Szósta prawda naszej wiary to fakt, że łaska Boża jest do zbawienia niezbędna. To oczywiste, jednak nasze zbawienie zależy nie tylko od Bożej łaski, ale również od naszej postawy względem Boga.

Dzisiaj w zgromadzeniach Księży Misjonarzy i Sióstr Miłosierdzia wspomina się męczennika, który zginął na misji w Chinach: świętego Jana Gabriela Perboyre’a. Powiedział on:  

Jeżeli chcemy osiągnąć zbawienie, musimy kształtować nasze życie na wzór Jezusa Chrystusa. Nie wystarczy odzwierciedlić w sobie jeden czy drugi szczegół boskiego wzoru. Musimy całkowicie przylgnąć do Niego i sprawić, żeby to On żył w nas, a my w Nim. Jego cnoty muszą się stać naszymi cnotami. 

Musimy więc wypełnić słowa zawarte w jednej z czterech ewangelii: 

Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje (Łk 9, 23) 

To wiedza, którą już mamy – każdy z nas zna słowa św. Łukasza. Wiemy, że Chrystus nie tylko wziął swój krzyż, ale pozwolił się do niego przybić. To właśnie nasza droga naśladowania, o której pisał Jan Perboyre. O sensie krzyża i jego głębokim znaczeniu pisało wielu świętych, między innymi św. Faustyna, która doświadczyła wielu wewnętrznych walk.

Faustyna (Helena) Kowalska z roku około 1923

Jej słowa niejako potwierdzają fakt, że sama łaska Boga nie wystarczy, ale nasze starania o zbawienie musi dopełniać niesienie swojego osobistego krzyża, a tym samym podejmowanie wielu wewnętrznych zmagań.  

Jezu mój, pomimo Twych łask jednak czuję i widzę całą nędzę swoją. Zaczynam dzień walką i kończę go walką, zaledwie się uprzątnę z jedną trudnością, to na jej miejsce powstaje dziesięć do zwalczenia, ale nie martwię się tym, bo wiem dobrze, że to jest czas walki, a nie pokoju. O Jezu mój, jak bardzo jestem skłonna do złego i to mnie zmusza do ustawicznego czuwania nad sobą, ale nie zrażam się niczym, ufam łasce Bożej, która w największej nędzy obfituje (Dz 606). 

Z pewnością wielu z nas doświadczyło zmagań, o których pisze Faustyna. Ten fragment i wiele innych można streścić w określeniu, że paradoksalnie bez krzyża nie moglibyśmy zostać zbawieni. Dlaczego? 

Po pierwsze dlatego, że nie ma ludzi bez krzyża. Każdy z nas ma swoje problemy, sprawy, od których chce uciec, słabości czy trudności. Po drugie krzyż jest miejscem, w którym możemy doświadczać uzdrowienia i Bożej pomocy. Po trzecie niesienie swojego krzyża, a więc akceptowanie swojego osobistego cierpienia pomaga nam stanąć w prawdzie przed sobą samym. Stawanie w prawdzie przed sobą samym nie jest łatwe, ale uzdalnia nas do prawdziwej postawy wobec Boga, to znaczy w pokorze i szczerości. Cytowana wyżej św. Faustyna wiele razy zresztą podkreślała znaczenie cierpienia:  

Prawdziwą miłość mierzy się termometrem cierpień (Dz 342). 

W jednej z najbardziej znanej z mistycznych wizji obie te dwie sfery (a więc cierpienie i uniesienia miłosne) łączyła również święta Teresa z Ávili: 

Zobaczyłam w jego ręce długą złotą dzidę, zaś jej koniec pokryty żelazem rozżarzony był do czerwoności. Wydawało mi się, że wkuwał ją co pewien czas w moje serce i że przebijał moje wnętrzności. Gdy poruszał swą dzidą, wydawało mi się, że porusza i moimi wnętrznościami. Pozostawił mnie całą płonącą wielką miłością do Boga. Ból był tak wielki, że aż zaczęłam jęczeć, a słodkość płynąca z jego nadmiaru była tak zaskakującą, że nie chciałam być go pozbawiona. 

Ekstaza świętej Teresy / Giovanni Lorenzo Bernini

Gdy jakiś czas temu uzmysłowiłam sobie te rzeczy, zrozumiałam wreszcie sens słów znanej wszystkim pieśni: „W krzyżu miłości nauka”…

Fot. Josh Applegate on Unsplash

Krzyż jest do zbawienia koniecznie potrzebny 
6 (100%) 3 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze