Kult maryjny może kojarzyć się dziecinnością, zabobonami czy może nawet zniewieściałością. W polskim społeczeństwie funkcjonuje od bardzo dawna. A jednak Jej imieniu powierzali się najsilniejsi władcy, którzy tuż przed bitwą zanosili za Jej wstawiennictwem swe prośby. I wygrywali.  

Przyznam, że sama trwałam kiedyś w tym dość krzywdzącym stereotypie na temat Maryi. Wpływ na to mogło mieć wiele rzeczy, jak chociażby przypuszczenie, że ludzie zamiast do Boga kierowali swe prośby do Niej. I choć być może tak jest w wielu przypadkach (na przykład w ekstremalnej wersji pobożności ludowej), nie widziałam wtedy, że można mieć z Nią tak piękną relację. Niemniej jednak dziś pozbyłam się owego stereotypu, a to za sprawą kilku faktów.  

Żywa Ewangelia  

Jednym z nich jest realne doświadczenie Jej pomocy. Kiedy? Najbardziej skrótowo mówiąc w momencie pokus. Każdy chyba z nas miał takie momenty, w których walczył – wydawać by się mogło z samym sobą – o to, by czemuś nie ulec. Jak większość ludzi tego doświadczyłam i przeżyłam również chwile, w której wymawianie Jej imienia przynosiło konkretny skutek. Nie zawsze musi to być różaniec – choć jest on przecież żywymi słowami Ewangelii – ale choćby proste słowa na Jej cześć. Dopiero w momencie tego doświadczenia zobaczyłam, że Jej imię budzi prawdziwy postrach.  

Fot. flickr.com/Saint Joseph

Nowa Ewa 

Maryja, nazywana również Nową Ewą, jest w Nowym Testamencie postacią cichą, ale ogromnie ważną. Gdy podczas wigilii paschalnej słyszymy w Exsultecie słowa, że grzech Adama musiał się wydarzyć do tego, by Chrystus mógł nas odkupić („szczęśliwa wina”) – zawsze w tym momencie myślę również o Maryi. Tak jak przez Ewę grzech przyszedł na ziemię, tak przez Maryję został odpuszczony. Choć to nasze główne prawdy wiary – wielu z nas (jak ja kiedyś) nigdy ich nie zgłębiało.  

Obraz s. Grace Remington

Matka Boga i Matka nasza 

Maryja, jak każda inna kobieta w ciąży, z pewnością miewała mdłości, mdlała bądź miała ochotę na coś dobrego w środku nocy. Jak każda inna matka również kochała swojego Syna i cierpiała, gdy On cierpiał. Pewnie każdy z nas zna tę scenę z „Pasji” Mela Gibsona, w której Maryja, widząc Jezusa dźwigającego krzyż, zaczęła przypominać sobie moment Jego pierwszego upadku w dzieciństwie. Lub gdy „czuła” Jego obecność w lochach pod ziemią. Być może w momencie stania pod krzyżem, gdy Jezus powiedział, że jest również matką Jana – wtedy tego nie rozumiała. A jednak stała się Matką wszystkich ludzi, a przede wszystkim matką Kościoła.  

Fot. youtube.com

Najsilniejsze piękno 

Gdy dziś widzę mężczyznę (nie tylko księdza), który uznaje Maryję za matkę bądź powierniczkę jego spraw – myślę, że nie ma lepszej definicji męskości. A gdy tylko słyszę „Bogurodzicę”, wyobrażam sobie średniowiecznego rycerza, który składając przysięgę, powierzał się również tej najpiękniejszej i najsilniejszej Kobiecie na świecie. 

Fot. facebook.com

To Jej boją się zastępy diabelskie 
6 (100%) 8 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze