„Jedni budują obozy śmierci, drudzy osiągają w nich świętość” – pisał ks. Józef Tischner. Nigdy nie jesteśmy zmuszeni do wyboru zła. Potwierdza to liczne grono świętych, którzy pomimo okrutnych okoliczności wybierali drogę miłości. 14 sierpnia przypada liturgiczne wspomnienie św. Maksymiliana Kolbe.

Kościół przypomina w kalendarzu liturgicznym świętych i błogosławionych, aby ich świadectwo mogło dotrzeć do serc i umysłów wszystkich ludzi, którzy szukają wzorów godnych naśladowania. Takim jest św. Maksymilian Maria Kolbe, który swoim postępowaniem dał wyraz doskonałej miłości bliźniego dobrowolnie wybierając śmierć głodową w zamian za współwięźnia KL Auschwitz, sierżanta Wojska Polskiego, Franciszka Gajowniczka. Taką drogą poszedł sam Chrystus i taką heroiczną drogę do świętości wybrał dla siebie także urodzony w Zduńskiej Woli franciszkanin.

Świadectwo
Człowiek wchodzi w relację z Bogiem przede wszystkim poprzez relacje z innymi ludźmi. „Jak można kochać Boga, który jest niewidzialny, nie kochając człowieka, który jest obok nas?” – pytał retorycznie św. Jan Paweł II. Nasza miłość do bliźniego jest zatem najpiękniejszym i najważniejszym przejawem miłości do samego Boga. Codzienna rzeczywistość wymaga więc od nas podwójnego świadectwa – każde dobro i każde zło jest wyrządzone wobec bliźniego i przed Bogiem. Kiedy przyjrzymy się naszemu powszechnemu przekonaniu, że to właśnie w kontaktach z drugim człowiekiem powinniśmy zachować szczególną moralną wrażliwość, dojdziemy do przekonania, iż ta ostrożność wynika właśnie z poczucia tego podwójnego zobowiązania. Niektórzy jedynie wypełniają swoją powinność wobec etyki, kultury, prawa czy nawet ideologii, ale dla nas, katolików, najwyższym prawem jest miłość sama w sobie. Odważny czyn Kolbego nie był przecież realizacją jakiegoś obowiązku narzuconego mu przez wyznawaną wiarę. Decyzja o oddaniu życia za współtowarzysza niedoli była zainspirowana miłością, której świadectwo dał nam Chrystus na krzyżu, ofiarowując swoje życie za każdego z nas. Zachowanie św. Maksymiliana w Auschwitz jest zatem owocem działania w nim łaski i miłości Bożej. Nieskończony Bóg włącza w swój plan innych ludzi. I to od naszego świadectwa zależy, czy wpiszemy się w te zamiary, czy będziemy stać im na drodze.


Wierność Bogu
Na miarę naszych możliwości możemy stawać się narzędziami w Bożych rękach i aktami wolnej woli pomagać w realizowaniu Jego zamiarów – właśnie to jest miarą świętości. „Chcę być świętym jak największym” – pisał już w okresie seminaryjnym św. Maksymilian Kolbe i można by to uznać za brak pokory, gdyby nie fakt, że świętość nie szuka spełnienia swoich zamiarów, ale zamiarów Bożych. Taka gorliwość w posłudze, oddanie i pragnienie moralnej doskonałości miały początek w dzieciństwie, kiedy to ukazała mu się Matka Boża i przedstawiła dwie korony: białą (czystości) i czerwoną (męczeństwa). Młody Maksymilian odpowiedział, że chce je przyjąć i pozostał wierny danej obietnicy, wieńcząc ją ofiarą z własnego życia. Nabiera ona tym szczególniejszego wymiaru, że dokonała się w wyjątkowo nieludzkim kontekście, jakim były II wojna światowa i holocaust. Wierność dobru w odczłowieczonym, wyzutym z wszelkich wartości świecie jest pięknym świadectwem tego, że jesteśmy zdolni do heroizmu, walki ze złem i najwznioślejszych odruchów nawet w najbardziej podłych okolicznościach. Bóg daje niesłychaną wolność, nie ma w niej strachu – jest tylko pragnienie dobra, które się nie wyczerpuje, wręcz przeciwnie, potęguje z każdym kolejnym podejmowanym przez nas aktem dobra. Niestety przyzwoitość w czasach moralnej zapaści często okupiona jest, tak jak w przypadku św. Maksymiliana Marii Kolbego, męczeństwem. Cierpienie, chociaż samo w sobie nie ma żadnej wartości, może dzięki miłości oraz łączeniu go z męką Chrystusa stać się sensowną ofiarą.

Sens ofiary
Cierpienie niewątpliwie jest złem. Głód, choroba czy ból wcale nie powodują, że stajemy się lepszymi ludźmi. Nie ma niczego wzniosłego w tym, że żyjemy pozbawieni podstawowych dóbr albo udręczeni bólem fizycznym lub duchowym. Ale czy cierpienie nie ma sensu? Na to pytanie odpowiedź jest już zdecydowanie inna. Istnieje bowiem postawa, która nadaje cierpieniu sens – tą postawą jest ofiara. Chrześcijańska interpretacja cierpienia oparta jest właśnie na ofierze, która jest nierozerwalnie złączona z miłością. Cierpienie i przelana krew Chrystusa stały się przecież zapłatą za nasze usprawiedliwienie przed Bogiem. Także i my jesteśmy zaproszeni do tego, by swoje cierpienie łączyć ze Zmartwychwstałym i ofiarowywać za innych. „(…) w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” – pisze św. Paweł (Kol 1, 24). Uświęcając nasze cierpienie, ofiarując je, dajemy świadectwo silnej wiary, a co ważniejsze uczestniczymy w odkupieniu; poprzez miłość nadajemy sens i wartość temu, co samo w sobie jest nonsensem.


Cierpienie może być więc także wielką łaską, która prowadzi nas do świętości – tak mówi chociażby przykład Biblijnego Hioba. Doświadczenie zła stało się paradoksalnie jego mocą. Dlaczego? Bo cierpienie nie odwiodło go od Boga, wręcz przeciwnie. Pozostał Mu wierny, pomimo tego, że jego wiara została wystawiona na najcięższe próby. [„Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” (Hi 1, 21)]. Liczy się zatem nie to, że cierpimy, ale to, z Kim cierpimy i czy nasze cierpienie podejmowane jest w imię miłości. Ofiara św. Maksymiliana Marii Kolbego została uświęcona miłością, której źródłem jest Chrystus. Cierpienie nie uszlachetnia, samo w sobie jest złem… Ale „dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa” [Jan Paweł II, Salvifici Doloris].

Miłość uświęca
Święty Paweł w słynnym Hymnie o miłości z pierwszego listu do Koryntian daje nam jasno do zrozumienia, że samo dobre postępowanie nic przed Bogiem nie znaczy, jeśli nie wynika z miłości. Możemy rozdać cały dorobek naszego życia, poświęcić się ważnym sprawom, posiąść niezwykłe umiejętności, ale bez niej, miłości, nie ma to żadnego znaczenia. Dobre uczynki bez miłości są puste, pozbawione istoty. Natomiast dzięki niej nawet najdrobniejsze sprawy mogą stać się wielkie i święte w oczach Boga. Miłość polega na tym, że rozumiem i szanuję niezbywalną wartość bliźniego oraz cenię jego inność do tego stopnia, że ja staję się mniej ważny. Głównym pragnieniem miłości jest afirmacja drugiego, dawanie mu dobra nawet za cenę cierpienia. Pełnię tej postawy wyraziła śmierć Chrystusa. Jego drogą poszło wielu świętych i błogosławionych. Kościół stawia nam przed oczy Ukrzyżowanego i męczenników nie po to, by namawiać nas do cierpiętnictwa, ale do takiej właśnie (zdolnej do największych poświęceń) miłości, jakiej oni dali świadectwo przed Bogiem i wobec swoich bliźnich. Miłość jest postawą doskonałą – nie tylko hojnie obdarowuje drugiego człowieka, ale także kształtuje i uszlachetnia, wręcz uświęca samego kochającego.

Jedni budują obozy śmierci, drudzy osiągają w nich świętość
5.17 (86.11%) 6 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.