Pijąc herbatę, warto pamiętać o ludziach, którzy ją zbierają za marne grosze. Wśród nich mieszkają oblaci. Założyli sieć szkół. Dają młodym szanse na inne życie.
Gdy domem jest lepianka przykryta blachą, a codzienny zarobek wystarcza jedynie na skromne wyżywienie, posłanie dziecka do szkoły staje się niedostępnym luksusem. Dlatego nawet podstawowa edukacja pozwala przerwać zaklęty krąg biedy i wyzysku.

 

Raju jest w dziewiątej klasie szkoły średniej. Jego ojciec ma na imię Partoli, a mama Losmi. Ma jeszcze brata i dwie siostry. Mówią w języku telegu i są hindusami. Jego rodzice pracują w ogrodzie herbacianym Ranghichera. Babcia Raju ma 80 lat. Jest bardzo szczęśliwa, że jej wnuki uczą się w szkole misyjnej. Raju z młodszym bratem i siostrami uczy się w misyjnej szkole w Lokhipur. Wieczorem odwiedzam z o. Sagorem rodzinę Raju. Pada deszcz i jest ciemno. Kiedy weszliśmy do jego domu, rodziców nie było w środku. Po chwili weszli w mokrych ubraniach. Zrozumieliśmy, dlaczego byli tak późno i cały mokrzy. Wracali z pracy. Po krótkiej toalecie usiedli do spotkania z nami. Ta rodzina mieszka w ciasnym domku w ogrodzie herbacianym.Część domu jest zniszczona.

Rodzice Raju kupili olej do lampy naftowej, aby dzieci mogły się uczyć. Od kilku dni nie było prądu, ponieważ burza zniszczyła instalacje.Dowiadujemy się, że sytuacja finansowa rodziny jest bardzo trudna. Zarabiają tylko 83 takas, czyli 1 euro dziennie. Nie mogą sobie pozwolić na wysyłanie czwórki dzieci do szkoły.Cierpią na różne choroby spowodowane niedożywieniem od dzieciństwa. Kiedy byli chorzy, przyszli do misji po pomoc. Mają dwie krowy, które uzyskali dzięki porozumieniu z właścicielem.Oddają mu połowę pozyskanego mleka. Rodzice Raju mówią, że niemożliwe byłoby posłanie dzieci do szkół bez pomocy finansowej z zewnątrz. Modlą się każdego dnia, dziękując za ogromną hojność osób, które pomagają ich dzieciom. Marzą o tym, by któregoś dnia Raju skończył naukę i został lekarzem. Bardzo dużo się uczy, aby spełnić swoje marzenia.

Oblaci wśród ubogich

Region Sylhet, w którym mieszczą się herbaciane ogrody Bangladeszu, był ewangelizowany przez salwatorianów,jezuitów i augustianów. W 1974 r. arcybiskup Dhaki powierzył terytorium misji oblatom. Misja Lokhipur zyskała na znaczeniu ze względu na obszar i działalność misyjną. Obecnie mieszkają tu trzy tysiące katolików rozmieszczonych w 65 wioskach i kilku ogrodach herbacianych. Większość z nich należy do biednych plemion. W 2011 r. papież Benedykt XVI ogłosił Sylhet diecezją,a tym samym kościół w Lokhipur stał się katedrą. Od samego początku obecności w tym miejscu oblaci marzyli o tym, aby zapewnić edukację pracownikom ogrodów herbacianych oraz ich dzieciom niezależnie od wyznawanej religii. To jedyna droga do wyzwolenia ze współczesnego niewolnictwa. W 1989 r.powstała pierwsza szkoła „pod drzewem”, przeniesiona potem do prowizorycznego kościoła, a następnie do kilku klas. Dziś naszą szkołę średnią w misji Lokhipur nazywamy szkołą-matką, ponieważ podlega jej kolejnych 25 misyjnych szkół podstawowych w okolicznych wioskach. Uczy się w nich blisko2000 uczniów. W szkole średniej jest ich około pięciuset. Po ukończeniu piątej klasy uczniowie przechodzą ze szkół w wioskach do szkoły średniej. W górach, bo tu leży nasz region, nie ma żadnej szkoły państwowej. To dlatego na terytorium misji Lokhipur stworzyliśmy sieć szkół podstawowych dla ludów Khasi i Garo. Ze względów finansowych czasem tylko dwóch nauczycieli uczy wszystkich przedmiotów w jednej szkole. Jednak to i tak lepsze rozwiązanie niż brak jakiejkolwiek szkoły.

Herbaciana codzienność

Większość dzieci pochodzi z biednych rodzin, którym trudno opłacić miesięczne czesne. Ich rodzice to pracownicy najmowani na dany dzień,wydający to, co zarobią, na jedzenie. Dzieci, kiedy się nie uczą, pracują w ogrodach herbacianych i zarabiają pół euro dziennie. Bardzo trudno utrzymać się za takie sumy. Ubóstwo dotyka wszystkich sfer życia. Ponieważ rodzice są analfabetami, nie rozumieją potrzeby edukacji i wolą wysłać dzieci do pracy w ogrodzie herbacianym albo do opieki nad bydłem. Młodzi chłopcy i dziewczęta zbierają drewno na opał lub pracują jako pomoc domowa. Wiele dzieci nigdy nie poszło do szkoły ze względu na brak pieniędzy.Statystycznie do szkół trafia 35–50% dzieci, w zależności od wioski, a kończy je mniej niż połowa. Jedynie około 25% dzieci kończy szkołę podstawową. To niewiele. Jednak gdyby liczyć na szkolnictwo państwowe, dzieci kończących szkoły nie byłoby w ogóle. Grupą najbardziej wykluczoną są dziewczynki, których rodzice nie chcą wysyłać do szkół. Staramy się zmieniać tę mentalność,z dobrymi efektami.

Marzy, by być pielęgniarką

Dipa pochodzi z ludu Garo. Uczy się w dziewiątej klasie. Jej ojciec Prodin jest pracownikiem w wiosce Punjee, a mama Tripti opiekuje się domem i od niedawna pracuje w hostelu dla chłopców jako kucharka. Czujemy się odpowiedzialni za tę rodzinę i stworzyliśmy jej miejsce pracy. W rodzinie są trzy córki, a Dipa jest drugą z kolei. Wszystkie uczą się w szkole misyjnej. Spotykamy rodziców w kuchni podczas prac naprawczych. Poprzedniego dnia była burza, która spowodowała zniszczenia. Mieszkają w domku, który ma ściany z gliny i przykryty jest cienką blachą. Obserwując dom i jego otoczenie,łatwo można dostrzec ubóstwo mieszkańców. Ojciec Dipy nie ma stałej pracy, więc pracuje dorywczo w wiosce na wzgórzu. Do pracy idzie pieszo, koło dwóch godzin. Musi pracować cały dzień w ogrodzie z drzewami betelu i zarabia tylko 300 taka (około 3,5 euro). Kiedy jest ulewa, nie może iść do pracy i nie ma zarobku. Jego niska pensja z trudem wystarcza na bieżące potrzeby rodziny. Starsza siostra, która była wspierana w ramach projektu „Misja Szkoła”, zdała egzamin i chce kontynuować swoją naukę. Podeszła do mnie i prosi o pomoc. Marzy, by zostać pielęgniarką. Modli się za swoich „rodziców adopcyjnych”.

Analfabetyzm

Pracownicy ogrodów herbacianych to ludzie wykluczeni. Nikt w naszym kraju nie przejmuje się ich losem. Są podatni na choroby i żyją w kiepskich warunkach. Zarobki pracowników ogrodów herbacianych są bardzo niskie, zatem nie mogą zapewnić dzieciom dobrego wykształcenia, jeśli takie planują. Niedobory żywieniowe i trudności z komunikacją utrudniają dzieciom uczęszczanie do szkoły. Rodzice dzieci w wieku szkolnym wysyłają swoje pociechy do ogrodów herbacianych, aby mogły zarobić pieniądze – połowę dniówki.Rozwiązaniem jest zapewnienie dotacji dla dzieci, aby mogły chodzić do szkoły zamiast pracować. W 2012 r. na naszych terenach było 78% analfabetów wśród dzieci i dorosłych, a w innych częściach kraju tylko 20%. Program adopcji misyjnej z Polski dociera do niektórych z tych uczniów, ale ponieważ nie mają dobrych wzorców, często nie mają motywacji do nauki i odchodzą.

Liście betelu

Papri należy do ludu Khasi. Jej rodzina mieszka w odległej wiosce Punjee. Ojciec uprawia liście betelu w górach, a mama opiekuje się domem. W rodzinie jest pięcioro dzieci: cztery dziewczynki i chłopiec. Dwie z nich uczą się, a chłopiec pomaga ojcu w uprawie. Ten lud ma wiele problemów. Nie mają własnej ziemi, tylko uprawiają dzierżawione pola. Na wzgórzach nie ma żadnej państwowej szkoły. Dzieci chodzą do misyjnych szkół podstawowych w wioskach. Do ich miejsca zamieszkania nie prowadzą właściwie żadne drogi. Po wszystko muszą chodzić do miasta przez dżunglę. Rodzina Papri uprawia niewielki kawałek ziemi. To, co zarobią, wystarczy na utrzymanie pięcioosobowej rodziny. Zbiory nie zawsze są dobre. W ostatnich kilku latach było sporo deszczu, burz i gradu, które spowodowały zniszczenia na plantacjach liści betelu. Rodzice są wdzięczni dobrodziejom, którzy pomagają ich córkom kontynuować naukę w szkole misyjnej. Papri marzy o kontynuowaniu nauki, ale wie, że rodzice nie mogą sobie pozwolić na opłacenie czesnego wyższej uczelni. Papri ma zamiar zdobyć dyplom pielęgniarki, dzięki czemu będzie mogła pomagać swoim rodzicom, ale również społeczności Punjee, która jest pozbawiona opieki medycznej. Byłem bardzo poruszony jej determinacją. Różne programy pomocy zaczynają się i kończą, ale Bóg daje wybór. Teraz jesteśmy bardzo wdzięczni polskim rodzicom adopcyjnym, ponieważ dzięki nim docieramy do najuboższych z biednych. Podobnie jak kwiaty tracą zapach w powietrzu dżungli, w naszych szkołach pojawiają się bardzo utalentowane dzieci, które budzą nasz zachwyt, ale często usychają, trafiając w koła przeznaczenia, które wybrało im i kolejnym pokoleniom przyszłość pracownika –niewolnika plantacji herbaty. Ci, którzy zdołali zmienić przeznaczenie, są wdzięczni za możliwość nauki.

Dilip Sarkar OMI

Oceń ten artykuł



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze