„Za każdym razem, kiedy dzięki twojej modlitwie i ofierze jakaś dusza może opuścić czyściec, sprawiasz mi tak wielką radość, jakbyś mnie samego wyrwała cierpieniu” – powiedział Jezus do św. Gertrudy Wielkiej.  

Pomoc duszom cierpiącym w czyśćcu jest bardzo ważnym elementem miłości bliźniego. Jako Kościół jesteśmy wspólnotą ludzi wierzących: zarówno tych żyjących, jak i umarłych. Maria Simma to kolejna mistyczka, która nam o tym przypomina. Wizję czyśćca miało wielu mistyków, w tym także polska święta, siostra Faustyna Kowalska, a także św. Brygida oraz Wanda Malczewska, której proces beatyfikacyjny ruszył w 2006 r. Maria doświadczyła jednak szczególnych spotkań z duszami czyśćcowymi – często  pośredniczyła, poprzez modlitwę i ofiary, w zadośćuczynieniu ich win. 

Rozeznawanie powołania 

– Już w dzieciństwie miałam przeczucie, że Pan Bóg wymaga ode mnie szczególnej ofiary. Będąc w wieku szkolnym, pragnęłam dowiedzieć się, co to ma być za ofiara – pisze Maria Simma w swojej książeczce „Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi”. Poszukując swojej życiowej drogi, w wieku 17 lat wstąpiła do klasztoru Serca Jezusowego. Niestety musiała opuścić zgromadzenie ze względu na bardzo słabe zdrowie, które okazało się przeszkodą we wstąpieniu do jakiegokolwiek zakonu. Mając poczucie szczególnego powołania, Maria nie potrafiła go jednak w żaden sposób rozpoznać i skonkretyzować. Niepowodzenia w życiu zakonnym zasiały w jej sercu rozpacz – chciała realizować wolę Bożą, lecz nie potrafiła znaleźć na to odpowiedniego sposobu. Przełomowy okazał się rok 1940, kiedy odwiedziła ją pierwsza dusza czyśćcowa. – Zobaczyłam obcego mężczyznę, który się powoli przechadzał. Ostro krzyknęłam do niego: „Jak tu wszedłeś, czego tu szukasz?”. Mężczyzna zachowywał się, jakby nic nie słyszał, i nie przestał się poruszać. „Kto ty jesteś?”, zapytałam, a kiedy znów mi nie odpowiedział, wyskoczyłam z łóżka i chciałam go złapać, ale moje ręce trafiły w próżnię, nic tam nie było. (…) Po Mszy świętej poszłam do mojego duszpasterza i wszystko mu opowiedziałam. „Jeśli coś takiego znów się zdarzy – pouczył mnie krótko – to nie pytaj: Kto ty jesteś?, tylko: Czego ode mnie chcesz?”. Następnej nocy przyszedł ponownie, był to ten sam mężczyzna, co poprzednio. Zapytałam go:, „Czego chcesz ode mnie?”. Tym razem odpowiedział: „Zamów za mnie trzy Msze święte, a będę wybawiony”. Domyśliłam się, że musiała to być dusza pokutująca; zgłosiłam to mojemu spowiednikowi, który to potwierdził – relacjonuje Maria Simma. 

Sprawa nabrała rozgłosu 

Mistyczka pomagała przychodzącym do niej duszom nie tylko poprzez modlitwę. Niektóre dusze prosiły wprost o przyjęcie krótkiego cierpienia, które ujmowało im czasem nawet kilkadziesiąt lat czyśćca. Maria zawsze je przyjmowała, bo tak polecił jej proboszcz, a zarazem kierownik duchowy, ks. Alfons Matt. Przez trzynaście lat od pierwszego objawienia dusze nie pojawiały się zbyt często – dwie lub trzy w ciągu roku. Kiedy jednak przyszedł rok 1954 (był to Rok Maryjny) dusze pojawiały się w domu Marii co noc. Często mówiły kim są, gdzie i kiedy zmarły. Prosiły Marię, aby przekazywała różne prośby ich bliskim. W ten sposób sprawa nabrała rozgłosu i stała się publiczną. Dzięki jej pośrednictwu rodziny zmarłych mogły naprawiać bardzo konkretne sprawy swoich przodków, które blokowały im drogę do nieba, jak choćby wynagrodzenie wyrządzonych krzywd. Nierzadko informacje przekazywane przez Marię Simmę dotykały bardzo delikatnych spraw, a nawet rodzinnych tajemnic. Tak szczegółowa wiedza mistyczki tylko potwierdzała jej wiarygodność w oczach ludzi, z którymi miała do czynienia. 

Dojrzewać do miłości w niebie 

Najciężej karane są grzechy przeciwko miłości: brak przebaczenia, oszczerstwa, zniesławienie, zawziętość, kłótnie wynikające z chciwości i zazdrości. Simma przytacza w swojej książeczce przykład pewnej kobiety. Przez dziesiątki lat żyła we wrogości z inną kobietą. Ciągle odrzucała próby pojednania i w takim stanie umarła. Przez to spotkał ją „najcięższy czyściec jaki istnieje”. Dlatego tak ważne jest, aby po każdej sprzeczce potrafić sobie wzajemnie przebaczyć i żyć w przyjaźni. Odmian czyśćca jest natomiast tyle ile jest dusz. Każda cierpi na swój własny sposób. Zazwyczaj jest to uzależnione od rodzaju winy. Maria dowiedziała się od dusz, że cierpienia, których doświadczają są bardzo trudne do zniesienia, ale perspektywa zbawienia (którego mogą być już pewni) dodaje im nadziei tak silnej, że za nic nie chciałyby już wracać do życia doczesnego. Czyściec jest miejscem, które dusze zmarłych najczęściej same dla siebie wybierają. Widzą bowiem, że nie są jeszcze gotowe w pełni obcować z Bogiem – chcą więc oczyszczenia, które pozwala im dojrzewać do pełnej miłości. – Czy możemy wyobrazić sobie dziewczynę, która chciałaby wystąpić na swoim pierwszym balu w brudnej sukience i z rozczochranymi włosami? – pyta retorycznie Maria Simma. – Pan Bóg objawił się w takiej promiennej, oślepiającej piękności i czystości, że żadna siła nie skłoniłaby takiej duszy do tego, by przystąpiła przed oblicze Boga z najmniejszą choćby skazą – przekonuje. 

Tragedia? Niekoniecznie 

Opisywana przez Marię historia z 1954 roku to potwierdzenie tego, że rzeczy nie zawsze są takie, jakimi my je widzimy. Boża perspektywa może radykalnie różnić się od naszej.  Pewien dwudziestoletni chłopak usłyszał w nocy wołane o ratunek – okazało się, że w górach schodzi lawina. Natychmiast ruszył z pomocą, mimo że matka próbowała go powstrzymać, widząc w tym oczywiste niebezpieczeństwo. Pobiegł w kierunku wołających o pomoc, ale niestety sam stracił życie. – Już następnej nocy przyszedł do mnie i prosił, aby odprawiono za niego trzy Msze święte. Jego bliscy dziwili się, że miałby tak szybko zostać wybawiony, ponieważ za życia nie był zbyt religijny.  Jednak chłopak ten wyjawił mi, że ponieważ zginął w służbie bliźnich, Pan Bóg był dla niego tak łaskawy. Nie mógłby mieć szczęśliwszej śmierci – napisała Maria. To paradoksalne. Wydawałoby się, że ten nieszczęśliwy wypadek, to największa tragedia, jaka mogła spotkać tego młodego człowieka. Tymczasem okazuje się, że patrząc przez pryzmat wieczności i zbawienia, była to szczęśliwa i dobra śmierć. Tylko Bóg wie, co jest dla nas dobre. Musimy Mu zaufać nawet, a może przede wszystkim, właśnie w takich sprawach. – Dopiero w wieczności zrozumiemy, jak dobre zamiary miał wobec nas Pan Bóg. 

Książeczka 

Maria Simma zmarła w 2004 r. Wszystkim chcącym dowiedzieć się więcej o duszach czyśćcowych zostawiła w spadku książeczkę, która jest relacją z tych szczególnych spotkań. Może nas nauczyć nie tylko tego, jak powinniśmy pomagać tym duszom, ale także tego, jak sami powinniśmy kierować swoim życiem, by uniknąć długich lat bolesnego oczyszczenia. „Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi” pomagają też lepiej zrozumieć logikę Bożego Miłosierdzia – przytaczane przez mistyczkę historie poszczególnych dusz bardzo często dają do myślenia i pokazują jak nieoczekiwane, tajemnicze są Boże postanowienia. 
_____

Maria Simma doświadczyła szczególnych spotkań z duszami czyśćcowymi – często  pośredniczyła, poprzez modlitwę i ofiary, w zadośćuczynieniu ich win. 

 

Maria Simma i dusze czyśćcowe
5.49 (91.44%) 37 ocen.


źródło: Michał Jóźwiak

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze