Wydawałoby się, że na swój widok powinniśmy rzucać się sobie do gardeł, jednak po ponad roku wspólnej pracy i dziesiątkach dyskusji odkryliśmy z niemałym zdziwieniem, że więcej nas łączy niż dzieli.

Jesteśmy właściwie na kościelnych antypodach: jeden z nas czyta „Tygodnik Powszechny”, drugi „Christianitas”. Jeden inspiruje się Tischnerem, drugi Ratzingerem. Jeden chodzi na Msze św. do parafii, drugi na trydenckie. Wydawałoby się, że na swój widok powinniśmy rzucać się sobie do gardeł, jednak po ponad roku wspólnej pracy i dziesiątkach dyskusji odkryliśmy z niemałym zdziwieniem, że więcej nas łączy niż dzieli. Jesteśmy jak dwie nawy jednego kościoła. Właśnie to doświadczenie wspólnoty pomimo dzielących nas różnic zainspirowało nas do rozpoczęcia nowej serii felietonów #DwieNawy, w których pokazywać będziemy, jak w całej kościelnej różnorodności można odnaleźć jedność.

Michał Jóźwiak

Jakiś czas temu naszą redakcję odwiedził poznański imam, Youssef Chadid wraz z małżonką. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i umieściliśmy je w mediach społecznościowych. Komentarze naszych Czytelników były w większości nieprzychylne… „Ale przecież ci państwo to są misjonarze muzułmańscy, a nie chrześcijańscy”. „Jestem ciekawy, w jak miłej atmosferze przebiegało spotkanie z wyznawcami szatana?”. Moja rozmowa z imamem opublikowana na początku roku na naszym portalu również spotkała się z podobnymi opiniami.

Rozumiem, dlaczego nastawienie do islamu jest tak negatywne. Zamachy terrorystyczne, które co jakiś czas niepokoją Europę, powodują, że skojarzenia z muzułmanami zazwyczaj nie są przychylne. Trzeba jednak odróżniać ekstremizm i terroryzm od przeciętnych wyznawców Allaha, którzy nie uznają przemocy jako narzędzia nawracania. Osobiście znam takich wielu. Papież Franciszek i jego poprzednicy dążyli do przyjaźni między wyznawcami różnych religii i nie można powiedzieć, żeby w jakikolwiek sposób zaszkodziło to Kościołowi.

Mimo tak mocnego zaangażowania Jana Pawła II w dialog międzyreligijny, Polacy są wobec niego bardzo sceptyczni. Jak wynika z badań CBOS, 44% naszych rodaków ma chłodny stosunek do muzułmanów, mimo że niemal 90% z nas nie zna żadnego wyznawcy islamu. Niestety, opieramy się na stereotypach i nie zawsze rzetelnych przekazach medialnych. Tymczasem osobiste spotkanie, rozmowa zawsze zmieniają nasze horyzonty. Dlatego dialog z islamem czy innymi religiami nie powinien być czystą teorią. Powinien być praktyką każdego chrześcijanina.

Dojrzałość Kościoła przejawia się w tym, że zawsze wyciąga rękę do ludzi innych wyznań i religii. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej, bo tylko spotkanie i rozmowa może rozwiać nasze iluzje na temat drugiej strony. A jeśli pojawiają się nieporozumienia i trudności, to ich rozwiązanie możliwe jest tylko przez wzajemną życzliwość i otwartość.

Aleksander Barszczewski

Podstawową trudnością, z jaką stykamy się w dyskusjach o dialogu międzyreligijnym, jest całkowity brak zrozumienia tego zjawiska. Wiemy przecież, że zbawienie dokonuje się tylko i wyłącznie przez Jezusa, zaś obraz Boga w innych religiach jest niepełny bądź zafałszowany – gdzie tu zatem miejsce na dialog? 

Otóż wiara w Jezusa i cały Jego zbawczy plan wymaga od nas tego, żebyśmy byli otwarci na każdego człowieka, niezależnie od jego wyznania. Wynika to z samej godności osoby ludzkiej i uznania, że druga osoba również jest dzieckiem Boga. Jak nie być otwartym na drugiego człowieka, jeśli i za niego i za mnie Jezus tak samo umarł na krzyżu? Ryszard Kapuściński powiedział kiedyś, że „tylko życzliwość do drugiej istoty jest tą postawą, która może poruszyć w niej strunę człowieczeństwa”. I ta maksyma obrazuje idealnie sens dialogu, jaki powinniśmy prowadzić. 

Dialog międzyreligijny jest podstawą wielu wspaniałych inicjatyw, takich jak działanie na rzecz pokoju na świecie, dzielenie się osiągnięciami naukowymi, wymiana myśli filozoficznej itd. Nie jest za to i nigdy nie powinien być relatywizmem, rezygnacją z katolickiego credo itd. W imię lepszych kontaktów nie możemy bowiem rozmywać istotnych prawd, które konstytuują nasz Kościół. Inaczej cała rozmowa, którą prowadziliśmy, okaże się fałszem: prowadzimy ją przecież ze względu na Chrystusa. 

Też wściekam się, kiedy widzę, jak muzułmanin, buddysta czy protestant zapraszani są do głoszenia homilii w kościele. Ani to miejsce, ani czas na takie gesty. Dialog międzyreligijny musi wiązać się z bardzo solidną formacją i pracą nad własną tożsamością. Wiedząc i jasno deklarując, kim jesteśmy, możemy budować dobrą, opierającą się na prawdzie relację z innymi.

Przeczytaj pozostałe felietony z cyklu „#Dwie Nawy”!

#DwieNawy: dialog z islamem
3.5 (58.33%) 12 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

  Komentarzy:: 2


  1. Trzeba mieć coś z głowa,żeby po całych wiekach,1300 latach bredzić o dialogu z islamem.Nie kładzie się obok wściekłego psa jak również nie ogrzewa się piersią jadowitego węża.islam to rak,to kult rzezi,mordów i śmierci.


  2. „Więcej nas łączy niż dzieli”. Łączy przelana krew męczenników. Ale obecnie nikt już nie chce o nich pamiętać. Mają być skazani na zapomnienie w imię fałszywej tolerancji. Rzekomy dialog jest jednostronny, jest oznaką słabości i zachętą do przemocy. Statystyki są nieubłagane. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Możecie zagłuszać sumienia. Pan Bóg was osądzi.