Dziwi teza Andrzeja Wielowieyskiego, opublikowana w „Gazecie Wyborczej”, jakoby listopadowy Akt Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana miał oddalać Kościół w Polsce od Ewangelii oraz był „niczym innym tylko kultywowaniem odwiecznych obyczajów pogańskich”.

Andrzej Wielowieyski, znany działacz katolicki, będący jedną z najważniejszych postaci w historii ruchu „Znak” i Klubów Inteligencji Katolickiej, pisze ponadto we wczorajszej „Wyborczej” o „intronizacji Jezusa jako Króla i Pana” jako o wyrazie nacjonalizmu i ujmuje go w kontekście cezaropapizmu. Twierdzi ponadto, że akt ten „religijnie wzmacnia władzę i jej znaczenie polityczne”.

Dla uściślenia, warto wyjaśnić, że żadna „intronizacja” Jezusa na Króla i Pana nie miała miejsca 19 listopada w sanktuarium w Łagiewnikach. Taka interpretacja jest autorskim pomysłem części mediów lewicowo-liberalnych, które cechuje obawa przed obecnością chrześcijaństwa w polskiej przestrzeni publicznej. Nie była to intronizacja w znaczeniu świeckim, w sensie „wyniesienia na tron” czy ogłoszenia „królem Polski” z udziałem polityków, lecz danie wyrazu wiary w panowanie Chrystusa nad losami świata, co Kościół głosi od wieków. Wyrazem włączenia się w misję Kościoła, która ma na celu przepowiadanie Ewangelii, także w przestrzeni publicznej i chęci „przepojenia” jej wartościami ewangelicznymi.

A temat królestwa Bożego jest niewątpliwie jednym z głównych w nauczaniu Jezusa w Ewangeliach. Szczególnie jest on rozwinięty w Ewangelii Mateusza.

Akt Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana nie był więc był więc aktem czy wydarzeniem politycznym, lecz aktem wiary, złożonym przez wiernych w przestrzeni sakralnej przed Najświętszym Sakramentem. Jego idea jest rozwinięciem idei poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu, obecnej w Kościele katolickim od XVII wieku. W bezpośredni sposób nawiązuje też do ustanowionego przez papieża Piusa XI w 1925 r. święta Chrystusa Króla. Sensem tego święta było uznanie panowania Chrystusa zarówno w życiu osobistym jak i całych społeczności. Miało ono służyć odnowie wiary, także w przestrzeni publicznej. W związku z tym Pius XI zachęcał – jak brzmiało ulubione jego hasło – do: „Omnia instaurare in Christo”, czyli odnowy wszystkiego w Chrystusie.

Idea ta jest podstawowym elementem misji chrześcijan także we współczesnym świecie. Gorącym orędownikiem osobistego przyjęcia Jezusa za Pana i Zbawiciela był w okresie powojennym ks. Franciszek Blachnicki, jeden z głównych animatorów posoborowej odnowy na ziemiach polskich.

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana – piszą polscy biskupi w liście pasterskim z 11 października br. – trzeba zatem widzieć szerzej, jako początek realizacji wielkiego dzieła otwarcia Jezusowi drzwi: naszych domów i serc, świątyń i miejsc pracy”. Wyjaśniają, że „chodzi tu o dzieło umiłowania Jezusa do końca, oddania Mu życia, zawierzenia Mu siebie, swej przyszłości i pracy nad sobą, podejmowania posługi miłości miłosiernej ze względu na Niego oraz realizacji Ewangelii we wszelkich sferach życia, również społecznej, ekonomicznej i politycznej”.

Polscy biskupi odcinają się przy okazji od prób politycznej interpretacji tego aktu. W mocnych słowach stwierdzają, że „ogłaszanie Chrystusa Królem Polski byłoby aktem politycznym i oznaczałoby pomniejszenie Jego godności i ograniczenie Jego posłannictwa, Jego panowania i władzy” (Komunikat Zespołu KEP ds. Ruchów Intronizacyjnych z 15 września 2016 r.).

Obecność Prezydenta RP i kilkunastu innych polityków podczas uroczystości w Łagiewnikach, nie może być więc interpretowana w ten sposób, że był to akt kościelno-polityczny. Przybyli oni tam jako wierni Kościoła i nikt z nich – na prośbę biskupów – nie zabierał głosu, aby uniknąć tego rodzaju interpretacji. Natomiast politykom, nawet najwyższej rangi, nikt nie może zabronić udziału w uroczystościach religijnych, jeśli w ten sposób chcą umocnić swoją wiarę i dać temu publiczny wyraz. Ich obecność nie możne być interpretowana jako wyraz „cezaropapizmu” czy „sojuszu ołtarza z tronem”, bądź wspierania przez Kościół partii rządzącej.

Przy okazji warto wyjaśnić, że treść Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana została opracowana przez wybitnych teologów, pracujących w ramach Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Ruchów Intronizacyjnych, kierowanego przez bp. Andrzeja Czaję, znanego dogmatyka, zarazem przewodniczącego Komisji Nauki Wiary KEP, czyli gremium dbającego o ścisłą ortodoksję nauczania. A więc sugestia Andrzeja Wielowieyskiego, jakoby miało tu być promowane jakieś pogaństwo, jest całkowicie nietrafiona.

To właśnie zasługą bp Czai, było zapanowanie nad żądaniami ruchów intronizacyjnych, rozwijających się na obrzeżach Kościoła, które faktycznie postulowały intronizację Jezusa w formie aktu kościelno-państwowego, opacznie interpretując objawienia Rozalii Celakówny, krakowskiej mistyczki sprzed wojny. Aby skorygować te oczywiste błędy, Episkopat powołał w 2013 r. specjalny zespół pod kierownictwem bp Czai. Kilkuletni dialog ze środowiskami intronizacyjnymi przyniósł dobre owoce. Ruchy te pozostały w Kościele, jednocześnie dokonując korekty swoich poglądów i postulatów.

Zatem proklamowany w Polsce Akt Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana jest w stu procentach zgodny z katolicką ortodoksją, a przy tym nawiązuje wprost do nauczania papieża Franciszka, wyrażonego w bulli „Misericordiae vultus”. Papież podpowiada w niej, by zamykając drzwi święte Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, powierzyć Chrystusowi Panu „życie Kościoła, całej ludzkości i ogromnego kosmosu”. I tak właśnie stało się w Polsce 19 listopada br. w sanktuarium w Łagiewnikach a nazajutrz we wszystkich świątyniach katedralnych i parafialnych.

***
Andrzej Wielowieyski: „Jezus Królem, a nasze chrześcijaństwo słabnie”, „Gazeta Wyborcza”, czwartek 29 grudnia 2016, s. 12
Marcin Przeciszewski / Warszawa

Oceń ten artykuł


Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze