Dlaczego Kościół ukrywa pedofilię? Dlaczego milczy, gdy krzywdzeni są najmniejsi? Dlaczego wystawia wiarę swoich owieczek na próbę? Pytania te od lat słyszę i czytuję dość regularnie, ostatnio za sprawą głośnego reportażu „Gazety Wyborczej”. Jak to jest z tym ukrywaniem pedofilii w Kościele?

Afera 

Ostatnio przez media przetoczyła się nowa afera: po publikacji najpierw „Głosu Wielkopolskiego”, a później „Gazety Wyborczej” światło dzienne ujrzała sprawa księdza-pedofila spod Poznania, który uczynił z trzynastoletniej dziewczynki seksualną niewolnicę. W telegraficznym skrócie: ksiądz chrystusowiec Roman zwrócił uwagę na trzynastoletnią dziewczynkę, którą uczył religii. Jej rodzice byli alkoholikami, więc kiedy ksiądz powiedział im, że dziewczynka będzie miała lepsze warunki w szkole z internatem w innym mieście, zgodzili się. Zamiast do internatu Kasia trafiła do pustego mieszkania kogoś z rodziny księdza. Tam była wielokrotnie gwałcona, szantażowana i bita. Potworny dramat dziecka i wołająca o pomstę do nieba zbrodnia człowieka. Co gorsza, jak dowiadujemy się z reportażu, ksiądz ten po odsiedzeniu krótkiego wyroku nie tylko nadal pozostaje księdzem, ale też sprawuje funkcje kapłańskie, czyli odprawia Mszę św., rozdaje komunię itd. 

Publikacja 

Po publikacji reportaż jest szeroko komentowany w mediach. Klasycznie już dostaje się nie tylko księdzu, winę bowiem ekstrapoluje się na cały Kościół, który milczy i ukrywa pedofili w swoich strukturach. Tekstem, który świetnie obrazuje podejście mediów do tematu, jest ten red. Szostkiewicza noszący wdzięczny tytuł „Drugie milczenie Kościoła. Seksualni drapieżcy”. Oskarża w nim instytucję Kościoła o brak reakcji, abp. Gądeckiego o tolerowanie pedofila w diecezji, a samych katolików o hipokryzję i swego rodzaju dwójmyślenie. Straszy również setkami tysięcy, może nawet milionami odejść z Kościoła – ten ma jednak się tym nie przejmować dopóki ma „zagwarantowany status prawny dający przywileje i płynność finansową”. 

Bóg rozpozna swoich 

Podobne publikacje mają zazwyczaj jeden mankament: ich autorzy nie potrafią, a może i nawet nie chcą ukryć faktu, że Kościoła nienawidzą bardziej od pedofilii. Ich teksty bowiem pozbawione są jakiejkolwiek refleksji, a sprowadzają się jedynie do bezmyślnego „walenia”. Mniej istotne są same ofiary – ważne jest, że znalazł się casus belli. Na czym polega to swoiste stępienie umysłu? 

Państwo w ruinie 

Po pierwsze na ignorowaniu instytucji państwowych i obciążaniu Kościoła winą za ich błędy. Z reportażu „Gazety Wyborczej” wiemy, że ksiądz uznany został winnym zarzucanych mu czynów, a następnie skazany na 8 lat więzienia, z czego przesiedział 4,5 roku. Bulwersujące? Dla mnie też – ale gdzie tu wina Kościoła? W tym, że wynajął obrońców? Bądźmy poważni, obrona to część cywilizowanego wymiaru sprawiedliwości i czynienie z tego zarzutu jest po prostu nie na miejscu. 

Dwie twarze 

Po drugie: podwójne standardy. Oczywistym jest dla mnie, że ktoś, kto świadomie, wielokrotnie i z premedytacją gwałcił 13-letnią dziewczynkę, nie powinien więcej ujrzeć światła dziennego. Takiego też zdania w przypadku księży-pedofili wydają się być również lewicowi dziennikarze. Problem w tym, że generalnie z ust nie schodzą im frazesy o resocjalizacji i ludzkim traktowaniu wszystkich, w tym również przestępców. Fakt popełnienia strasznego czynu nie zmył z niego sakramentu kapłaństwa, a to, że odprawia Mszę św., jest naturalną konsekwencją przyjęcia tego sakramentu. Pozbawiony został pozostałych funkcji kapłańskich, np. możliwości spowiadania, a pozostawienie mu możliwości sprawowania Mszy św. w prywatnej kaplicy do czasu usunięcia z zakonu jest rzeczą naturalną. 

Odporność na prawdę 

Po trzecie: klapki na oczach i zadziwiająca odporność na konfrontację z faktami. Autorzy takich publikacji nie przejmują się tym, że często zwyczajnie mówią nieprawdę, bo – jak wspomniałem – bardziej niż na ofiarach pedofilii zależy im na zniesławianiu Kościoła. Tak jest też i tym razem: mówienie o tym, że Kościół milczy w momencie, gdy najważniejszy de facto hierarcha polskiego Kościoła wystosowuje oficjalne pismo w tej sprawie, jest zwyczajną nieprawdą. Gdy ktoś zwrócił na to uwagę, redaktor dopisał do artykułu, że już „za późno, żeby episkopat wyszedł z tego z twarzą”. Listu przełożonego chrystusowców, wyjaśniającego, że postępowanie jest w toku, pewnie nawet nie przeczytał. 

Prawda zwycięża 

Chciałbym, żeby to wszystko okazało się nieprawdą. Że to wszystko bujda i news obliczony na klikalność. Wiemy jednak, że pedofile w Kościele istnieją, choć w porównaniu z innymi instytucjami jest ich relatywnie mało. Określenia takie jak „seksualni drapieżcy w sutannach”, powtarzane niczym mantra przez antyklerykalnych dziennikarzy, w małym stopniu oddają skalę problemu. Pamiętajmy o tym. 

Dlaczego Kościół milczy?
4.57 (76.19%) 7 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze