Miasto Kota jest dla uczniów z całych Indii edukacyjną Mekką. Prywatne szkoły wyspecjalizowały się w przygotowywaniu do egzaminów wstępnych na prestiżowe uczelnie techniczne. Jednak wielu uczniów nie radzi sobie z reżimem nauki i presją rodziców. Dochodzi do samobójstw.

„To miejsce jest dla mnie jak świątynia” – Vijay rozgląda się po kawiarence internetowej w mieście Kota w stanie Radżastan w zachodnich Indiach. „Tutaj wyciszam się, wyłączam głowę i nie myślę o egzaminach” – dodaje ściszonym głosem, nie przerywając gry, w której jako komandos serią z karabinu metodycznie kosi przeciwnika.

Vijay nie chce podawać nazwiska, bo boi się, że jakimś sposobem rodzice dowiedzą się o jego wyprawach do kawiarenki internetowej. Pochodzi z Maharasztry i przyjechał do Koty, żeby uczyć się do egzaminów wstępnych na prestiżowe uczelnie techniczne. Najchętniej poszedłby na politechnikę w Bombaju. „Właściwie mój tata sobie ją wymarzył” – dodaje lekko drżącym głosem.

Nie jest pewien, czy chce być inżynierem. „Nikt mnie nie pytał, kim chciałbym zostać. Tata kiedyś oznajmił, że mam iść do Bombaju. I tyle. W Indiach nie dyskutuje się z rodziną” – mówi smutno.

Vijay już drugi rok przygotowuje się do egzaminów wstępnych. Ojciec wysłał go do Koty, bo słynie z prywatnych szkół uczących pod testy. W mieście liczącym około miliona mieszkańców ponad 150 tys. to kandydaci przygotowujący się do egzaminów na politechniki i prestiżowe uczelnie medyczne, jak delhijski Narodowy Instytut Nauk Medycznych. Z ogromnych reklam wielkopowierzchniowych na uczniów spoglądają najlepsi studenci. Szkoły chwalą się ich wynikami.

„Nie cierpię tych reklam. Staram się ich nie widzieć” – mówi Vijay.

„Egzaminy są niezwykle trudne, a konkurencja ogromna. Te szkoły mają największy odsetek uczniów, którzy się dostali na uczelnie” – opowiada PAP Praveen Singh z Pendżabu, który zapisał się do szkoły Allen Kota. „To najlepsza szkoła w mieście. Uczą nie tylko trików i sposobów na testy, ale też przygotowują psychicznie do egzaminu. Jest jak w wojsku” – twierdzi.

Praveen mówi, że życie w Kota jest podporządkowane tylko nauce. „Uczysz się po 12, czasami nawet 18 godzin dziennie. Jest tyle materiału, że jeśli opuścisz zajęcia, to trudno nadgonić i nikt z kolegów ci nie pomoże. Cały czas są wewnętrzne egzaminy i ranking” – opowiada, połykając w pośpiechu lunch.

Praveen nie ma czasu na gry w kawiarenkach internetowych. „Wszyscy ci, którzy siedzą w kawiarenkach, przegrywają rywalizację. Słyszałem, że wpadają w alkohol i narkotyki. Nie potrafią poradzić sobie z presją nauki i rodziców” – mówi i zaraz wstaje. Musi lecieć na kolejne zajęcia.

„Edukacja w Indiach jest podporządkowana egzaminom. Nie chodzi o to, żeby zyskać wiedzę, ale żeby przejść przez sito egzaminacyjne. Dostać się na prestiżową uczelnię, która zapewnia dobrze płatną pracę” – tłumaczy Brainerd Prince, indyjski wykładowca na Oxfordzie.

Tymczasem, według oficjalnych danych z 17 uczelni technicznych kraju, w ostatnim roku pracę znalazło 66 proc. absolwentów tych uczelni. Rok wcześniej 79 proc. „Tu nie chodzi o globalny kryzys finansowy albo ograniczenia dla indyjskich firm informatycznych przy wydawaniu wiz do USA” – ocenia dla PAP Anand Sharma, konsultant w branży informatycznej z Delhi.

„Problem polega na tym, że studenci również na tych wymarzonych uczelniach uczą się wyłącznie do egzaminów. Taka nauka ogranicza kreatywność, a w branży potrzeba coraz więcej kreatywności” – dodaje Sharma.

„Indusi, którzy zaczynają studia na najlepszych uczelniach w USA i w Europie, przeżywają szok. Muszą bardzo szybko odnaleźć się w nowym otoczeniu, które wymaga od nich ciągłego rozwiązywania problemów” – mówi Prince, który pomaga w lokalnym projekcie edukacyjnym w północnym Delhi.

„Presja na wyniki w nauce jest nawet większa w rodzinach z małych miasteczek” – ocenia Anita Nair z Fundacji Dr. Reddy’ego, która zajmuje się edukacją w stanie Maharasztra. „Tam egzamin do dobrej szkoły wyższej może odmienić los całej rodziny” – podkreśla.

W Kota coraz głośniej mówi się o samobójstwach uczniów. W ciągu ostatnich sześciu lat było tam ponad 70 takich przypadków.

„Bali się porażki. Bali się pokazać rodzicom” – tłumaczy Vijay. „Ale ich życie jest więcej warte, prawda?” – zawiesza głos.

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.