taniec w Ghanie

W kręgach misyjnych nietrudno zauważyć zachwyt afrykańskim sposobem bycia. Prostym, niewymuszonym, pozbawionym tej denerwującej zachodniej sztuczności. Można powiedzieć: tym ludziom po prostu blisko do Eden.

Wielu księży misjonarzy, na co dzień mających mnóstwo obowiązków, po wyjeździe na misje doświadcza z pewnością kojącego oczyszczenia. Młody Kościół, wiara tak naturalna jak tylko się da, radość wypływająca prosto z serca, niemogąca znaleźć ujścia, usta same składające się do śpiewu, a nogi aż rwą się do tańca. A po powrocie uderza rzeczywistość. Znowu za długi list pasterski, znowu znudzone miny wiernych i znowu dzwonek komórki w czasie Przeistoczenia. Dlaczego Kościół tutaj i Kościół w Afryce tak bardzo się różnią? Jak zarazić wiernych tym duchem? Co zrobić, żeby było lepiej? Odpowiedź jest prosta – oczywiście zmieniać. I księża zmieniają. Zdroworozsądkowo przenoszą wzorce z żywego Kościoła afrykańskiego do znudzonego Kościoła europejskiego.

(Nie)dobre zmiany
Przenoszenie jest często całkiem dosłowne: ksiądz wychodzi do Mszy św. w pstrokatym ornacie, pojawiają się bębny i grzechotki, zmieniają się śpiewy, procesja z darami robi się bardziej taneczna. Przyznam szczerze, że nie dziwię się tym reformatorskim zapędom. Zarówno ich pobudki, jak i cel są szczytne i godne pochwały. Pojawia się jednak pytanie – na ile zmieniać możemy? Czy wszystkie zmiany są dobre? Odpowiedzi udziela nam papież Benedykt XVI:

„Zatem absolutny nonsens stanowią próby „uatrakcyjniania” liturgii pantomimą, i to wykonywaną w miarę możliwości przez profesjonalne zespoły, co kończy się często (w tej perspektywie całkiem słusznie) aplauzem zgromadzonych. Jeśli w liturgii oklaskuje się ludzkie dokonania, to jest to zawsze ewidentny znak tego, iż całkowicie zagubiono istotę liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki”.

Kultura ma znaczenie
Zaraz, zaraz mówimy sobie. W Afryce na Mszy św. tańczą i grają na bębnach, więc dlaczego my nie możemy? I tu dochodzimy do kluczowego słowa, którym jest inkulturacja  czyli w skrócie dostosowanie liturgii i katechezy do lokalnej kultury tak, żeby wierni rozumieli, w czym uczestniczą. Chcemy czy nie, nasze kultury bardzo się od siebie różnią, a wiele gestów i symboli naturalnych dla jednej będzie zupełnie niezrozumiałych dla drugiej. Weźmy np. taniec. W Afryce przyjęło się, że w czasie hymnu „Chwała na wysokości Bogu” kapłan okadza ołtarz, poruszając się tanecznie. Czym jest taki gest dla Europejczyków? Interesującą odmianą, odejściem od rutyny, sposobem na przyciągnięcie młodych do Kościoła (ten ostatni argument pojawia się szczególnie często). Ale dla mieszkańców Czarnego Lądu taniec jest czymś znacznie głębszym, jest gestem prawdziwie religijnym, mistycznym. Taniec wokół symbolizuje w Afryce promieniowanie chęć uczestnictwa w mocy płynącej ze środka w tym przypadku z ołtarza. Widzimy, że proste przeniesienie takiego gestu na nasze europejskie podwórko wypacza go, zmienia w karykaturę. Coś głębokiego, wzniosłego staje się nagle użytecznym banałem. Kard. Arinze (Nigeryjczyk) mówił o tym tak: „W Europie i Ameryce nie powinno się mówić o tańcu liturgicznym, ponieważ taniec w rozumieniu Europejczyków i Amerykanów nie jest częścią kultu. (…) Z kolei w Afryce i Azji jest inaczej. Nie dlatego, że mają taryfę ulgową, ale dlatego, że ich kultura jest inna”. Dlatego właśnie w rycie zairskim (wg którego sprawuje się Msze św. w Afryce) taniec i bębny są jak najbardziej na miejscu, a u nas nie. Tam są naturalne, rodzime u nas sztuczne i na siłę. Nic nie zachowują z pierwotnego znaczenia, bo w kulturze europejskiej nie mają religijnego charakteru. Nawet na Mszy św.

Liturgia to nie show
Ale przecież o sile i niewątpliwym potencjale afrykańskiego Kościoła nie stanowią tańce, ale naturalność. Czy żeby dokonać zmiany w naszym Kościele, musimy zapożyczać aż z Afryki niezrozumiałe dla nas gesty i symbole? Czy może rozsądniej byłoby lepiej poznać i zrozumieć swoje? Warto przypomnieć tu papieża Jana Pawła II: „Kapłan, który wiernie sprawuje Mszę św. według norm liturgicznych, oraz wspólnota, która się do nich dostosowuje, ukazują w sposób dyskretny, lecz wymowny swą miłość do Kościoła”. A zatem bez robienia show: nauczyć wiernych padania na kolana przed Najświętszym Sakramentem, przypomnieć katolickie pieśni, a może nawet (ach, odważę się) pokazać chorał zamiast łupać na tam-tamach niczym Aborygeni na polowaniu. A tańczyć? Jak najwięcej, choćby i codziennie ale po Mszy św. To są europejskie korzenie, to jest nasza naturalność i w tym tkwi, wierzę w to głęboko, klucz do reformy.

fot. Paul Williams www.IronAmmonitePhotography.com, flickr.com

Dlaczego w Europie nie tańczymy na Mszy św.?
5.91 (98.48%) 11 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze
  • Adam

    Ależ to mądre. Ten kardynał bardzo ciekawie mówi. Ma talent krasomówczy.