Fundamentalizm religijny to zjawisko kojarzone dzisiaj głównie z islamem, jednak był i jest obecny w wielu religiach, a sama nazwa ma korzenie w protestanckich nurtach broniących fundamentów wiary chrześcijańskiej. Zamyka drzwi dialogu, oskarża głowę Kościoła, krytykuje ekumeniczne wysiłki. Wszystko to jak choroba religii szerzy się w wielu częściach świata.

Fundamentalizm nie jest zjawiskiem jednolitym we wszystkich religiach i postaciach, można jednak wskazać pewne cechy wspólne. Głównym założeniem jest dążenie do bezwarunkowego uznania podstawowych („fundamentalnych”) nauk religijnych, powrót do podstaw wiary i uznanie nadrzędnej wartości religii w każdym wymiarze życia. Charakterystyczne cechy postawy fundamentalistycznej to dosłowna wykładnia świętych ksiąg, rygorystyczne przestrzeganie zasad religijnych, nietolerancja religijna, ekskluzywizm, odrzucenie dialogu, wyszukiwanie zagrożeń płynących z zewnątrz i potrzeba obrony ideałów religijnych. Stosunek fundamentalisty do wyznawców innych religii nacechowany jest więc niechęcią, poczuciem zagrożenia i głębokim przekonaniem o wyłączności zbawienia w swojej wspólnocie. Wynikają stąd uprzedzenia, podział ludzkości na wierzących i „niewiernych”, a w najbardziej radykalnych przypadkach przemoc w imię religii. 

W jednym z ostatnich wywiadów do problemu fundamentalizmu odniósł się papież Franciszek. Stwierdzając, iż religia nie może podburzać do wojny, głosiłaby bowiem „boga zniszczenia, boga nienawiści”, zwrócił uwagę, że we wszystkich religiach, również w chrześcijaństwie, pojawiają się grupy fundamentalistyczne. Te małe grupy powodują „chorobę” swej religii i dokonują „podziału we wspólnocie, będącego formą wojny”.  

Niestety, ostatnie lata pokazują zwiększenie tendencji fundamentalistycznych w wielu częściach świata. Najbardziej wyrazistym przykładem tej tendencji jest sytuacja w islamie. Terroryzm religijny, hasła świętej wojny, prześladowania mniejszości religijnych, teokratyczne rządy, a wreszcie powstanie tworu zwanego Państwem Islamskim obrazują w drastyczny sposób, jak bardzo można zniekształcić religię. Skala tych wydarzeń sprawia, że akty przemocy dokonywane przez wiernych innych wyznań pozostają w cieniu. Tymczasem silna radykalizacja istnieje także w niektórych częściach Indii, gdzie religia wykorzystywana jest do celów nacjonalistycznych. Dochodzi tam do aktów przemocy i szykan wobec chrześcijan i muzułmanów, a hinduistyczni radykałowie dążą do realizacji ideologii „Indie tylko dla wyznawców hinduizmu” (tzw. hindutva). Z kolei wydarzenia w Birmie pokazały, że także buddyzm nie jest wolny od niebezpieczeństwa ekstremizmu. Od 2012 r. dochodzi tam do krwawych prześladowań mniejszości muzułmańskich, a cała kampania zainspirowana została przez buddyjskiego mnicha. Żydowscy ultraortodoksi w Izraelu uderzają w chrześcijan i muzułmanów oraz samych Izraelczyków opowiadających się za dialogiem (zamach na premiera Icchaka Rabina). Ataki na Palestyńczyków płyną głównie z pobudek nacjonalistycznych, jednak niedawne podpalenie kościoła Rozmnożenia Chleba miało motyw czysto religijny. Sprawcy zostawili napisy w języku hebrajskim zawierające słowa modlitwy do Boga o unicestwienie bożków i pogan. Również wśród chrześcijan znajdziemy przykłady wykorzystania religii jako pretekstu do walki o swoje interesy albo dokonania zemsty. Smutnym dowodem są wydarzenia w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie w ostatnim czasie bojówki Anty-balaka składające się z chrześcijan dopuszczały się pogromów muzułmanów. 

Wojna to nie tylko walka zbrojna, oddawane strzały i zorganizowana przemoc, ale przede wszystkim brak pokoju. Pokoju w sercach i pokoju w podejściu do drugiego człowieka, w którym nie widzi się już bliźniego, ale „obcego”. Nurty fundamentalistyczne obecne w różnych religiach niekoniecznie posuwają się do przemocy i rozlewu krwi, ale prowadzą taką formę wojny, która wyraża się w postawie wrogości, zamknięcia, pogardy i oddzieleniu się od reszty świata. To jest „choroba” religii, o której mówił papież. 

Niebo na wyłączność 

Ostatnio obchodziliśmy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. W kościołach różnych wyznań spotykali się podzieleni chrześcijanie, aby wspólnie modlić się i dzielić świadectwem swej wiary w Chrystusa. W tym właśnie czasie przypadkiem wpadła mi w ręce broszura autorstwa Biblijnego Kościoła Baptystów „Emanuel” w Markach. W formie komiksu autor prezentuje historię Jana – członka Kościoła katolickiego, który nagle umiera w wyniku wypadku. Przyjąwszy wcześniej sakramenty, Jan pewny jest zbawienia, ale gdy staje przed obliczem Najwyższego Sędziego, spotyka go przykra niespodzianka: padają słowa „Idźcie ode mnie przeklęci w ogień wieczny!”. Biedny Jan próbuje się ratować i wymienia wszystko, co dobrego zrobił za życia, ale za każdym razem słyszy odpowiedź, która przekreśla jego nadzieje. Spełniał dobre uczynki – ale zbawienie jest darem Bożym i nie płynie z uczynków. Modlił się do błogosławionej dziewicy – tymczasem okazuje się, że było to bałwochwalstwo, a żaden bałwochwalca nie wejdzie do nieba. Dwa razy w tygodniu uczęszczał na Mszę św. – dowiaduje się jednak, iż nie ma czegoś takiego w Piśmie Świętym, ofiara Chrystusa została zakończona na krzyżu i nie jest uobecniania na ołtarzu. Był pewien, że przez chrzest został oczyszczony z grzechu pierworodnego i w ten sposób stał się chrześcijaninem, ale to również było katolickim kłamstwem. Wyznał swoje grzechy przed księdzem, ale oto słyszy, że żaden grzeszny człowiek nie może odpuszczać grzechów. Los Jana jest zatem przesądzony. Mimo iż błaga teraz o litość i chce przyjąć Jezusa i odrzucić „system katolicki”, jest już za późno. Nawrócić się można tylko za życia, a Jan miał taką szansę. Kiedyś spotkał prawdziwą chrześcijankę, która dała mu traktat ostrzegający go przed jego zwodniczą religią, on jednak zwyczajnie go podarł. Jego przywiązanie do fałszywych nauk Kościoła katolickiego spowodowało, że nie był w stanie zrozumieć prawdziwej drogi zbawienia i dlatego idzie na wieki do jeziora ognistego… Kościół „Emanuel” ostrzega wszystkich przed losem, który spotkał „Jana” i serdecznie zaprasza na nabożeństwa w każdą niedzielę o godzinie 10. 

W tym miejscu można się zastanowić, czy przekonanie o wyłączności zbawienia nie jest cechą większości wspólnot religijnych, w tym również Kościoła katolickiego? W przekonaniu niejednego katolika los tych, którzy pozostają poza granicami jego Kościoła, jest co najmniej niepewny, sam Kościół jednak decyzję o zbawieniu człowieka woli pozostawić Bogu. Owszem, jeśli sięgniemy wstecz, znajdziemy deklaracje głoszące, iż „nikt żyjący poza Kościołem katolickim nie może stać się uczestnikiem życia wiecznego, lecz pójdzie w ogień wieczny”. Teksty te jednak pochodzą z czasów, w których sądzono, że Ewangelia dotarła już wszędzie i każdy człowiek miał szansę ją przyjąć. Kiedy wskutek wielkich odkryć geograficznych okazało się, iż istnieją całe narody żyjące w pogaństwie, Kościół nie skazał ich na piekło, ale oświadczył, że ich niewiara nie ma charakteru grzechu. Po Soborze Watykańskim II Kościół katolicki nie tylko uznaje możliwość zbawienia dla tych, którzy nie mieli okazji poznać Ewangelii, ale podkreśla obecność „ziaren prawdy” i „elementów świętości” w innych systemach religijnych. Dlatego obok działalności misyjnej katolicy podjęli również nowe wyzwanie, jakim jest dialog międzyreligijny. Nie rezygnując z obowiązku misyjnego, Kościół stara się dostrzec to, co łączy nas z innymi religiami, dąży do obopólnego poznania, wyzbycia się negatywnych stereotypów i wzajemnego ubogacenia.  

Świętsi od papieża 

Idea dialogu z religiami niechrześcijańskimi spotyka się jednak z silną krytyką środowisk konserwatywnych oraz z ignorancją wielu katolików, słabo zorientowanych w nauczaniu Kościoła. W katolickich mediach, które kształtują przekonania i postawy odbiorców, często można spotkać się z dyskredytowaniem innych religii, straszeniem nimi i powielaniem stereotypowych sądów. Teksty popularnych publicystów ostrzegają przed „manowcami dialogu” czy wręcz nazywają go grzechem Kościoła. Alarmują, że zamiast wzywać do nawrócenia, mówić prawdę i walczyć z wrogimi zjawiskami, debatuje się z nimi, szuka wspólnego mianownika i „powtarza bajki” (np. ustami Jana Pawła II albo Franciszka o dialogu z islamem). Autorzy o skrajnych poglądach negują nawet prawo do wolności religijnej, nazywając je „prawem do błędu w dziedzinie religii”. Można zatem stwierdzić istnienie katolickiego fundamentalizmu, który neguje nauczanie Soboru i papieży. 

Główne założenia krytyków dialogu międzyreligijnego prezentuje poniższa lista. To niejako 10 „grzechów głównych” przeciw dialogowi, choć oczywiście nie wyczerpuje całego problemu. Zdania te wyrażane są przez różne środowiska, łatwo jednak da się spostrzec szczególnie aktywne środki przekazu i powtarzające się nazwiska autorów. 

  • Negacja prawdy, że wszyscy ludzie są braćmi i siostrami – dziećmi Boga; uznawanie tych terminów tylko w odniesieniu do chrześcijan. 
  • Sprowadzanie postawy Benedykta XVI wobec islamu do słów z Ratyzbony, przy pominięciu jego innych licznych wypowiedzi i wkładu w prace na rzecz dialogu. Przeciwstawianie jego postawy innym papieżom posoborowym. 
  • Stosowanie podwójnych standardów – innych wobec obcych religii, innych wobec własnej (np. w ocenie wydarzeń historycznych i bieżących). 
  • Podważanie i krytyka takich inicjatyw Kościoła jak międzyreligijne spotkania w Asyżu, Dzień Islamu w Kościele w Polsce czy spotkania papieży z przedstawicielami innych religii. 
  • Pomijanie lub kontestowanie nauczania Soboru Watykańskiego II i papieży na temat stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. Kształtowanie w ten sposób opinii publicznej wbrew wykładni katolickiej. 
  • Wbrew nauczaniu Kościoła przypisywanie religiom niechrześcijańskim demonicznego pochodzenia i charakteru, traktowanie jakiegokolwiek z nimi kontaktu w kategoriach zagrożenia duchowego. 
  • Posługiwanie się wrogimi stereotypami i uogólnieniami; pokazywanie tylko negatywnych cech rzeczywistości. 
  • Krytyka otwartości papieża Franciszka na dialog i wartości obecne w innych religiach – oskarżenia o niewierność Ewangelii i relatywizowanie wiary (w pewnych przypadkach dotyczy to również Jana Pawła II). 
  • Promowanie jako ekspertów w dziedzinie religii osób niekompetentnych, pozbawionych merytorycznej wiedzy, kierujących się często osobistymi uprzedzeniami. 
  • Powielanie haseł, że dialog nie przynosi żadnych efektów i jest tylko jednostronnym działaniem Kościoła bez odzewu ze strony rozmówców. 

 

Fundamentalizm – choroba religii
3.5 (58.33%) 6 ocen.


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze