Odpowiedzi na list czterech kardynałów wciąż nie ma. Zgłosili swoje wątpliwości dotyczące adhortacji „Amoris laetitia”. Dlaczego papież Franciszek unika odpowiedzi?  

Ale może od początku. W połowie września kardynałowie Carlo Caffarra, Raymond Burke, Walter Brandmüller i Joachim Meisner wystosowali do Ojca Świętego list. Wyrazili w nim wątpliwości dotyczące treści posynodalnej adhortacji „Amoris laetitia” o miłości w rodzinie. Według nich zawierała niebezpieczne uogólnienia dotyczące duszpasterstwa rodzin. Nie doczekali się jednak odpowiedzi Stolicy Apostolskiej. Po dwóch miesiącach zdecydowali się upublicznić list. Pytania w nim zawarte dotyczyły między innymi tego, czy osoby rozwiedzione i pozostające w nowych związkach mogą przystępować do Komunii św. Na początku roku maltańscy biskupi dopuścili bowiem taką możliwość, powołując się właśnie na posynodalny dokument. O ile spór mógł wydawać się czysto teoretyczny, to jednak dezorientacja, która się pojawiła, była bardzo realna.

Publicyści katoliccy byli i są w tej sprawie podzieleni. Niektórzy twierdzili, że zadawanie takich pytań papieżowi jest podobne do postawy „faryzeuszów, którzy stawiali Jezusowi podchwytliwe pytania”. Inni podkreślają, że kardynałowie mają prawo, a nawet obowiązek artykułować swoje wątpliwości. Podkreślają to sami sygnatariusze listu: Wykonujemy w ten sposób swój obowiązek. Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego (kan. 349) kardynałom, także indywidualnie, powierzono zadanie pomagania papieżowi w pieczy nad Kościołem powszechnym. Ojciec Święty postanowił nie reagować na nasz list. Odczytujemy jego suwerenną decyzję jako zaproszenie do kontynuowania refleksji i dyskusji, spokojnie i z szacunkiem – uzasadniają kardynałowie.

Dlaczego papież Franciszek nie odpowiada? Chyba dlatego, że kardynałowie chcieliby uniwersalnych kryteriów oceny i odpowiedzi na indywidualne przypadki. Adhortację „Amoris laetitia” należy interpretować w duchu Ewangelii i w kontekście całego nauczania Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi jasno, że „rozwód jest poważnym wykroczeniem przeciw prawu naturalnemu. Zmierza do zerwania dobrowolnie zawartej przez małżonków umowy, by żyć razem aż do śmierci. Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne. Fakt zawarcia nowego związku, choćby był uznany przez prawo cywilne, powiększa jeszcze bardziej ciężar rozbicia; stawia bowiem współmałżonka żyjącego w nowym związku w sytuacji publicznego i trwałego cudzołóstwa (KKK 2384)”.

Franciszek w VIII rozdziale „Amoris laetitia” nie dezawuuje ogólnie przyjętych norm i zapisów Katechizmu, jak sugerują kardynałowie. Zachęca jednak duszpasterzy, aby w ocenie moralnej byli wrażliwi na okoliczności. – To prawda, że normy ogólne stanowią pewne dobro, którego nigdy nie powinno się ignorować lub zaniedbywać, ale w swoich sformułowaniach nie mogą obejmować absolutnie wszystkich szczególnych sytuacji. Jednocześnie trzeba powiedzieć, że właśnie z tego powodu to, co stanowi część rozeznania praktycznego, w obliczu konkretnej sytuacji nie może być podnoszone do rangi normy. To nie tylko doprowadziłoby do nieznośnej kazuistyki, ale zagroziłoby wartościom, które powinny być strzeżone ze szczególną starannością – pisze w dokumencie Franciszek. To sformułowanie rozwiewa moje wątpliwości. Mając jednak na uwadze zamieszanie, do jakiego doszło, sądzę, że papież Franciszek powinien zabrać w tej sprawie głos. 

Powstaje zatem pytanie: czy kardynałowie nie powinni artykułować swoich wątpliwości choćby ze względu na to, że ich głos może być odebrany jako nieuzasadniona krytyka? Absolutnie nie. Krytyka służy Kościołowi, o ile wyrasta z troski i miłości. Trudno przypuszczać, żeby kardynałowie mieli inne intencje.

Radykalne głosy oskarżające kardynałów o schizmę są według mnie przesadzone i nieuczciwe. Podobnie jak te, które próbują uczynić z papieża Franciszka relatywistę, który sprowadza Kościół na złą drogę. W tej sytuacji, tak jak w każdej innej, trzeba szukać dialogu. Nie po to, aby rozmyć sporne kwestie, ale po to, aby je skutecznie wyjaśnić.

fot.  EPA/ALESSANDRO DI MEO

Poniżej można pobrać adhortację „Amoris laetitia” oraz pytania, które zadali papieżowi kardynałowie.

Załączniki
Pobierz PDF Pobierz PDF
Dlaczego Franciszek nie odpowiedział kardynałom?
5.83 (97.22%) 12 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze
  • Daniel Socha

    Papież obligatoryjnie powinien odpowiedzieć, to są bardzo poważne sprawy. Zamieszanie jest ogromne.Kardynałowie bardzo dobrze postąpili, i śmieszne by było nazywanie tego faryzejstwem czy moralizatorstwem..”Rozeznawanie” ”okoliczności”…to bardzo delikatny temat, ale warto pamiętać, że w kwestiach fundamentalnych takich jak wybór między dobrem a złem, raczej nie ma miejsca na coś takiego jak ”rozeznawanie”..Zła absolutnie nie wolno nam wybierać,i to nie podlega żadnej dyskusji. Co by miało w praktyce oznaczać tak naprawdę w tym przypadku (tzn..”rozwodników”) uwzględnianie okoliczności i złożoność sytuacji??.To jest taki sam grzech ciężki jak inne grzechy łamiące inne przykazania, i w zasadzie nie zmienia to faktu stanu bycia w grzechu takiej osoby. To tak jakby ktoś zaczął powoli zmieniać w Kościele całą teologię moralną, pojęcie grzechu, intencji, woli itd w szczegółach opisane w ”Veritatis Splendor” św.Jana Pawła II..to już wówczas przestaje być katolickie, zdroworozsądkowe. I nie jest to ”doktrynerstwo”, ”uprzedzenie” czy ”moralizatorstwo”.A złem w tym wypadku jest wejście w drugi códzołożny związek z inną osobą, w sytuacji gdy się zawarło Sakrament Małżeństwa. Jesli wybieram świadomie i dobrowolnie taką sytuację, to jest to samo w sobie grzechem i musiała by być sytuacja niezwykle jakaś ”patologiczna”, żeby osoby popełniające taką sytuację, nie grzeszyły wcale albo lekko…a to jakby miała nam wskazywać ta Adhortacja…Nie wypowiadam posłuszeństwa Następcy św.Piotra, ale miło by było, gdyby Franciszek wydał list Apostolski z jakimś ”aneksem”, albo nawet poprawką…w imię tego chociażby żeby nie było większego zamieszania w Kościele..Pozdrawiam.