– Bóg na polskich sztandarach to nie tylko sentymentalny odruch – powiedział Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Hasłem tegorocznego przemarszu, są słowa wypowiedziane przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, który podczas wizyty w Polsce mówił o niezłomności Polaków podczas walki z okupantem.  

Gdy tylko hasło to zostało ogłoszone, w sieci rozgorzała prawdziwa wojna. Co jednak ciekawe, nie tylko, jak można się było tego spodziewać, pomiędzy lewą a prawą stroną Internetu. 

Zaczęto również kpić z samej idei hasła: 

Bóg i polityka 

W całym tym sporze, który dopiero się rozpoczął, a pewnie ciągnąć się będzie jeszcze jakiś czas po przemarszu, chodzi o jedną rzecz, która różnie nazywana jest przez dyskutantów. Otóż czy można mieszać Boga do polityki? Oddajmy jednak na chwilę głos samym organizatorom i pomysłodawcom. 

W czasie upadku obyczajów, w czasie dyktatury poprawności politycznej, w czasie bezpardonowej walki z Bogiem, w czasie utopii ogarniającej całą Europę – My Polacy chcemy odwołać się do wartości, które są fundamentem naszej tożsamości, naszego narodu, rdzeniem Europy i rdzeniem będącej w dalekiej destrukcji cywilizacji łacińskiej. Dzisiaj chcemy iść jak nasi przodkowie pod Wiedniem, jak w walce z nawałą bolszewicką w 1920 roku – chcemy iść pod sztandarami Boga! – powiedział Robert Bąkiewicz, przedstawiciel Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. 

Trudno nie zgodzić się z takim stanowiskiem. Mało kogo trzeba przekonywać o tym, że Europa dzisiaj zapomina o swoich chrześcijańskich korzeniach. Przykładów mamy dostatecznie wiele. Jednak jest jeszcze druga strona dyskusji nad takową ideą świętowania Dnia Niepodległości.  

Takie przekonanie wyraża wiele internautów, nierzadko wierzących katolików. W moim odczuciu boją się oni, że Marsz Niepodległości, mając zarówno zwolenników, jak i przeciwników, będzie miał na ustach wartości chrześcijańskie, które z jednej strony stanowią podstawę idei narodowych, z drugiej same w sobie są ponadnarodowe. Inaczej mówiąc, ludzie ci wyrażają obawę o swoiste „zawłaszczenie” wiary w Boga na sztandarach narodowych, jak opisał to sam Bąkiewicz.  

Zdrowe podejście 

Czy mamy teraz wymagać, aby całe to wydarzenie stało się świeckie z obawy przed urażeniem kogoś? Myślę, że klarowny pogląd na tego typu dyskusję wyraża Benedykt XVI, mówiąc tak: 

Boga nie można po prostu ograniczyć do sfery ludzkiej prywatności, ale również w życiu publicznym musi być On uważany za wartość najwyższą. Chciałbym jednak bardzo stanowczo podkreślić, że w żadnej mierze nie wyklucza to tolerancji i przestrzeni dla ateistów, i że nie może mieć nic wspólnego z przymusem wierzenia. Sprawy winny przybrać jedynie – i to pod pewnymi względami – odwrotny porządek niż to obecnie zaczyna mieć miejsce, kiedy to ateizm zaczyna urastać do rangi fundamentalnego dogmatu publicznego, a wiara jest tolerowana jako prywatny pogląd; tym samym – i ostatecznie – nie będąc w swej istocie tolerowana. 

Powracając więc do myśli przewodniej, a więc wypowiedzi pana Bąkiewicza: idea jest dobra. Nie przeszkadzałoby mi nawet to, gdyby miała się stać – jak powiedziała to wcześniej cytowana internautka – „pielgrzymką”. Byleby wiara katolicka nie stała się „argumentem” służącym do znieważania czy dyskryminacji kogokolwiek ale przy okazji świętowania wolności – publicznym wyrażeniem wiary, przez nas, Polaków.  

Fot. kierunki.info.pl

Marsz Niepodległości: my chcemy Boga
6 (100%) 10 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze