Święto jedności, codzienna modlitwa ludzi z różnych krajów, wymiana doświadczeń, poznawanie się w kolejkach po prowiant – jakie było ostatnie Europejskie Spotkanie Młodych w Rydze? Jak wygląda to przedsięwzięcie oczami tych, którzy je przygotowują? Przed nami krótka relacja z tegorocznego ESM 

Kulminacją działań ekumenicznej wspólnoty z Taizé jest coroczne Europejskie Spotkanie odbywające się w od 28 grudnia do 1 stycznia, określane jako „pielgrzymka zaufania przez ziemię”. Europejskie Spotkanie Młodych to ogromne logistyczne przedsięwzięcie, które jest przygotowywane długo ponad rok. Wspólnoty chrześcijańskie z różnych europejskich miast przesyłają do Taizé zaproszenia, by zorganizować u nich ESM. W odpowiedzi bracia przyjeżdżają na miejsce, rozmawiają z lokalnymi Kościołami i władzami świeckimi oraz sprawdzają, czy region posiada odpowiednią infrastrukturę, aby ugościć wielotysięczną rzeszę młodych. Nie bez znaczenia przy wyborze miasta-gospodarza pozostaje sytuacja polityczna w regionie, ale też kondycja i potrzeby lokalnego Kościoła. Wybór miasta goszczącego młodzież jest ogłaszany podczas spotkania rok wcześniej.  

Praca braci i wolontariuszy z Taizé w mieście rozpoczyna się prawie pół roku przed spotkaniem. Trzeba odbyć setki rozmów telefonicznych i przyjechać na wiele spotkań, aby zachęcić i „wtajemniczyć” katolickie, protestanckie i prawosławne parafie. Zdarza się nierzadko, że zwierzchnicy tych wspólnot o Taizé nie wiedzą nic lub bardzo niewiele. Jedni wówczas odmawiają, inni są gotowi spróbować. Aby znalazło się miejsce dla każdego pielgrzyma, trzeba czasem angażować parafie oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Jesienią wolontariusze pomagają przedstawicielom parafii dotrzeć do rodzin chcących ugościć młodych i tłumaczą, na czym polega ESM. W tym samym czasie ruszają punkty przygotowań do wyjazdu, które organizują transport i cotygodniowe spotkania dla osób wybierających się na ESM. Bezpośrednio przed i w trakcie spotkania w pomoc zaangażowanych jest nawet kilka tysięcy wolontariuszy.  

Za kulisami 

Kilkudziesięciu wolontariuszy przyjechało do Rygi jeszcze przed Bożym Narodzeniem, aby przygotować infrastrukturę oraz przyjęcie 800 wolontariuszy, którzy przybyli 26 grudnia. Ta garstka osób zgodziła się spędzić święta z dala od swoich rodzin: – Decyzja nie przyszła mi łatwo – przyznaje Karina z Niemiec, która do Rygi przyleciała 22 grudnia – do domu się tęskni i fajnie spędzić ten czas z najbliższymi, ale byliśmy tu niezbędni, żeby logistycznie dopiąć wszystko na ostatni guzik. Wigilia spędzona z przyjaciółmi różnych wyznań i narodowości to niepowtarzalne doświadczenie.  

Po zakwaterowaniu w parafiach i przejściu odpowiednich szkoleń, 27 grudnia wolontariusze zajęli się ostatnimi przygotowaniami logistycznymi – pierwsze autokary z uczestnikami spotkania pojawiły się już następnego dnia około czwartej nad ranem. Dzień wcześniej, pośród swoich obowiązków wolontariusze – tzw. pre-meeting helpers modlili się razem z braćmi w bardziej kameralnej scenerii, podobnie jak w samej wiosce Taizé. Pracę polskich wolontariuszy koordynował brat Marek ze wspólnoty Taizé, który był obecny na wszystkich Europejskich Spotkaniach od 1978 r. i który przyczynił się do popularyzacji modlitwy i wyjazdów Taizé w całej Polsce, a przede wszystkim w Poznaniu. Bracia z Taizé byli „swoi” – chodzili w niewielkiej jeszcze grupie. Również podczas samego spotkania można było nie raz zobaczyć brata Aloisa, przeora wspólnoty, jak stoi przy wejściu do hali i pozdrawia uściskiem dłoni wszystkich wchodzących. Braci można zaczepić, porozmawiać, często trudno ich odróżnić w tłumie. W ten sposób poznałem Franka. Zwróciłem uwagę na uśmiechniętego, czarnoskórego młodzieńca i dopiero podczas rozmowy okazało się, że jest jednym z braci. Chciał pojechać do Europy i zrobić tam coś dobrego. W Nairobi spotkał braci ze wspólnoty Taizé i wiedział od razu, że chce zostać jednym z nich.  

Najwięcej pracy czekało wolontariuszy 28 grudnia, w dniu przyjazdu uczestników. Część z nich pracowała w halach: udzielała uczestnikom informacji wprowadzających, wydawała pakiety uczestnika, przydzielała zakwaterowanie i kontrolowała przepływ ludzi. – Z pomocą braci uczymy się tu cierpliwości i wyrozumiałości – wyjaśnia Natalia z Łodzi. – Wiemy, że stojąc przed grupą kilkudziesięciu osób, które mają za sobą kilkanaście godzin podróży, trzeba im pewne treści powtarzać po kilka razy. 

Na miejscu pomagali bracia. Oni także szczególnie dbali o dobrą atmosferę w miejscu przyjęcia, jak choćby brat Marek, który z niektórymi grupami śpiewał kolędy. Tym wolontariuszom, którym niestraszny był deszcz i zimny wiatr, przyszło kierować ruchem na dworze i witać młodzież w autokarach. Przez całe spotkanie w Rydze pełne ręce roboty miał tzw. media team odpowiedzialny za kontakty z dziennikarzami, filmowcami, fotografowanie, tłumaczenia i media społecznościowe.  

W trakcie samego spotkania wolontariusze – tym razem rekrutowani również spośród samych uczestników – prowadzili punkty informacyjne, śpiewali  w chórze, prowadzili w centrum „punkt zakwaterowania kryzysowego” dla osób, które się zagubiły lub odjechał im ostatni autobus, wydawali posiłki, pomagali przy wydarzeniach i projektach organizowanych w ramach ESM na ryskiej starówce, jak np. kościół ciszy, i animowali grupki dzielenia podczas porannych modlitw w parafiach – Na Taizé każda para rąk jest potrzebna, nawet do najprostszych prac – opowiada Swietłana z Ukrainy. – Ja najczęściej po prostu stałam ze strzałką, żeby ludzie wiedzieli, w którą stronę mają się poruszać. To wbrew pozorom też może być fajna praca, bo do wielu osób można się uśmiechnąć. Podobne spostrzeżenia ma Monika: Najfajniejszą pracą, jaką kiedykolwiek wykonywałam na Europejskim Spotkaniu Młodych, było zbieranie śmieci. Było przy tym bardzo dużo śmiechu, a i niesamowicie zżyliśmy się z Włochami i Hiszpanami, z którymi pracowaliśmy w grupce.  

Parafialna matematyka 

Każda parafia informuje organizatorów, ilu uczestników jest w stanie przyjąć. Miejsca są rozdzielane w taki sposób, żeby w jednej parafii mogły spotkać się osoby z możliwie wielu narodowości. Parafia kwateruje młodych w rodzinach lub szkołach. Zdarzają się parafie, które niewiele wiedzą o Taizé i tam kieruje się bardziej doświadczonych uczestników, by mogli pomóc przy modlitwach i rozdzielaniu noclegów. Podczas rejestracji w punkcie przyjęcia popularnie zwanym „welcomem” każdy otrzymywał mapkę dojazdu do swojej parafii wraz z identyfikatorem uprawniającym do bezpłatnego korzystania z komunikacji miejskiej. 

Późną jesienią organizatorzy spotkania w Rydze stanęli przed nie lada wyzwaniem: chęć przyjęcia kilkunastu tysięcy uczestników ESM zgłosiło zaledwie siedemset rodzin. Zdecydowano się więc poprosić o pomoc władze państwowe, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Ponieważ dla nieco ponad dwumilionowej Łotwy Spotkanie Europejskie w Rydze było na tyle dużym wydarzeniem, że słyszał tu o nim praktycznie każdy, prezydent Raimonds Vejonis opublikował na Twitterze apel do swoich rodaków, aby ci ugościli młodych pielgrzymów. Jego śladem poszedł premier, burmistrz Rygi i inni politycy. Na rozwieszonych w całym mieście plakatach można było przeczytać, że dla pielgrzyma wystarczą symboliczne dwa metry kwadratowe podłogi. Odezw Łotyszów skomentował później podczas uroczystej mszy dla Polaków 31 grudnia biskup Rygi Zbigniew Stankiewicz: „Łotysze nie są narodem nadzwyczaj otwartym, a tu mieliśmy do czynienia ze swoistą kulturową rewolucją, kiedy tysiące z nich zdecydowały się otworzyć młodym drzwi swoich domów”. Dzięki temu większość uczestników ESM została ugoszczona w rodzinach. Zdarzały się jeszcze wprawdzie sytuacje, w których rodziny obiecywały przyjąć kilku osób, a w ostatniej chwili wycofywały się z tej deklaracji, ale nie umniejsza to uznania, które należy się mieszkańcom Rygi i okolic, którzy musieli dokonać swego rodzaju przełomu we własnym sposobie myślenia, aby odważyć się przyjąć obcych sobie gości.  

Przydzielaniem uczestników do parafii nie kierowały szczegółowe reguły. Osoby przyjeżdżające wcześniej, które miały więcej czasu na zakwaterowanie i dojazd, były z reguły kierowane do bardziej oddalonych parafii. Część uczestników mieszkała kilkanaście minut od centrum wystawienniczego na wyspie Gipsala lub hali widowiskowej Arena Riga, gdzie odbywały się główne spotkania, a inni musieli dojeżdżać z wiosek i miasteczek poza Rygą – np. z miejscowości Sigulda, oddalonej 100 km od granicy z Rosją. – Można się poczuć jak misjonarz w jakimś zakonie – opowiada Maciek z Wrocławia – otwierasz mapę i zastanawiasz się wraz ze współbraćmi, gdzie za chwilę cię wyślą”. 

Wspólnota wspomnień 

Niektórzy wolontariusze mówią, że spotkania europejskie w pewien sposób uzależniają – albo się je pokocha, albo się przestaje jeździć. Dla wielu polskich wolontariuszy przygoda z ESM rozpoczęła się w Poznaniu w 2009 r. Dla Ani jest to już dziewiąte Spotkanie Europejskie. – Byłam w Taizé we Francji, kiedy bracia poprosili mnie, czy nie mogłabym koordynować przygotowań w jednej z parafii w Poznaniu. Wprawdzie nigdy wcześniej nie byłam na „europejskim”, ale weszłam w to. I tak już jeżdżę. Nieprzypadkowo większość wolontariuszy przyjechała albo po raz pierwszy, albo pomaga już od wielu lat. Często zaczynali jako nastolatkowie. Nawet jeśli w ciągu roku nie spotykają się regularnie, to tworzą swoistą wspólnotę wspomnień. Rozmawiają np. o tym, że w Pradze było bardzo zimno, w Rotterdamie przyjmowało niewiele rodzin, w Walencji co drugi uczestnik był Hiszpanem, w Rzymie trzeba było spać w wielkich halach i ludzie spędzali większość wolnego czasu bardziej na mieście niż w halach, gdzie odbywały się modlitwy, w Brukseli przyjmowały prawie wyłącznie osoby starsze, w Poznaniu zgłosiło się więcej goszczących rodzin niż było uczestników, a tu, w Rydze, po kilku latach przerwy, znowu rozdają gorącą herbatę. Na monitorach w łotewskich trolejbusach pomiędzy kreskówkami dla dzieci można było zobaczyć zdjęcia z Pragi i Walencji, na których wolontariusze często rozpoznawali swoich znajomych. 

Wolontariusze często widzą szczegóły, które umykają uwadze innych: – W zeszłym roku jednym z zadań, jakie wspólnota z Taizé postawiła sobie i uczestnikom spotkań, była solidarność z całym stworzeniem poprzez konkretne działania na rzecz ochrony środowiska. Dlatego też, chociaż podczas rozdawania posiłków w Rydze wciąż można było dostać plastikową siatkę, to już przed przyjazdem uczestnicy byli proszeni, żeby przywieźć swoje płócienne torby. W samym Taizé zrezygnowano już zupełnie z plastikowych jednorazowych toreb.  

Ilość przeradza się w jakość 

Europejskie Spotkania gromadzą coraz mniej uczestników. Po upadku żelaznej kurtyny we Wrocławiu spotkało się 50 000 osób. W 1994 r. Paryż przyjął rekordową liczbę ponad 100 000 młodych. Do Zagrzebia przyjechało ich 40 000, do Strassburga – 30 000, w 2015 r. do Walencji – 25 000. Spotkanie w Rydze zgromadziło zaledwie 15 000 uczestników. Będąc w tłumie, nie odczuwa się takiej różnicy. Nie licząc obywateli państwa – gospodarza spotkania od kilku lat dominującą grupę stanowią Polacy przed Ukraińcami.  

Kasia, wolontariuszka z Krakowa, która na Taizé jeździ od kilkunastu lat, przekonuje, że malejące zainteresowanie Europejskimi Spotkaniami nie powinno być powodem do niepokoju: – Byłam jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Mediolanie i Barcelonie. To prawda, ludzi było dużo więcej, ale dużą część z nich przyjeżdżała na ESM ze względów „turystycznych”. Wielu młodych opuszczało halę w połowie modlitwy, zaraz po rozważaniach brata Rogera. Z biegiem lat obserwuję, jak ilość przeradza się w jakość. Teraz mało kto wychodzi przed czasem i jeżeli pozwalają na to względy logistyczne, to wielu osób trwa przy krzyżu nawet po kilka godzin.  

Na ESM można czasem zobaczyć grupy osób z Ukrainy lub Rosji, których ubiór nie zawsze koresponduje z religijnym charakterem spotkania. Nie znając kontekstu ich przyjazdu, można ich łatwo ocenić. Tak jak dla nas w okresie komunizmu, dla wielu z tych osób wyjazd na spotkanie Taizé jest jedynym oknem na świat – mają niepowtarzalną szansę zajrzeć poza zamknięte granicy własnych krajów, mogą zobaczyć świat, więc nie zawsze przyjeżdżają szukając Boga albo odpowiedzi na ważne pytania. I dla nich też jest tu miejsce. Na ESM nikt nie odpytuje z katechizmu, nie patrzy krzywo na osoby wychodzące wcześniej ze spotkania modlitewnego. Na ESM nikt nie szuka różnic i nie dzieli ludzi na lepszych i gorszych.  

Chociaż miejsca uznawane za atrakcyjnie turystycznie przyciągają większą liczbę uczestników, to tanie bilety lotnicze, a także potrzeba komfortu i niezależności sprawiają, że turystów sensu stricto jest na Europejskich Spotkaniach coraz mniej. Ani we wspólnocie ekumenicznej, jaką jest Taizé, ani w Kościele katolickim liczba wiernych nie powinna być utożsamiana z sukcesem lub porażką.  

Oceń ten artykuł


źródło: Maciej Małaj 

Tagi

Łotwa Taize

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze