O życiu chrześcijan i pracy sióstr elżbietanek w Ziemi Świętej z siostrą Szczepaną Hrehorowicz CSSE rozmawia Joanna Mazur.

Joanna Mazur: Słowo „pokój” coraz rzadziej kojarzy się nam z regionem Bliskiego Wschodu. Co dla Siostry oznacza to słowo?

Elżbieta Hrehorowicz CSSE: Dla mnie jest jednoznaczne. Jeśli ma się pokój w sercu, to można budować pokój wszędzie tam, gdzie jesteśmy, żyjemy i pracujemy. Nie jest to łatwe zadanie w tym kraju, gdyż nieustannie dzieje się coś, co nie sprzyja pokojowi. Różnorodność narodowościowa i religijna, walka o byt, a czasami walka o przetrwanie wyzwalają w ludziach nienawiść. W Palestynie jest to najbardziej widoczne, gdyż wielu ludzi, zwłaszcza chrześcijan, nie ma pracy, a w związku z tym często brak im podstawowych środków do życia. Trudno w takiej sytuacji mówić o pokoju, gdy z powodu wysokiego muru otaczającego Palestynę cierpi bardzo wielu ludzi.

Z czego wynikają trudności w zdobyciu pracy w Betlejem?

Jest to miasto, w którym nie ma żadnych fabryk i większych zakładów pracy. Są oczywiście sklepy, hotele, apteki i kilka koniecznych urzędów. Mieszkańcy utrzymują się głównie dzięki pielgrzymom i turystom.

Jak wygląda codzienne życie w tym mieście? Czy czuje się atmosferę zagrożenia?

Palestyna jest otoczona wokół wysokim murem, więc atmosfera nie jest dobra. Przejście do Izraela, gdzie wielu Palestyńczyków kiedyś miało pracę, jest strzeżone przez wojsko izraelskie i aby przejść, trzeba mieć specjalne pozwolenie. Nie jest łatwo je otrzymać. Wielu Palestyńczyków przez kilkanaście lat nie było w Jerozolimie. Osobiście czuję tutaj ogromną życzliwość ze strony wszystkich mieszkańców miasta – zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów. Jesteśmy tutaj bardzo cenione i kochane przez ludność.

Fot. s. Szczepana Hrehorowicz

Fot. s. Szczepana Hrehorowicz

Jaka jest według Siostry rola chrześcijan w tym regionie: czy mają po prostu być wśród wyznawców innych religii czy aktywnie ich ewangelizować?

Ewangelizacja jest tutaj zabroniona. My również, pomagając rodzinom muzułmańskim, nie kierujemy się chęcią pozyskania ich dla naszej religii, lecz traktujemy ich jako potrzebujących i w ten sposób oni nabierają do nas szacunku. Bolączką chrześcijaństwa w Betlejem jest jego różnorodność, brakuje jedności pomiędzy wyznaniami. Katolicy są tutaj mniejszością.

Czym jest Dom Pokoju na Górze Oliwnej w Jerozolimie?

Siostry elżbietanki pracują w Izraelu, a dokładnie w Jerozolimie, od 1931 r. Wówczas powstał tzw. Stary Dom Polski, który służy głównie pielgrzymom z Polski, ale również tutejszej ludności poprzez pomoc medyczną i charytatywną. W 1941 r. powstał drugi dom dla pielgrzymów pod nazwą Nowy Dom Polski. W 1967 r., po wojnie izraelsko-arabskiej, powstał Dom Pokoju na Górze Oliwnej. Siostry elżbietanki opiekują się w nim dziećmi, które z różnych powodów nie mogą przebywać w swoich rodzinach. Początkowo były to sieroty, a obecnie dzieci z trudnych środowisk, potrzebujące pomocy sióstr. Trudna sytuacja w Palestynie zmobilizowała siostry elżbietanki do budowy kolejnego sierocińca. To Dom Pokoju w Betlejem, który został erygowany w czerwcu 2010 r. Przebywa w nim 25 dzieci z Betlejem i okolic. Są to sieroty, dzieci z rozbitych, trudnych i ubogich rodzin.

Dzieci w mundurkach szkolnych, fot. s. Szczepana Hrehorowicz

Dzieci w mundurkach szkolnych, fot. s. Szczepana Hrehorowicz

Bardzo niekorzystne jest to, że nie ma tu obowiązku szkolnego. Wiele dzieci nie ma szans, aby się uczyć i pojawia się problem analfabetyzmu. Niektóre dzieci żebrzą na ulicach i sprzedają drobne, czasem skradzione rzeczy, by zarobić na chleb. Dom Pokoju w Betlejem stara się zapobiegać takim sytuacjom, jednocześnie dając tym dzieciom  możliwość edukacji i rozwoju ich zdolności. Dzieci uczęszczają do najlepszych szkół katolickich, by oprócz wykształcenia miały również katolickie wychowanie. Owocuje to z pewnością nie tylko w życiu ich samych, ale także ich rodzin. Ważne jest też to, że dzieci i ich najbliżsi przeżywają wspólnie w naszym domu święta i uroczystości, co bardzo umacnia ich wiarę i jedność z Kościołem.

Jak to się stało, że znalazła się siostra właśnie w Betlejem? Czy było to Siostry marzenie czy raczej zaskoczenie?

Jeśli chodzi o moje powołanie misyjne, to jestem tutaj z posłuszeństwa, lecz bardzo kocham moją pracę – widzę jej sens. Przez 14 lat pracowałam w sierocińcu w Jerozolimie, a w Betlejem jestem trzeci rok. To bardzo wdzięczna praca, dająca ogromną radość. Oprócz opieki nad dziećmi w sierocińcu, wspieramy rodziny ubogie i zaniedbane materialnie i duchowo. Wielu potrzebujących przychodzi do nas po pomoc, ale również na miarę naszych możliwości, staramy się same docierać do ubogich. Nasz dom jest otwarty również dla pielgrzymów odwiedzających Ziemie Świętą. Wiele grup z Polski uczestniczy we Mszy św. w naszej kaplicy lub przychodzi, by spotkać się z nami i porozmawiać o naszej służbie.

Fot. s. Szczepana Hrehorowicz

Fot. s. Szczepana Hrehorowicz

Pielgrzymi wspierają nas modlitwą, dobrym słowem, ale również materialnie, co jest dla nas ogromnie cenne.

Czy tęskni Siostra za Polską?

Za Polską na szczęście nie muszę tęsknić, właśnie dzięki polskim grupom, które nie pozwalają nam zapomnieć o naszym kraju.

Dziękuję za rozmowę.

 

Galeria (16 zdjęć)
Betlejem: siostry za murem
3 (50%) 3 ocen.


Tagi

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze