Parafia pw. św. Jana Bosko w Tokio-Chōfu, części 35-milionowej tokijskiej aglomeracji z około 300 tys. mieszkańców. Miasto-sypialnia dla zamożnej japońskiej klasy średniej, w większości z domami jednorodzinnymi.

Należy do niej 1,5 tys. wiernych. Jak na warunki japońskie to duża parafia z około 30 proc. osób praktykujących. Oczywiście na Boże Narodzenie i Wielkanoc przychodzą prawie wszyscy. Proboszczem jest ks. Piotr Solich, salezjanin od 30 lat pracujący w Japonii.

Ks. Piotr praktycznie sam prowadzi parafię. Teraz działa przy niej szkółka niedzielna. Wcześniej było salezjańskie oratorium, klub piłkarski i bejsbola. Na terenie parafii znajduje się też salezjańskie seminarium duchowne, którego klerycy na co dzień studiują na jezuickim Uniwersytecie Sophia w Tokio. Duszpasterstwo dzieci i młodzieży prowadzą księża z seminarium i klerycy.

Fot. misjesalezjanie.pl

Ks. Piotr pochodzi z Pogrzebienia między Raciborzem a Rybnikiem w archidiecezji katowickiej. Parafię prowadzili salezjanie i w ten sposób trafił do tego zakonu. Nowicjat ukończył w 1979 r., święcenia przyjął 1986 r. w Krakowie. Brat jego babki ks. Nikodem Pisarski w 1937 r. wraz z ks. Michałem Moskwą przyjechał do Japonii jako kleryk i tam spędził całe życie. Zmarł w 2013 r. w wieku 94 lat. „Jak przyjeżdżał do Polski to zatrzymywał się u mojej rodziny. Pod jego wpływem zafascynowałem się Japonią. Dlatego w dwa lata po święceniach, w 1988 r., wyjechałem do Japonii. 10 lat pracował w Tokio w trzech miejscach, potem 18 lat na wyspie Kiusiu, m.in. 14 lat w Beppu i potem w Miyazaki.

W ubiegłym roku obecny kościół świętował swoje półwiecze. Został wybudowany z okazji 50-lecia święceń kapłańskich ks. Wincentego Cimattiego, który jako pierwszy w 1925 r. przybył z grupą salezjanów do Japonii. Ten słynny w całej Japonii zakonnik urodził się 15 lipca 1879 r. w Faenzie we Włoszech. W 17. roku życia został salezjaninem. Później trafił do Turynu-Valsalice, gdzie kontynuował edukację i zdobywał kolejne tytuły naukowe: dyplom konserwatorium muzycznego w Parmie na kierunku kompozycji, doktorat z agronomii, z filozofii i pedagogiki na Królewskim Uniwersytecie w Turynie.

W wieku 24 lat przyjął święcenia kapłańskie. Przez 20 lat był nauczycielem i kompozytorem w szkole w Valsalice, został jej dyrektorem. Pokolenia kleryków nazywały go „mistrzem”. W 46. roku życia został wraz z grupą zakonników wysłany do Japonii, aby założyć salezjańską misję. Przepracował tam 40 lat. Podbił serca Japończyków swoją dobrocią, angażując się duszpastersko także poprzez liczne publikacje i muzykę. Dał w sumie ok. 2 tys. koncertów w Japonii, Mandżurii, Korei Północnej i Południowej. Ks. Cimatti był niezwykle płodnym kompozytorem. Zostawił po sobie około 950 kompozycji, wśród nich 18 mszy śpiewanych, trzyaktową operę w języku japońskim pt. „Łaska” i 48 operetek. Są wśród nich także inne utwory w języku japońskim i oparte na japońskich tradycjach muzycznych.

Wiele podróżował, dodając nieustannie odwagi pierwszym salezjanom w Japonii, otwierając przede wszystkim domy dla osieroconych chłopców. Po II wojnie światowej założył w Tokio „miasto chłopców. W salezjańskich szkołach podstawowych, średnich i zawodowych uczyło się wówczas 260 sierot. Od 1952 r. przez dziesięć lat był dyrektorem wydziału filozofii i teologii w seminarium w Chōfu. Tam też zmarł 6 października 1965 r. Jego zachowane całkowicie nienaruszone ciało zostało ekshumowane w 1977 r. i spoczywa w krypcie kościoła seminaryjnego. Obecnie spuścizną po słudze Bożym ks. Cimattim opiekuje się 88-letni ks. Kajetano Compri.

Na terenie parafii znajduje się też grób innego znanego misjonarza, o. Giuseppe Chiary, który poszukiwał zaginionego portugalskiego jezuity Cristóvão Ferreiry, ważnej postaci w dziejach chrystianizacji Japonii w XVII w. O. Chiara, włoski jezuita, który wylądował na wyspie Oshima i został aresztowany w Chikūshu w roku 1643 po torturach wyrzekł się wiary i został buddystą. Mieszkał do śmierci w 1685 r. w Edō (obecnie Tokio) i został pochowany na buddyjskim cmentarzu. Po kilkuset latach jeden z salezjanów odnalazł jego grób i sprowadził do Chōfu. O. Chiara stał się prototypem ks. Sebastião Rodriguesa w słynnej powieści „Milczenie” japońskiego pisarza Shūsaku Endō (sflimowanej w 2016 przez Martina Scorsese).

Japońskie parafie całkowicie utrzymywane są przez wiernych. Zwyczajowo każdy z dorosłych pracujących przeznacza na jej utrzymanie 5 proc. ze swoich dochodów. Dlatego nie wielkie datki wpływają na niedzielną tacę. Stosunkowo rzadko zamawiane są intencje mszalne. Niewiele jest też ślubów i pogrzebów.

Mimo, że w 75 proc. Japończycy są religijnie obojętni, to ich stosunek do religii często się zmienia. Ks. Piotr przypomina czas gdy doszło do terrorystycznego ataku sarinem przeprowadzonego przez sektę „Najwyższej prawdy” w tokijskim metrze w 1995 r., w wyniku którego zginęło 12 osób, a ponad 5 tys. zostało rannych. „Wtedy, gdy się powiedziało publicznie coś o religii, albo użyło słowo „shinja” („wierzący”), wiele osób reagowała bardzo krytycznie. Słowo „shinja” stało się nawet przekleństwem” – wspomina.


Z kolei pewnego rodzaju przełomem wśród współczesnych Japończyków w stosunku do religii było trzęsienie ziemi w Fukuszimie w 2015 r. „Rozmiar tragedii zmusił ludzi do innego spojrzenia na życie i jego sens. Do tego czasu liczył się wyłącznie sukces i pieniądze. Po kataklizmie Japończykom w zawalił się skrzętnie budowany system bezpieczeństwa uważany za doskonały. To w dużym stopniu zmieniło mentalność przeciętnego Japończyka” – mówi o. Piotr.

Zwraca uwagę, że w Japonii nie ma jakichś niesnasek religijnych. W czasie tegorocznej Wielkanocy przyjął do parafii troje protestantów, wśród nich 88-letnią kobietę. „Poprosiłem o świadectwo chrztu z Kościoła protestanckiego i otrzymałem list od pastora, który mnie w pewien sposób zawstydził. Napisał, że pierwszy raz w dziejach jego wspólnoty ktoś przechodzi na katolicyzm, podziękował mi i prosił o opiekę nad ich trojgiem” – mówi.

Zwraca uwagę, że chrześcijanie w Japonii żyją w cieniu buddyzmu, co jest dla nich korzystne, gdyż dzięki temu panuje wolność religijna. „Dbając o swoje interesy, tym samym uwzględniają nasze” – zaznacza i przypomina, że buddyści mają swoją centroprawicową Partię Nowe Komeito, która jest częścią obecnej koalicji rządzącej.

W Chōfu mieści się znana świątynia buddyjska Senso-ji z bardzo starą i cenną figurą Buddy. Dwa razy w roku katolicy, wyznawcy innych Kościołów chrześcijańskich modlą się wspólnie z buddystami za zmarłych. W połowie sierpnia w trakcie święta „O-bon”, gdy nad rzeką puszcza się lampiony, w ten sposób oddaje się cześć zmarłym i drugi raz w marcu za ofiary trzęsienia ziemi w Fukuszimie w 2015 r. Podczas modlitw katolicki chór śpiewa pieśni, a buddyści i szintoiści odmawiają swoje modlitwy. „Bardzo otwarta na wszystkie religie jest buddyjska sekta Rishiokosekai, której dzieci z pobliskiego przedszkola przychodzą do nas na Boże Narodzenie by poznać naszą tradycję i przyjąć błogosławieństwo” – mówi ks. Piotr. 

Księża katoliccy cały czas mają problemy jak dotrzeć do Japończyków z podstawowymi pojęciami chrześcijaństwa takimi jak choćby: wiara – shinkō, nadzieja – kibō i miłość – ai. Ks. Piotra wskazuje, że w tekstach teologicznych wykorzystuje się słownictwo szintoistyczne takie jak pojecie boga – kami, tengoku – niebo, rengoku – czyściec, jigoku – piekło. Często sam popada w konfuzję, czy użył poprawnie któregoś z tych pojęć.


Zwraca uwagę, że na kluczowe słowo dla chrześcijaństwa jakim jest „miłość”, po japońsku – „ai”. W Polsce kojarzy się ono przede wszystkim z miłością matki do dziecka, rodzicielską, w ogóle z rodziną, a w Japonii tak nie jest. Relacje rodzinne to zhierarchizowany łańcuch wzajemnych zobowiązań: opieki wobec rodziców, rodzeństwa, dziadków i dalszych krewnych. Dlatego podczas kursu przygotowań do małżeństwa księża katoliccy skupiają się przede wszystkim na „Hymnie o miłości” z Listu do Koryntian św. Pawła Apostoła i po pewnych wyjaśnieniach pozostawiają go indywidualnej interpretacji.

Jak zaznacza ks. Piotr, wszystkie pojęcie kluczowe trzeba tłumaczyć opisowo, obrazowo i przez porównania. Samo pojęcie „kościoła” – „kyōkai” to „dom nauki”, gdyż w japońskim nie ma terminu odpowiadającego łacińskiemu terminowi „ecclesia” – zgromadzenia ludzi powołanych przez Jezusa. „Zgodnie z potocznym japońskim rozumieniem, świątynia to miejsce, gdzie pobiera się nauki. Często pytają, ile czasu trzeba się uczyć, aby przyjąć chrzest. Tłumaczę im, że nauka dotyczy umysłu, a wiara to przede wszystkim formacja serca i dlatego często mówię katechumenom, że jeśli twoje serce jest już przygotowane na przyjęcie Jezusa, to jesteś gotowy na Jego przyjęcie. Tłumaczę, że trzeba mieć pewną wiedzę z Ewangelii i katechizmu, aby przyjąć chrzest, ale sama wiedza na ten temat nie wystarcza” – mówi ks. Piotr.

Ks. Piotr wyjaśnia w czym tkwi specyfika religijności Japończyka: „Przeżywają wiarę po cichu. W kościele lubią ciszę, skupienie, atmosferę podniosłości. Nie kryją wiary i na co dzień lubią publicznie mówić o niej. Choć w rodzinach niekiedy mają trudności, gdy są w niej buddyści czy protestanci. Nieczęsto się zdarza, aby cała rodzina była katolicka”.

Inspektorat salezjański i wydawnictwo salezjańskie „Don Bosko” znajduje się w Tokio Yotsuya. W całym tokijskim regionie jest sześć parafii salezjańskich, z których największa jest w Himonia. W sumie w Japonii pracuje ok. 93 salezjanów. W samym seminarium jest sześciu księży, Włoch i Polak i Japończycy. Obecnie jest czterech kleryków, jeden aspirant i jeden nowicjusz. Salezjanie prowadzą szeroką działalność edukacyjną, sierocińce, przedszkola i szkoły różnych stopni. Najbardziej znana prowadzona przez nich szkoła to Wyższa Szkoła Techniczna z wydziałami projektowania form przemysłowych, grafiką komputerową, informatyką i elektroniką. Są one w dużym stopniu finansowane przez państwo, a ich uczniowie to w większości Japończycy.

Być proboszczem w Tokio [REPORTAŻ]
5.5 (91.67%) 2 ocen.


źródło: KAI

Tagi

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.