Staram się, by sportowcy widzieli we mnie osobę, której mogą opowiedzieć o tym, co się dzieje w ich sercu, życiu; te rozmowy bywają bardzo trudne – powiedział kapelan sportowców ks. Edward Pleń, który po raz ósmy będzie towarzyszył olimpijczykom na igrzyskach.

„Na każdych igrzyskach jest centrum ekumeniczne, gdzie są kaplice, miejsca do modlitwy dla wszystkich wielkich religii” – podkreślił ks. Edward Pleń.

Powiedział, że jako kapelan sportowców na olimpiadzie nie robi niczego więcej ponad tradycyjną posługę duchownego w parafii: udziela sakramentów, odprawia msze, głosi Słowo Boże, rozmawia z zawodnikami. Przyznał, że te rozmowy bywają bardzo trudne. „Jak się patrzy na zawodników, którzy przygotowują się do startu i potem po starcie, to są dwie różne postawy. Kiedy szykuje się do startu, to adrenalina jest na najwyższym poziomie. Po starcie, kiedy coś nie wyjdzie, to jeszcze sportowa złość dochodzi. Nie można ich wtedy zostawić samych” – opowiadał.

Jak podkreślił, w takich sytuacjach liczy się takt i delikatność. Przypomniał pewną sytuację, która miała miejsce podczas igrzysk w Pekinie, kiedy ominął go finał Otylii Jędrzejczak na jej koronnym dystansie 200 m stylem motylkowym, a pływaczka zajęła czwarte miejsce.

„Wszyscy wiedzą, że dla sportowca jest to trudne miejsce. Nie mówię, że jakieś pechowe, ale poza podium. Patrzę jak Otylia wraca do wioski olimpijskiej, jest zła, może rozżalona i ja się tak zastanawiałem, co ja mam teraz zrobić. Podszedłem do niej, przytuliłem ją, a po chwili ona odpycha mnie i mówi: +Jak się ksiądz modlił?+ A ja mówię: +Oti, na Chinkę to ja jestem za słaby+” – relacjonował.

Kapelan przyznał, że tuż po starcie stara się rozmawiać z zawodnikami, ale unika tematów związanych z przebiegiem zawodów.

„Rozmawiamy o innych sprawach, takich lżejszych, żeby ewentualna złość odpłynęła, żeby był teren do spotkania się” – tłumaczył. Jak dodał, „z jakiejś perspektywy tygodnia, dwóch, kiedy wracamy już po igrzyskach, oni wtedy dzwonią, umawiamy się na spotkanie i wracamy do tego”.

Ksiądz podkreślił, że wiara jest ważna dla sportowców. Wspomniał jak na zakończenie igrzysk w Soczi na mszę świętą łyżwiarze przynieśli medale i położyli je na ołtarzu. „Kilka razy mi się głos w czasie mszy załamał, szczególnie w czasie kazania, ponieważ zapytałem się, dlaczego to zrobili. Oni odpowiedzieli, że chcieli te medale ofiarować Panu Bogu” – opowiadał.

Opowiedział także historię sprzed czterech lat związaną z Kamilem Stochem. „Po mszy świętej, na której byli m.in. skoczkowie, podchodzę do Kamila i mówię: wybacz mi przyjacielu, ale po konkursie nie podejdę do ciebie, będę zbyt wzruszony. Spotkamy się za dwa dni. A Kamil wtedy położył mi rękę na ramieniu i powiedział: Dziękuję ci, bracie. Wieczorem tego dnia zdobył złoty medal” – wspomniał.

Jak tłumaczył, nie podszedł wtedy do Stocha, bo – jak podkreślił – „trzeba wiedzieć, że sportowiec musi mieć swobodę wyrazić się w radości świętowania tego, co jest, tak że im mniej jest osób, tym lepiej. „Wtedy on jest w centrum wszystkiego i dla wszystkich” – dodał.

Oceń ten artykuł


źródło: PAP

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.