Kryzys polityczny wywołany odwołaniem listopadowych wyborów prezydenckich i przedłużeniem rządów prezydenta Josepha Kabili, a także śmiercią przywódcy kongijskiej opozycji w lutym sprawia, że w tym afrykańskim kolosie coraz liczniej wybuchają zbrojne rebelie.

W tym tygodniu przedstawiciele ONZ podali, że w pierwszych dwóch tygodniach lutego kongijscy żołnierze zastrzelili ponad sto osób, w tym kobiety i dzieci, w prowincji Kasai-Central w środkowej części kraju, przy granicy z Angolą i Katangą.

Ta najbogatsza z 26 kongijskich prowincji od lat próbuje oderwać się od reszty kraju i wybić na niepodległość. Ruchy separatystyczne działają też w bogatym w diamenty Kasai, i to od początku niepodległości Konga, dawnej kolonii belgijskiej. I właśnie starcia ze zwolennikami jednego z ruchów separatystycznych stały się powodem niedawnych pogromów, urządzonych tam przez kongijskie wojsko.

Według ONZ żołnierze zaczęli strzelać na oślep z karabinów maszynowych w kierunku uzbrojonego w maczety i włócznie tłumu, zamierzającego ich zdaniem zaatakować ich koszary w mieście Tshimbulu, 160 km na południe od stolicy prowincji, Kanangi. Walki w Kasai-Central wybuchły w sierpniu, gdy rządowe wojsko zabiło wodza Kamwinę Nsapu, przywódcę tamtejszych separatystów, który odgrażał się, że wypędzi z Kasai wszystkich urzędników, sędziów, poborców podatkowych i policjantów, przysłanych przez rząd z Kinszasy. Śmierć przywódcy separatystów nasiliła tylko walki, w których od tego czasu zginęło kilkaset osób, a dziesiątki tysięcy straciło dach nad głową.

Rozruchy w Kasai nabrały dodatkowego, politycznego znaczenia, gdy na początku lutego umarł przywódca kongijskiej opozycji Etienne Tshisekedi, którego ród wywodzi się właśnie z Kasai.

Zgodnie z noworocznym, wynegocjowanym przez kongijskich biskupów porozumieniem politycznym opozycja zgodziła się, by prezydent Kabila, którego druga i ostatnia kadencja upłynęła w grudniu, rządził jeszcze przez rok pod warunkiem, że podzieli się władzą z rządem, którego premierem będzie przedstawiciel opozycji. Stanowisko to miał zająć właśnie Tshisekedi. Po jego śmierci, licząc, że kłótnie o przywództwo obozu opozycji rozbiją jej jedność, przedstawiciele Kabili zaczęli sabotować rozmowy w sprawie powołania rządu tymczasowego.

W odpowiedzi partia Tshisekediego Unia na rzecz Demokracji i Postępu Społecznego zapowiedziała, że nie sprowadzi do kraju ciała zmarłego przywódcy i nie pozwoli na jego pogrzeb w Kinszasie do czasu aż Kabila powoła nowy gabinet (na stanowisko premiera opozycja chce wyznaczyć syna Tshisekediego, Felixa), pochowa Tshisekediego z państwowymi honorami, zapłaci za pogrzeb i wybuduje mu w stolicy specjalne mauzoleum. Kabila godzi się zapłacić za pochówek, ale nie zgadza się, żeby jeszcze przed pogrzebem powoływać nowy rząd.

Ministerialnych stanowisk w rządzie tymczasowym domagają się także przywódcy zbrojnej sekty Bundu dia Kongo, stawiającego sobie za cel wskrzeszenie dawnego królestwa Konga, które istniało przez wieki (XIV-XIX w.) w dorzeczu dolnego biegu rzeki Kongo, w miejscu, gdzie wpada ona do Atlantyku. W tym tygodniu kongijska policja urządziła w Kinszasie obławę na przywódcę sekty Ne Mwandę Nsemiego, będącego jednocześnie posłem w kongijskim parlamencie. Nsemi, uważany przez swoich zwolenników za proroka, umknął obławie, ale w strzelaninie z policjantami zginęło co najmniej sześciu jego bojowników. Około dziesięciu zostało rannych, a ponad 20 aresztowanych.

Ne Mwanda Nsemi założył sektę Bundu dia Kongo już w połowie lat 80., ale dopiero w ostatnich latach zaczęła ona sięgać po przemoc. W latach 2007-2008 tłumiąc wystąpienia bojowników Bundi dia Kongo rządowe wojsko i policja zabiły prawie pół tysiąca ludzi. Do niedawna walki ograniczały się do prowincji Bas-Congo, kilkaset kilometrów od Kinszasy. W ostatnich tygodniach zwolennicy restauracji królestwa Konga uaktywnili się również w Kinszasie i coraz częściej dochodzi tam do starć między nimi i policją.

O ile na zachodzie Konga do rozruchów i zbrojnych buntów dochodzi jedynie z rzadka i nigdy dotąd nie zagrażały one bezpieczeństwu kongijskiego państwa, każda niemal rebelia na wschodzie grozi wybuchem nowej wojny domowej. W latach 60. na wschodzie kraju schronili się zwolennicy obalonego przy wsparciu Zachodu lewicowego pierwszego premiera Konga Patrice’a Lumumby (1960-61). W 1996 r. na wschodzie Konga wybuchło powstanie Laurenta-Desire Kabili, który przy pomocy Rwandy i Ugandy w 1997 r. wygrał wojnę domową, zajął Kinszasę i obalił dyktatora Mobutu Sese Seko (1965-97). Rok później Rwanda i Uganda wsparły na wschodzie kraju nową rebelię, wymierzoną przeciwko ich dawnemu protegowanemu, Kabili. Rebelia przerodziła się w wojnę domową, która stała się największą (wzięło w niej udział co najmniej pół tuzina afrykańskich państw) i najkrwawszą (pochłonęła ok. 5 mln ofiar) wojną współczesnej Afryki.

Ostatnią rebelię, która groziła wybuchem nowej wojny domowej, podnieśli na wschodzie Konga w 2012 r. zbuntowani żołnierze Tutsi z kongijskiego wojska. Podczas wojny domowej (1998-2002) walczyli w antyrządowej partyzantce, a do wojska zostali włączeni w ramach porozumienia pokojowego podpisanego przez Josepha Kabilę, który w 2001 r. zastąpił zamordowanego w zamachu ojca. W 2012 r. Tutsi, znów przy wsparciu Rwandy i Ugandy, podnieśli nowy bunt przeciwko Kabili, twierdząc, że łamie on postanowienia umowy rozejmowej. W 2013 r. buntownicy zostali rozgromieni przez kongijskie wojsko rządowe i „błękitne hełmy” z ONZ (ONZ utrzymuje w Kongu ok. 20 tys. wojsk pokojowych) i wycofali się do Rwandy i Ugandy. W styczniu podjęli próbę powrotu do kraju i wzniecenia nowej rebelii. Oddział składający się ok. 200-300 partyzantów, dowodzonych przez komendanta Sultaniego Makengę, pojawił się w parku narodowym Virunga po kongijskiej stronie granicy. Na alarm podniesiony przez Kinszasę rebelianci wycofali się do Ugandy, ale jeśli kryzys polityczny w Kongu będzie się przeciągał, buntownicy mogą podnieść na wschodzie nową rebelię, która łatwo może przerodzić się w wojnę domową.

Oceń ten artykuł


źródło: PAP

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.