  

Kryteria tego osądu wywodzą się z żydowskiej i starożytnej tradycji uczynków miłości bliźniego. Powtarzają się jak w perykopie ewangelicznej jak refren, choć nie zawsze oznacza to, że zostały spełnione: „…byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25,35n). 

Ostatni uczynek, stanowiący novum w odniesieniu do wcześniejszych źródeł, wskazuje na doświadczenie pierwszych wyznawców Jezusa: byli karani więzieniem w miejscach obcych, sobie nieznanych, zdani na pomoc wierzących sióstr i braci. Wszystkie inne można praktykować, prowadząc życie osiadłe. Zawsze są pośród nas głodni i spragnieni, chorzy i nadzy, zawsze będą do nas przybywać obcy, przybysze. 

Jeśli rozumiemy tę scenę jako skierowaną ku teraźniejszości, nie chodzi w niej także o odrzucenie kogokolwiek. Ewangeliczne „kozły”, którym zapowiadana jest „męka wieczna” (Mt 25,46), zostają tu i teraz skonfrontowane z bólem i cierpieniem, które zadają ofiarom. Właściwą karą jest współsolidaryzowanie się z ofiarami, odczuwanie żalu za własne czyny lub zaniedbania. Świadomy żal sprawców jest bolesny, ale zawiera w sobie ciągle aktualną propozycję zbawienia: „…Mnieście uczynili. (…) Jestem z Wami…” (Mt 25,46; 28,20).  

Weźmy te słowa do siebie. I zachowajmy pełną nadziei perspektywę Ewangelii.

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.