Nie raz w ewangeliach ukazuje się Jezusa i uczniów, kiedy wsiadają do łodzi. Warto zauważyć, że nie jest to okręt wojenny, ale otwarta łódź. Symbolizuje ona Kościół. Jezus powie do nich, że „odtąd ludzi będą łowić”. I wypływają na głębię, która w Biblii oznacza siedlisko ciemnych mocy. Uczeń Chrystusa ma więc wydobywać człowieka z otchłani. A łódź – Kościół, jest bezpieczna nie z powodu naszych umocnień, ale z powodu obecności Pana.

Chrystus przyszedł na świat do grzeszników. Mówił o tym w przypowieściach, wchodził w ich życie, pozwalał im wejść w Jego życie i za nich je oddał. Spotyka ludzi połamanych przez grzech, nie stawiając wstępnych warunków. Ale to przebywanie z Nim okazuje się przemieniające. Ono wyrywa z ciemności. Jego otwartość otwiera ludzkie serca.

Jako Kościół jesteśmy Ciałem Chrystusa. Dlatego każdy, kto zbliża się do Kościoła, ma prawo spodziewać się i oczekiwać, że zobaczy w nim odbite Oblicze Pana. Że zobaczy Wspólnotę, która – na wzór Chrystusa – wychodzi na spotkanie człowiekowi, ponieważ „katolicki” oznacza powszechny, czyli skierowany do każdego człowieka. Dlatego Kościół katolicki, jeśli nie byłby otwarty to przeczyłby sam sobie. Ale nierzadko brakuje takiej postawy. To rodzi rozczarowanie. Co z kolei często wyraża się w krytyce, trzeba przyznać, że nie zupełnie bezzasadnej.

Kościół musi pamiętać, że chociaż jest wspólnotą grzeszników, którym przebaczono, to nie stał się przez to bezgrzeszny. Aby być wiarygodnym, musi nieustannie pamiętać o swoim grzechu i o Bożym Miłosierdziu, o swojej ludzkiej małości i świętości Boga. O tym, że jest posłany, by iść do grzeszników i ich przyjmować. Walka z grzechem nie polega przecież na wykluczaniu człowieka. Jeśli Kościół z otwartością przyjmie tych grzeszników, którzy jeszcze są „poza” Kościołem, to stanie się też czytelne, dlaczego znosi słabość swoich członków, wciąż z nadzieją podejmując próby nawrócenia.

Otwartość nie oznacza oczywiście, że Kościół nie stawia żadnych wymagań albo że prawdy wiary można przyjmować w dowolny sposób. Kościół jest jednoznaczny w dogmatach i wielu wymaganiach. Ale nie oznacza to, że odpowiedział, czy nawet chce odpowiadać na wszelkie pytania czy trudności, odbierając tym samym obszar osobistej odpowiedzialności w sumieniu, którą niejednokrotnie człowiek musi podjąć. Otwartość Kościoła opiera się raczej na ewangelicznym przekonaniu, że żadnego człowieka nie można przekreślić, bo każdy człowiek jest zdolny odpowiedzieć Bogu. Wszyscy są do tego zaproszeni. I tacy, którzy jeszcze Boga nie poznali i tacy, którzy Go poznali, ale odrzucili i tacy, którzy zafascynowani Chrystusem trwają wiernie przy Nim.

Kościół jest rzeczywistością, w której niekiedy stawiamy ludzi poza Wspólnotą, a oni w niej są. I odwrotnie, są tacy, którzy myślą o sobie, że są w Kościele, a w praktyce znajdują się poza nim. Tak naprawdę jednak najważniejsze jest pytanie o Chrystusa. To On wydobywa z otchłani. To On pokazuje, jak wyciągać z ciemności. To On sprawia, że łódź nie tonie.

Czy Kościół może być zamknięty?
6 (100%) 1 ocen.


źródło: Justyna Nowicka

Tagi

Kościół

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze