Na miejskich autobusach pojawiają się różne napisy. Czasem są to reklamy lub elementy kampanii społecznych. Ten napis wywołał jednak falę dyskusji. Czy kierowca powinien manifestować swoją wiarę w taki sposób?

W Krakowie już niebawem pojazdy komunikacji miejskiej będą wyświetlać treści, które pomogą nam nabrać dystansu do codzienności. Będą żartobliwe i humorystyczne. Nie zdziwmy się więc kiedy autobus wyświetli komunikat: „przepraszam za spóźnienie” lub „nie płacz, kiedy odjadę”. Może się również zdarzyć tak, że spotkamy się z napisem bardzo religijnym. Ale to już nie ma nic wspólnego z krakowską akcją.

„Dzięki Jezusowi oddycham” – taki napis wyświetlił jeden z kierowców miejskiego autobusu na elektronicznym panelu. Zazwyczaj widnieje na nim numer linii. Pracownik MPK korzystając z przerwy i postoju postanowił jednak dać bardzo oryginalne świadectwo swojej wiary. Jeden z przechodniów zrobił zdjęcie autobusu, które zamieszczone w Internecie wywołało burzę komentarzy.

Udało mi się skontaktować z autorką zdjęć (prosi o zachowanie anonimowości). Twierdzi, że zapytała kierowcę o hasło na wyświetlaczu. Jadł akurat kanapkę i według relacji pasażerki nie był zbyt rozmowny. Odpowiedział jej „że w trakcie przerwy może wyświetlać na monitorze, co chce” – pisze Joanna Bątkiewicz-Brożek z portalu Aleteia.

Pojawiło się wiele głosów wsparcia, ale nie zabrakło też komentarzy nieprzychylnych zachowaniu kierowcy. Trudno nie zauważyć, że do wygłaszania swoich poglądów użył nieswojego sprzętu. To musiało się spotkać z dezaprobatą części komentujących.


Dyskusja o tym, na ile przekonania religijne powinny być obecne w sferze publicznej, zawsze budzi wiele emocji. Jedni są przekonani, że wiara to sprawa prywatna, której nie powinno się uzewnętrzniać. Drudzy twierdzą, że w manifestowaniu swoich przekonań głośno i publicznie nie ma niczego złego. Staram się zrozumieć jednych i drugich. Nie wiem jednak, czy sfera publiczna pozbawiona tego, w co ludzie wierzą, ma sens. Z założenia w przestrzeni społecznej powinno być miejsce na to, co ludzi jednoczy, ale też na to, co różni. Nawet jeśli ktoś wyznaje inne przekonania niż moje, to  przecież nie musi to oznaczać, że dotykają mnie one w sposób negatywny. Czy napis na autobusie, w którym jest mowa o Jezusie, może kogoś obrażać? Nie wydaje mi się. Nawet jeśli byłbym osobą niewierzącą, uśmiechnąłbym się i poszedł dalej. Gdyby ktoś napisał: „kocham Marysię”, mój odruch byłby identyczny.

Religia jest bardzo ważnym elementem kultury. Nie można jej więc wyeliminować ze sfery publicznej. Zawsze będzie mniej lub bardziej obecna. Sytuacja z autobusem budzi zainteresowanie o tyle, że kierowca okazał się bardzo pomysłowy. Przyciągnął uwagę wielu ludzi i być może sam się tego spodziewał. Czy przekroczył granice? Na pewno nie granice dobrego smaku. Mam nadzieję, że nie złamał też zasad, które nakreśla mu pracodawca i na każdej przerwie lub postoju będzie mógł podzielić się swoją wiarą z innymi. Choć pewnie kontrowersje wokół jego zachowania nie umilkną.

Nie ma z tym problemu w krajach misyjnych. Od wielu misjonarzy słyszałem, że w Afryce czy Azji ludzie na autobusach, busikach, samochodach czy innych (często bardzo prowizorycznych) środkach transportu umieszczają wizerunki Jezusa, Matki Bożej lub ulubionych świętych. Piszą „szczęść Boże”, „Bóg jest Miłością”, „Bóg cię kocha” itp. Chcą w ten sposób wyrazić swoją religijność. Nie krępują się, ale też nikt nie ma zamiaru ich w tym ograniczać. Taka swoboda jest bardzo nieeuropejska. Ale ma swój urok, któremu trudno zaprzeczyć. 

Granice pobożności, czyli Jezus w komunikacji miejskiej
6 (100%) 7 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze