Jeszcze jakiś czas temu nowością była aktywność duchownych w Internecie i w mediach społecznościowych. Dzisiaj jednak granica się w pewnym sensie zatarła. Czy taka ewangelizacja w Internecie może być odpowiedzią na duchowy głód? 

Mam na liście znajomych na Facebooku czy obserwujących na Twitterze wielu księży. Tak samo jak sióstr zakonnych czy chrześcijan innych wyznań. Uważam, że to po prostu praktyczne rozwiązanie w momencie, w którym muszę się z kimś szybciej skontaktować. Uważam również, że z mediów społecznościowych trzeba umiejętnie korzystać.  

Obecnie w tym miejscu możemy spotkać się z kilkoma nurtami ewangelizacyjnymi. Jednym z nich jest tzw. grażynizm. W skrócie polega on na tym, że ludzie, którzy chcą ewangelizować w Internecie, używają do tego nie zawsze efektywnych i odpowiednich narzędzi. Innym z kolei nurtem być może jest forma, która zaczęła być widoczna dopiero niedawno.  

Niekiedy księża, którzy chcą w dosyć niekonwencjonalny sposób ewangelizować w Internecie, używają do tego właśnie mediów społecznościowych. Internet jako narzędzie jest dobry. Jednak niezbędna jest wiedza, która pozwoli efektywnie i dobrze je wykorzystać. Prościej rzecz ujmując, trzeba wiedzieć, kiedy na przykład wylogować się z Facebooka. Dlaczego?  

Rzecz o której teraz piszę, widoczna jest tylko w niektórych kręgach ludzi, szczególnie zaangażowanych w – skrótowo mówiąc – sprawy Kościoła. Z jednej strony są to katoliccy tradycjonaliści, z drugiej nie-tradycjonaliści, a więc często katolicy liberalni. I jedni i drudzy popełniają według mnie ten sam błąd. Z jednej strony niektórzy księża, chcąc być „na luzie”, publikują zbyt dużo treści, czasem w ogóle nie związanych z ewangelią (np. chwalenie się tym, że kupiło się nowe buty). Być może to ma skrócić dystans. Być może. Z drugiej – są tacy, którzy treści tzw. religijnych publikują za dużo, często mieszając w to politykę. 

Ani jedna ani druga opcja nie jest dobra. Owszem, wiele treści społecznościowych może mieć dużo pozytywnych skutków. Ale ewangelizacja w Internecie nie wystarczy. Może to być dobry wstęp do realnego spotkania Chrystusa. W opublikowanej przez nas rozmowie wspominał o tym nawet o. Leonard Bielecki.  

Trzeba mieć na uwadze wiele kontekstów, publikując czasem zwykłe i niezwykłe posty – szczególnie będąc księdzem. Oczywiście wszyscy jesteśmy ludźmi, którzy mają swoje słabości. Są jednak pewne sfery, na które musimy szczególnie uważać. To sferą jest dzisiaj Internet.

Duszpasterze w sieci – szansa czy zagrożenie? 
6 (100%) 3 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.