Trwa Europejska trasa kolędowa rodziny Pospieszalskich. O rodzinnym kolędowaniu, aranżach napisanych przez życie i o odwadze rodziców, którzy przekazali synom ziarno wiary rozmawiam z Marcinem Pospieszalskim. 

Cieszymy się z wielkiej europejskiej trasy kolędowej Pospieszalskich. Jak to się stało, że trafiliście również do Brukseli? 

To trzeba zapytać Janka, który całą tą trasę spiął i zaaranżował. Ja się bardzo cieszę, bo już drugi raz gram tutaj, w tym kościele. Notre Dame de la Chapelle to przepiękny kościół. Kiedyś, gdy pierwszy raz zwiedzałem z żoną Brukselę, wszedłem tutaj i oniemiałem z zachwytu. Potem bardzo się cieszyłem, grając tutaj z zespołem New Life M. Graliśmy po Mszy św. i byliśmy zbudowani pobożnością Polonii. Ludzie stali półtorej godziny w kolejkach do spowiedzi to było dla nas niesłychanie budujące. Byliśmy szczęśliwi, że Polacy tam, gdzie pojadą, niosą ze sobą to ziarno wiary. Tutaj z radością graliśmy, w otoczeniu ludzi, którzy z nami śpiewali kolędy. Było rzeczywiście trochę zimno, ale prawie cała publiczność wytrzymała do końca koncertu. 

Jesteście zespołem wielopokoleniowym, na scenie dorasta już trzecia generacja. Kto zainicjował to muzykowanie, kolędowanie w waszej rodzinie? 

Nasi rodzice. Oni przekazali nam kolędy, całe bogactwo polskiej tradycji. Pochodzili też z rodzin, w których się śpiewało. Chociaż byli artystami bardziej w kierunku plastycznym. Tata był architektem, rzeźbiarzem, malarzem, a mama była malarką. Natomiast przedwojenne domy były rozśpiewane i to nam przekazali. Już od wczesnego dzieciństwa zaczęliśmy te kolędy troszeczkę po swojemu przerabiać. Mama namówiła nas, braci na nagranie naszych wersji kolęd w 1991 r. Powstał wtedy program telewizyjny i płyta. 

Marcin Pospieszalski, fot. Mateusz Godlewski

Czyli są to aranże płynące z serca. Życie samo je napisało. 

Nie siadaliśmy i nie wymyślaliśmy jakichś wydumanych koncepcji. One się rodziły naturalnie, podczas śpiewania w domu. 

Stworzyliście niesamowite połączenie profesjonalizmu, ludowości i głębokiej modlitwy. To się wcale nie kłóci. 

Modlitwa jest rzeczywiście sprawą bardzo indywidualną i tutaj trzeba by w sumienia każdego z nas zajrzeć, jak z tą modlitwą jest naprawdę. Ale dało się to odczuć, dlatego, że tak jak powiedziałem, rodzice przekazali nam też ziarno bardzo silnej wiary. Ich życie było dla nas świadectwem wiary i zawierzenia. Janek o tym mówił, że mieli odwagę wychować liczną rodzinę w bardzo trudnych czasach. Tę wiarę nam przekazali. Pamiętam, że czasem w domu przed snem były czytane albo fragmenty Pisma Świętego, albo żywoty świętych. Oczywiście nie zawsze, ale takie obrazki z dzieciństwa pamiętam. Dla nas rok liturgiczny jest czymś zupełnie naturalnym, być może dlatego, że wychowaliśmy się na plebanii kościoła św. Barbary, gdzie tata miał mieszkanie służbowe jako architekt pracujący dla Kościoła. Myślę, że wiara naturalnie została gdzieś w nas. Oczywiście w dorosłym życiu każdy sam musi tą wiarę potwierdzić i wybrać. Każdy z nas dorasta i w pewnym momencie musi podjąć indywidualną decyzję. 

Jestem bardzo wdzięczna za występ i za rozmowę. 

Fot. s. Agnieszka Eltmann MChR

Kolędy pisane przez życie. Rozmowa z Marcinem Pospieszalskim
6 (100%) 5 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze