Było zakochanie, piękny ślub i bajkowe początki wspólnego życia. Ale później coś pękło i zaczęło się psuć. Wkroczyła przemoc. Najpierw wyzwiska, potem siniaki, aż w końcu nóż. Monice nie jest łatwo o tym rozmawiać. Ale na pewno ma już więcej odwagi niż jeszcze kilka miesięcy temu.  

Nie jest łatwo opowiadać o przemocy. 

To prawda. 

W zasadzie dlaczego? Mogłoby się przecież wydawać, że wtedy, kiedy ktoś nas krzywdzi, naturalnym odruchem jest obrona. Szukanie sojuszników. A więc i opowiadanie? 

Bo ofiary przemocy czują się winne. Często wierzą swoim oprawcom, że to one czy oni sprowokowali, że robią coś źle, że zmuszają innych do tego, że się w ten sposób zachowują. Ale to często rodzice uczyli ich tego poczucia winy. Dlatego tak łatwo potem uwierzyć, kiedy to samo powtarzają inni. 

Nieraz słyszę jak matka czy ojciec mówi do dziecka: zobacz, do czego mnie doprowadzasz. Uczymy nasze dzieci, że ktoś ma prawo je bić. 

A nie doprowadza? 

To oczywiste, że możemy być zdenerwowani, wściekli, bezsilni, ale to nie uprawnia nikogo do bicia kogokolwiek. Ani do innej przemocy. 

Dorosły człowiek powinien umieć, a jeżeli nie umie, to się nauczyć, po pierwsze, pohamować swoją agresję, a po drugie rozwiązywać trudne sytuacje w sposób konstruktywny. A zaczyna się to od wzięcia odpowiedzialności za swoje emocje. Od tego, by powiedzieć sobie: to ja się zdenerwowałem, a nie: ty mnie denerwujesz. 

Ale niektórzy mówią, ze czasami nie ma innego rozwiązania, jak przejść do argumentów siłowych. 

To, że oni ich nie widzą czy nie znają, nie znaczy, że ich nie ma. Przemoc nigdy niczego nie rozwiązuje. A wręcz przeciwnie. 

Widzę, że uwierzyłaś, że nikt nie ma prawa cię uderzyć. 

Chyba nie ma sensu mówić, że nie (śmiech). Ale to nie ja sama stałam się nagle taka mądra. Już dłużej nie dało się ukrywać, ze mąż mnie tłucze. Chociaż nawet wtedy nie chciałam o tym mówić, niczego z tym zrobić wierząc, że się zmieni, że to ostatni raz. Tłumaczyłam sobie, że przecież nie jesteśmy patologią. I jakbym dostała zaćmienia umysłowego – zupełnie nie wiedziałam, jaki ruch mam wykonać. 

Ale wykonałaś. 

Zmuszono mnie (śmiech). Przyjaciele mnie zmusili. Zaprowadzili do lekarza, do prawnika, do psychologa. 

I co się zmieniło? 

Mąż jest teraz w więzieniu za rozbój. Bo doszło do tego, że użył noża. Co dziwne, nawet mnie to nie zdziwiło. 

A w tobie? 

Ja uwierzyłam, że mam prawo do tego, by mnie nie krzywdził. Mam prawo być bezpieczna. Mam prawo zawalczyć o szczęście dla siebie. 

To trzymam kciuki. 

Dziękuję. 

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.