Jak cię widzą, tak cię piszą… również w sercu. Wolontariusze i misjonarze w momencie przyjęcia krzyża misyjnego są powołani do szczególnej pracy. To ona jest ich codziennością, o którą inni pytają w każdym momencie. Jak o niej mówić?

Świadectwo to przywilej, który nadaje zachowaniu, gestom, wypowiedziom i konkretnej pracy szczególne znaczenie. Do tego szczególnego przywileju są zaproszeni tylko wyjątkowi ludzie – ci, którzy mają siłę wstać z kanapy i ubrać wyczynowe buty. Papież Franciszek mówi o tym, że każdy członek Kościoła Powszechnego powołany jest do dawania świadectwa misji, do której został przygotowany. Świadectwo misyjne jest jedną z tych dróg, o której nie zawsze łatwo się mówi.

Wczoraj
Z momentem podjęcia decyzji o wyjeździe nieco więcej oczu kieruje spojrzenie na konkretną osobę – podziwiają ją za odwagę, bezinteresowność, dobre serce. Są i tacy, dla których wyjazd misyjny jest sposobem na podróżowanie, poszukiwanie przygód, karmienie egoizmu. Każda z tych ocen jest prawdziwa, bo subiektywna, jednak najistotniejsze jest otwarte serce i oczyszczone motywacje, skierowane na Boga i Jego wolę. Dzięki temu w czasie rozmów przed wyjazdem, przy odpowiadaniu na pytania, nie będzie miejsca na fałszywą skromność albo przerysowany heroizm gotowy, by zmienić świat. Ania, która wyjeżdżała na misjekilkukrotnie , a teraz zajmuje się przygotowaniem wolontariuszy do wyjazdów, mówi: „tego błysku w oku nie da się nie zauważyć i inni ludzie bardzo często już wtedy zaczynają zastanawiać się nad pięknem misji”.

Dzisiaj
Życie na misjach to bardzo konkretny czas, który przeżywany jest „tu i teraz”. Skupienie się na jednym wymiarze obowiązków sprawia, że wolontariusz myśli, pracuje i przeżywa to, co go otacza. Najczęściej pojawia się wtedy pragnienie dzielenia się tym, mówienia o tym, pisania, wysyłania zdjęć. Internet zasypany jest zdjęciami białych wolontariuszy z afrykańskimi dziećmi na kolanach, z których nie zawsze płynie konkretny przekaz.

„Świadectwo to przykład, który daję. Zawsze jest jakiś – lepszy albo gorszy – jednak nie można tego uniknąć. Chodzi o to, że każdą decyzją i zachowaniem coś głoszę. Pytanie, na ile to jest bliskie Ewangelii” – powiedziała Monika, która pracowała przy projektach budowlanych w Kenii i Tanzanii. Będąc na misjach, ma się oczy dookoła głowy i serce otwarte na każdego spotkanego człowieka. Niezależnie od tego czy jest z Ghany, Kenii, Boliwii, Indii czy innych miejsc. Ważne jest więc też, by pamiętać, że te osoby mają również szeroko otwarte oczy i uszy na świadectwo codzienności osób, które stały się częścią ich rzeczywistości.

Jutro
Powrót z wolontariatu misyjnego otwiera kolejny rozdział – zostały zdjęcia, filmiki, dziennik, kontakty i mnóstwo doświadczeń. W całej Polsce organizowane są spotkania z misjonarzami i wolontariuszami, prezentacje czy warsztaty. To czas, kiedy można opowiedzieć o swoim wyjątkowym doświadczeniu i subiektywnym obrazie ludzi, pracy i miejsca, w którym się było. Dlaczego subiektywnym? Bo wielu było przed nami i wielu będzie po nas – każde serce i oczy są inne, zapamiętują, kochają i widzą inne piękno czy trudności, dlatego każdy obraz misji i świadectwo jest wyjątkowym doświadczeniem. Trudniejszym i piękniejszym jest zaświadczanie w codziennych relacjach, obowiązkach czy pracy o tym, co Pan Bóg zadziałał we mnie i przeze mnie podczas wyjazdu misyjnego. To kolejna okazja, żeby wstać z kanapy i ubrać wyczynowe buty, dostosowane do starych, a jednak nowych warunków. Wstajesz?

#GotowiNaMisję – Krok 5: świadectwo
6 (100%) 1 ocen.


źródło: Agnieszka Mazur

Udostepnij

FacebookTwitterGoogle+

Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze