Na misje wyjeżdża coraz więcej chrześcijan i katolików. To bardzo budujące, szczególnie w momencie, w którym dociera do nas fakt, jak wiele społeczności jeszcze nie słyszało o Chrystusie. Co w tym czasie dzieje się ze mną? 

Nie muszę być misjonarką, żeby być misjonarką. To zdanie jest jednak bardziej skomplikowane niż się wydaje, dlatego już spieszę z wyjaśnieniem.  

Misje „at home” 

Po pierwsze misja, rozumiana jako niesienie Dobrej Nowiny, a więc ewangelizacja (gr. euaggelizein – głosić dobrą nowinę) to bardzo szerokie działania. Wyjazd za granicę jest tylko jednym z wielu sposobów, jakie chrześcijanin może podjąć (zgodnie ze słowami Jezusa: „Idźcie na cały świat”). I rzeczywiście, nie tylko katolicy ale inni ludzie wierzący w jedynego Boga posługują się podobnymi formami ewangelizacji. Katolicy wyjeżdżając na misje, spotykają tam często innych chrześcijan, protestantów bądź prawosławnych. Ich formy ewangelizacji niewiele różnią się wiele od siebie. Jednak o ile wyjechać na drugi koniec świata, do zupełnie obcych ludzi jest łatwo, o tyle trudniej głosić Słowo Boże najbliższym ludziom („nikt nie jest prorokiem we własnym kraju”). Nie muszę chyba udowadniać tego, jak wielu ludzi nie wierzy, szczególnie w naszym najbliższym europejskim środowisku, a nawet we własnej rodzinie. Tam najtrudniej głosić nam Słowo Boże, pokazywać własnym życiem, swoimi decyzjami Boga najbliższym. Najtrudniej, dlatego że ci ludzie nas znają. Wiedzą, kim jesteśmy, znają nasze słabości. Ta misja wiele razy wydaje się trudniejsza niż wyjazd do zupełnie obcego nam środowiska.  

Pomagam na miejscu  

Powyższe argumenty oczywiście w żadnym stopniu nie powinny deprecjonować misjonarzy i misji. Gdyby nie ich praca, Kościół katolicki by usechł. Dlatego warto ich wspierać, ostatnio chociażby uczestnicząc w akcji „Misjonarz na Post”. Modlitwa za misjonarzy sprawia bowiem, że choć fizycznie tam na miejscu nie jesteśmy, to duchowo pomagamy głosić Słowo Boże i Dobrą Nowinę ludziom, którzy tego najbardziej potrzebują. Zresztą to nie tylko kwestia modlitwy. Choć jest ona najważniejsza, często również będąc w Polsce, można w inny sposób pomóc misjonarzom. Na naszym portalu co jakiś czas udostępniane są informacje o programach pomocowych dla misji. Ostatnią taką akcją był „Opatrunek na ratunek” organizowany przez Fundację Pomocy Humanitarnej Redemptoris Missio. Gdyby nie ludzie w Polsce, misjonarze często niemieliby się z kim kontaktować, by prosić o tak potrzebne wsparcie. Jeśli jesteś więc osobą starszą, nieśmiałą, bądź z jakiegoś innego względu niezdolną do wyjazdu na misje – nic straconego! Takich właśnie ludzi potrzeba również do misji.  

Być w wolności 

Po przeczytaniu powyższego czytelnicy zapewne pomyślą, że jestem osobą już zdecydowaną i mającą świadomość tego, co będę robić w życiu. Nic bardziej mylnego. Nie wykluczam żadnej opcji. I chyba na tym właśnie polega prawdziwa wolność. 

Dlaczego nie zostałam misjonarką?
5.6 (93.33%) 10 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.