To mój drugi Dzień Babci bez Babci. Jednocześnie mam wrażenie, jakbym rozmawiał z Nią częściej niż gdy jeszcze tu była. 

Byłem bardzo związany z Babcią. Z kilku powodów. Była jedyną, z którą miałem kontakt od dzieciństwa i która była przy mnie odkąd pamiętam. Bardzo często jeździłem do Niej w odwiedziny do położonego 60-kilometrów od Poznania Czarnkowa. Na małe wakacje, na Święta. Stare radioodbiorniki (może stąd moje zamiłowanie do radia?) i gotowane jabłka to dźwięki i smaki, które zawsze już będą mi się z Nią kojarzyć. Tak samo jak podróż PKS-em (jeszcze tymi starszymi, bardzo specyficznymi i klimatycznymi modelami). W zimie autokar był często nagrzany do granic możliwości, latem bywało podobnie. Sześćdziesiąt kilka kilometrów w dwie godziny? To też będzie mi się kojarzyć właśnie z podróżami do Babci. Zawsze zdążyłem wtedy i pospać i poczytać, było co robić przez ten czas. Z kolei powroty – oczywiście także PKS-em – zawsze wiązały się ze spotkaniem w oknie. Droga z Czarnkowa na Poznań przebiegała właśnie obok bloku, w którym mieszkała Babcia. Machałem do Babci z okna autobusu, a Ona w oknie swojego domu zawsze machała chustką. To już była tradycja.   

I zawsze po tych powrotach obiecywałem sobie, że będę częściej dzwonić, częściej napiszę kartkę. Czasami to się udawało, ale częściej byłem sam na siebie zły, że nie udawało mi się dotrzymać postanowienia. Mieliśmy dobry, bardzo dobry kontakt, ale mogło go być przecież więcej…  

To była jedna z pierwszych myśli, jaka pojawiła się w mojej głowie po wiadomości o śmierci Babci. Że już nie zadzwonię, nie pogadam. Zawsze lubiła skomentować bieżące wydarzenia, często podpytywała mnie o jakieś zawiłości dotyczące polityki, państwa. Ja z kolei radziłem się jej w wielu kwestiach: jak poradzić sobie z chrypką, jakie zna sposoby na walkę z łupieżem albo przeziębieniem.  

Po odejściu Babci pomyślałem, że śmierć nie zmienia wszystkiego, a na pewno nie na niej kończy się życie człowieka i jego duszy. Postanowiłem więc, że nie mogę przestać rozmawiać. A wręcz przeciwnie – nasze kontakty trzeba zintensyfikować. Wierzę przecież, że życie nie kończy się tu, na ziemi, ale że jest coś więcej, dalej. Co prawda głosu Babci nie usłyszę, ale jej myśli już tak. I do rozmowy nie potrzebuję kartki, papieru, długopisu, telefonu i nawet rozklekotanego klimatycznego PKS-u. Potrzebna jest mi tylko – i aż – modlitwa. A modlitwa to przecież rozmowa.  

Babcia bardzo ceniła różaniec. Bardzo często (przez transmisję telewizyjną albo radiową) modliła się podczas Apelu Jasnogórskiego. Gdy tylko więc mogę i chcę z Nią porozmawiać, łapię za różaniec, łączę się z Jasną Górą o 21:00 i modlę się razem z Babcią. A przy okazji spotykam się i rozmawiam. Od tego czasu nie narzekamy na brak kontaktu.  

 

Gdy Babci już tu nie ma  
6 (100%) 2 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.