Rok temu na obszarze Aceh Singkit, prowincji Indonezji gdzie panuje prawo Szariatu, islamscy ekstremiści przy pomocy policji zniszczyli wiele kościołów. Obecnie władze tej prowincji nie pozwalają na ich odbudowę i prowadzą kampanię dyskryminacyjną wymierzoną w chrześcijan. Pomimo tych trudności liczba wiernych i przyjmujących chrzest nadal rośnie.

W rezultacie starć pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami w innej części kraju islamscy ekstremiści zaczęli niszczyć kościoły w prowincji Aceh Singkit. Niektóre świątynie splądrowali muzułmańscy fanatycy, a inne policja zburzyła z powodu skarg od mieszkańców, którzy domagali się wyburzenia tych chrześcijańskich miejsc kultu, które według muzułmanów „nie posiadały licencji na budowę”.

Obecnie chrześcijanie, którzy uczęszczali na nabożeństwa do sześciu z jedenastu wyburzonych kościołów w wyżej wymienionej prowincji uczęszczają na modlitwy do namiotów. Pozostali przyłączyli się do innych kościołów, ale wielu wyznawców Chrystusa żyje w strachu. „Ci, którzy zburzyli nasze kościoły mieszkają na naszych osiedlach i cały czas obserwują tych, którzy chodzą do kościoła. Mamy dwa kościoły, które są oddalone od siebie o 25 km. Te świątynie sprawują opiekę duszpasterską nad wiernymi, których liczba nadal rośnie” – powiedział w wywiadzie dla World Watch Monitor pan Noldi (imię zmienione ze względów bezpieczeństwa).

Boru Manik, chrześcijanin, dodał: „Jest mi przykro, że musimy modlić się w namiotach znajdujących się w środku plantacji palm olejowych. Jednak jesteśmy umocnieni na duchu”.

Ulewne deszcze, które występują w tropikalnej części Indonezji, mogą stwarzać problem dla tych tymczasowych miejsc kultu. „Wiele razy padał ulewny deszcz, ale my nadal uczęszczamy na nabożeństwa. Mimo, że cieknie w namiocie, lub woda i błoto wlewają się do środka to nikt nie opuszcza nabożeństwa” – powiedział anonimowy chrześcijanin.

Władze pozwalają chrześcijanom na spotkania modlitewne w namiotach. Jednak chrześcijańscy duchowni składają petycje do rządu w celu budowy nowych kościołów. Duchowni obawiają się, że władze nie udzielą takich pozwoleń, ponieważ straciliby popularność wśród wyborców w Aceh podczas wyborów samorządowych, które są zaplanowane na luty 2017 roku.

Oprócz tego problemu istnieje jeszcze jeden. Otóż wszystkie kościoły, które ocalały podczas antychrześcijańskich pogromów, muszą być zarejestrowane. Proces rejestracji kościoła jest bardzo wolny, a chrześcijanie obawiają się, że nie otrzymają tych pozwoleń z powodu nadchodzących wyborów. Pan Lamhot (imię zmienione ze względów bezpieczeństwa) powiedział w wywiadzie dla World Watch Monitor, że obecnie już jest za późno na otrzymanie pozwolenia na budowę nowego kościoła, lub rejestrację już istniejącego, ponieważ kandydaci są rejestrowani do wyborów. Kościół, do którego uczęszczał pan Lamhot, został zniszczony przez islamskich ekstremistów. Obecnie chrześcijanin uczęszcza na nabożeństwa do namiotów znajdujących się w pobliskiej dżungli. Jednak istnienie namiotów, gdzie chrześcijanie mogą się modlić, również wymaga pozwolenia, których rząd w Indonezji nie udziela z tzw. „powodów bezpieczeństwa”.

Kolejną przeszkodą na drodze do powstania nowego kościoła w Indonezji jest formularz planowania, który jest wykorzystywany do rozmiaru nowej świątyni. Otóż wielkość nowego kościoła jest określana przez liczbę wiernych, posiadających miejscowy dowód tożsamości, która jest mnożona razy 0,8 metrów. Osoby, które nie mieszkają na obszarze gdzie ma powstać nowa świątynia, nie są w to wliczani. Z tego powodu istnieje niebezpieczeństwo, że kościoły mogą nie otrzymać pozwolenia na budowę, ponieważ większość osób, które uczęszcza do nich na nabożeństwa to ludzie nie mieszkający w obrębie świątyni.

Pani Berutu, która uczęszcza na nabożeństwa do kościoła znajdującego się w wiosce Pertabas, jest rozczarowana z powodu braku postępu w tej sprawie. „Rząd obawia się presji ze strony muzułmańskich duchownych i islamskich ekstremistów. Kiedy władze dają pozwolenie na zburzenie kościoła to już nie są naszymi obrońcami” – powiedziała chrześcijanka.

Dodatkowo politycy wywierają presję na chrześcijanach, aby wygrali wybory. Wódz jednej z wiosek, który przyczynił się do wyburzeń niezarejestrowanych kościołów chce, aby każdy kościół wyznaczył pięciu ludzi do jego sztabu wyborczego. Chrześcijanie wiedzą, że to jest forma łapówki, jednak mają na uwadze też fakt, że inni kandydaci nie są już tacy tolerancyjni wobec chrześcijaństwa. „Musimy głosować mądrze podczas wyborów, ponieważ nasz los na następne pięć lat zależy od tego” – powiedziała pani Berutu.

Chrześcijanie w Indonezji są również prześladowani w kwestii prawa. Przykładem tego stanu rzeczy jest sprawa pana Natanael’a „Wahed” Tumangger’a, którego oskarżono o morderstwo muzułmanina podczas zeszłorocznych starć pomiędzy wyznawcami islamu i chrześcijanami. Pan Tumangger został skazany na 6 lat więzienia. Jednak chrześcijanie twierdzą, że jego proces nie przebiegał zgodnie z obowiązującym prawem. Podczas przesłuchania na policji chrześcijanin nie mógł mieć przy sobie adwokata, a także podczas procesu nie przedstawiono żadnego konkretnego dowodu, który potwierdziłby, że pan Tumangger był sprawcą morderstwa. Później dzięki interwencji organizacji Council of Churches in Indonesia (Rada Kościołów w Indonezji) chrześcijanin otrzymał pomoc prawną od zespołu prawników, którzy zaczęli bronić oskarżonego. Adwokaci powiedzieli, że podczas jednego procesu prokurator wspominał o naboju i pistolecie, którym chrześcijanin miał zabić muzułmanina, ale podczas innego procesu ten sam oskarżyciel nie mógł przedstawić żadnego niezbitego dowodu, który potwierdziłby te oskarżenia. Jedynym dowodem, który prokurator używał przeciwko panu Tumangger’owi od samego początku procesu, był kolor ubrania, który rzekomo chrześcijanin miał na sobie podczas starć na tle religijnym.

Miejscowi chrześcijanie uważają, że pan Tumangger został skazany po to, aby ucieszyć społeczność muzułmanów. W więzieniu rozniosła się plotka, że chrześcijanina skazano za zabójstwo muzułmanina. Z tego powodu pan Tumangger był regularnie bity przez pierwsze tygodnie. Przez kilka miesięcy chrześcijanin przebywał w celi długiej na 6 metrów i szerokiej na 4 metry, w której oprócz niego przebywało jeszcze 26 innych więźniów. „Strażnik nie pozwalał nam na wyjście na spacerniak. To były piekło” – powiedział pan Tumangger w wywiadzie dla World Watch Monitor. Jego żona pamięta, że kiedy chrześcijanin wyszedł z tej celi to był blady jak trup.

Pan Tumangger trafił do lepszej celi. Chociaż ma taki sam wymiar co poprzednia to przebywa w niej tylko 6 więźniów. W Indonezji skazańcy przez cały okres wyroku płacą „czynsz” za celę, który w przeliczeniu wynosi 300 dolarów amerykańskich. Jednak pan Tumangger jest z zawodu elektrykiem i z tego powodu naczelnik więzienia „zatrudnił” go to wykonywania różnych napraw w więzieniu. To dzięki niej pan Tumangger posiada lepszą celę. „Nie trzeba się o mnie martwić. Jednak sam martwię się, co się stanie z moją żoną i dziećmi? W jaki sposób przeżyją beze mnie?” -mówi chrześcijanin w wywiadzie dla World Watch Monitor.

Konstytucja w Indonezji gwarantuje wolność wyznania. Jednak w praktyce i w prowincjach gdzie panuje prawo Szariatu, na przykład w Aceh, to prawo pozostaje na papierze.

Tłumaczenie: Marcin Rak

Źródło: https://www.worldwatchmonitor.org/2016/11/4721193/

Oceń ten artykuł


źródło: worldwatchmonitor.org

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.