Recenzja filmu „Luter i rewolucja protestancka” 

Ludzie nie lubią studiować biografii założycieli swoich ruchów. Wolą wpatrywać się w idealny pomnik zamiast zobaczyć człowieka. Do tego właśnie (i nie tylko) przekonał mnie film „Luter i rewolucja protestancka”. 

Jestem po pokazie filmu dokumentalnego „Luter i rewolucja protestancka” reklamowanego hasłem „100 minut prawdy na 500-lecie zakłamania”. Przyznaję, szedłem na niego z dużymi wątpliwościami, bo ceniąc niewątpliwy talent reżyserski Grzegorza Brauna, sceptycznie odnoszę się do jego działalności politycznej oraz (delikatnie mówiąc) swobodnej żonglerki faktami uskutecznianej w wywiadach czy kampanii. Tematem „rewolucji protestanckiej” jestem jednak żywo zainteresowany, postanowiłem więc skonfrontować swoje poglądy. 

Film 

Tym, co na samym początku trzeba oddać reżyserowi, jest fenomenalna realizacja produkcji. Od początku moją uwagę przykuła doskonale dobrana muzyka i świetne – momentami straszne, momentami zabawne – animacje. Nie jest to bezpodstawny paszkwil. W filmie pojawiają się znani i szanowani hierarchowie, historycy, biografowie Lutra i teologowie tacy jak były prefekt Kongregacji Nauki Wiary Gerhard Müller, prof. Roberto di Mattei, prof. Grzegorz Kucharczyk, ks. prof. Tadeusz Guz, prof. Alma Stockhausen i wielu innych. Reżyser ustami tych autorytetów chce przedstawić nam prawdę o Marcinie Lutrze, ukrywaną – jak twierdzi – przez protestantów. Mało co, albo zgoła nic nie okaże się tym, co nam wcześniej opisywano – mówi. Rozkłada więc na części pierwsze życie i teologię „Wielkiego Reformatora” i pokazuje, jak tragiczne w skutkach dla cywilizacji chrześcijańskiej były wydarzenia „rewolucji protestanckiej”. Od pojedynku, w wyniku którego Luter znalazł się w klasztorze, przez znaczone duchowymi rozterkami życie aż po śmierć i świętowany niecałe pięćset lat później jubileusz 500-lecia reformacji. 

Arcyheretyk 

Z filmu wyłania się nam postać bardzo pogubiona i nieuporządkowana duchowo. I choć jego biografia przedstawiana jest jednoznacznie negatywnie, pewnym kluczem dla mnie w odczytaniu tego filmu jest cytat z prof. Roberto di Mattei, który mówi: 

Głównym powodem, dla którego mówimy „nie” Lutrowi nie jest jego życie osobiste. To aspekt drugorzędny. Pierwszorzędne znaczenie ma to, że jego wizja religii i moralności jest głęboko fałszywa. 

I rzeczywiście kluczowa dla zrozumienia całego tragizmu postaci Marcina Lutra jest analiza jego teologii, która prowadzi do konkluzji zwerbalizowanej ostatecznie przez panią prof. Almę von Stockhausen, autorkę biografii Marcina Lutra: Bóg musi być zły, żeby Luter mógł uwolnić się od swojego własnego zła. Oto właśnie cała tragedia „Wielkiego Reformatora” – przez zakwestionowanie dobrej natury człowieka oraz uznanie w swoim kluczowym dziele „O zniewolonej woli”, że w relacji do Boga człowiek nie jest wolny Luter dochodzi do przerażającej wizji złego Boga. 

Kontrowersje 

Nie obyło się jednak bez mankamentów. W kilku miejscach pojawiają się niekoniecznie potrzebne spekulacje, jak choćby ta o samobójczej śmierci herezjarchy, oraz brzydkie, zmieniające sens wypowiedzi wyrywanie cytatów Lutra z kontekstu (np. cytat fragmentu komentarza do księgi Psalmów autorstwa Lutra w którym czytamy, że „Bóg nie może być Bogiem, jeśli najpierw nie stanie się diabłem”). Dotarcie do dokumentów pozwala nam zweryfikować opinie zawarte w filmie. 

Jako całość jednak film jak najbardziej się broni. Jest kapitalnie zrobiony, a narracja bardzo sugestywna. Mnie jednak przede wszystkich zachęcił do działania. Chcę sam przestudiować życie Marcina Lutra i przekonać się, ile w tym wszystkim jest prawdy. Za tę motywację naprawdę szczerze dziękuję Grzegorzowi Braunowi.

Czy Bóg musi być zły?
5.5 (91.67%) 6 ocen.


Tagi

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.